Babcia matką współczesnego człowieka

„Matki i inni. Emocjonalna ewolucja człowieka” – brzmi tytuł książki Sarah Blaffer Hrdy. Amerykańska antropolożka szuka powodów, dla których staliśmy się ludźmi, ale prócz roli tytułowej matki dużo miejsca poświęca innym członkom grupy rodzinnej, zwłaszcza babciom.

Hrdy wychodzi od opieki współdzielonej, czyli sytuacji, w której nad młodym czuwa nie tylko matka, ale też inni członkowie grupy. Opieka taka występuje u około połowy gatunków naczelnych (w tym pazurkowcowatych), ale i wielu innych grup zwierząt – surykatek, golców, góralków (to niewielcy krewni słoni przypominający z wyglądu królika – zdarza się, że nad młodymi czuwają wspólnie samice różnych gatunków), ptaków, ryb.

Nie spotyka się jej natomiast u innych człowiekowatych. Samiec goryla zajmie się swoim osieroconym dzieckiem, ale młode konkurencyjnego samca prędzej zabije (obce dorosłe samce stanowią w zasadzie jedną z głównych przyczyn śmiertelności młodych u tego rodzaju). U ludzi coś poszło inaczej.

Standardowa opowieść o ewolucji człowieka mówi, że w związku z osuszaniem się klimatu i poszerzaniem sawanny nasi przodkowie zeszli z drzew, rozpoczynając nowy etap na trawiastych równinach. Życie w takim środowisku jest niebezpieczne, żywności brakuje, a drapieżnicy tylko czekają, by pożreć niezaradne dziecko.

Tak więc po narodzinach noworodek wymaga ciągłej opieki, a nomadyczni mieszkańcy sawanny nie mogą zostawić go w gnieździe, jak to czyni lemur wari. Jednak bezustanne czuwanie przy dziecku wycieńcza matkę, i tak nadmiernie obciążoną produkcją mleka.

Wykształcenie się opieki współdzielonej u przodków człowieka, hominidów o sporych zdolnościach poznawczych, i początki teorii umysłu miały jednak konsekwencje zgoła odmienne.

Osobą najbardziej zaangażowaną w opiekę nad młodym stała się babka matczyna, czyli matka matki. Nie tylko dysponowała doświadczeniem (pierwsze ciąże naczelnych cechuje zwykle bardzo duża śmiertelność noworodków, bo matki nie potrafią się nimi właściwie zająć), ale też wolnym czasem, bo są już często w wieku niepozwalającym na własne ciąże.

Rolę babki matczynej negowano niegdyś zupełnie, wskazując niską średnią długość życia kobiet w dawnych społecznościach (ok. 30 lat) oraz patrylokalną ich strukturę (społeczność patriarchalna to taka, w której rządzą mężczyźni, patrylinearna – z dziedziczeniem w linii męskiej, patrylokalna – kobieta przeprowadza się do miejsca zamieszkania męża). Nowsze badania pokazały, że w razie przeżycia newralgicznego okresu dzieciństwa szanse na zestarzenie się nie były aż takie małe i choć większość osób nie dożywała starości, obecność w grupie pojedynczych osób starszych nie była niczym dziwnym. Co więcej, teza o patrylinearności wynikała z uwzględnienia w badaniach niewielkiej liczby lepiej poznanych grup ludzkich, a dalsze badania wskazały na znaczą liczbę także tych matrylinearnych wśród łowców zbieraczy i nierzadkie przypadki przeprowadzki teściowej do zięcia po narodzinach wnuka.

Inne badania wykazały znacznie większy dobrostan wnuków, w wychowywaniu których uczestniczyły babcie matczyne (w tym lepsze odżywienie i znacznie mniejszą śmiertelność). Dotyczyło to w największym stopniu najstarszych dzieci w rodzinie – tych nieposiadających starszego rodzeństwa, które mogłoby zastąpić babcię w nadzorze. Z kolei obecność babki tacierzystej (ojczystej) zwiększała głównie liczbę potomstwa.

Opieka babki i innych kobiet w grupie istotnie wpłynęła na dalszą ewolucję człowieka. Umieralność dzieci się zmniejszyła, mniej obciążone matki mogły rodzić częściej. Korzyści ewolucyjne przełożyły się na dobór w kierunku wydłużenia życia pełniącej ważną funkcję babki, funkcjonującej w jako takim zdrowiu często jeszcze dekady po menopauzie.

Przełożyło się to na długość życia całej populacji, a dłuższe życie łączy się często z wolniejszym rozwojem. Dłuższy etap wzrostu organizmu pozwolił na dłuższy rozwój bardziej skomplikowanego mózgu (mielinizacja kończy się w płatach czołowych w wieku ok. 21 lat).

Jednocześnie dobór promował dzieci poszukujące opieki dorosłych i skłaniające je do opieki (uśmiech społeczny), ale też najlepiej i jak najwcześniej odczytujące niewerbalne sygnały z ich strony (tu wracamy do teorii umysłu). O roli języka w tworzeniu relacji społecznych pisałem innym razem.

Wydaje się, że emocjonalnie współczesnymi ludźmi, nawiązującymi bliskie relacje międzyludzkie, na co dzień okazującymi empatię i korzystającymi z teorii umysłu, uczyniła nas… opieka babć.

Marcin Nowak

Bibliografia

Sarah Blaffer Hrdy, Matki i inni. Emocjonalna ewolucja człowieka. Mamania, Warszawa 2023.

Niezwykle ciekawy temat, aczkolwiek miejscami czyta się trudno. Drobne błędy w tłumaczeniu i niekiedy dość liberalne podejście do badań. Ale cytuje dużo bardzo ciekawych prac. Książka warta polecenia, stosując szkolną skalę ocen, dałbym 4.

Ilustracja: Jean-Étienne Liotard, Portret Marthe Marie Tronchin,1758, za Wikimedia Commons, w domenie publicznej