Gender, antykapitalistyczny populizm prawicowy i feminizm populistyczny

Znany od lat podział na prawicę i lewicę przypisuje tej pierwszej liberalne poglądy gospodarcze i konserwatyzm aksjologiczny, drugiej zaś socjalizm i liberalizm światopoglądowy. Książka Agnieszki Graff i Elżbiety Korolczuk „Kto się boi gender? Prawica, populizm i feministyczne strategie oporu” wskazuje na nieaktualność tego podziału.

Uwaga: tekst zawiera wulgaryzm!

Autorki szczegółowo opisują współczesną radykalną prawicę, wbrew pozorom niezbyt nacjonalistyczną, raczej międzynarodową. Oto wiodąca prym w polskich środowiskach prawicowych organizacja Ordo Iuris („rząd prawa”) powstała dzięki kapitałowi z hiszpańskiej CitizenGo. Sama wsparła podobną organizację na Bałkanach.

Z drugiej strony esencję populizmu widzą w reprezentowaniu rzeczywistego bądź wyobrażonego, ale zawsze pokrzywdzonego i wyższego moralnie ludu przeciw złym, niemoralnym elitom. Dawniej populizm prawicowy łączono z klasycznie prawicowymi poglądami gospodarczymi, a więc bezwarunkowym poparciem wolnego rynku. Obecnie nurt ten reprezentuje Konfederacja. Jednak rządzący w Polsce przez osiem lat (pozostający jeszcze u władzy w trakcie pisania książki) PiS, podobnie jak węgierski Fidesz, nie bardzo przystaje do tego obrazu.

Obie partie utrzymały się u władzy m.in. dzięki daleko posuniętemu rozdawnictwu. Obejmującemu spore kwoty, ale ograniczonemu – do swoich. Zjawisko to autorki zwą szowinizmem opiekuńczym i widzą w nim zasadniczy element szerszego obrazu.

Stanowi ono wyraz populizmu, czyli ochrony ludu przed złymi elitami. Graff i Korolczuk stawiają tezę, że z zasady populizm jest ideologicznie słaby. Potrzebny mu obraz haniebnych elit do obalenia pobiera z zewnątrz, chociażby od radykalnej prawicy. Organizacje konserwatywne podsuwają mu takiego wroga: europejskie elity, a wręcz cały system neoliberalny, z którym nieodłącznie wiążą liberalizm, indywidualizm, prawa człowieka.

Do tego dokładają retorykę kolonialną: otóż zły, neoliberalny Zachód próbuje skolonizować już nie tylko biedne kraje globalnego Południa, ale i nas – swoimi obcymi, nieprzystającymi do nas wartościami. Chce zniszczyć rodzinę, bo tylko ona jest w stanie postawić się najeźdźcom, gdy pojedynczy, wykorzeniony człowiek podda się fali, zostanie idealnym konsumentem wyzyskiwanym przez międzynarodowych graczy. A rodzinę najłatwiej zniszczyć dzięki promowaniu złowrogiej „ideologii gender”.

W efekcie otrzymujemy sojusz partii populistycznej i prawicowych radykałów, nazywany przez autorki synergią oportunistyczną, będącą wyrazem sprzeciwu, a nie poparcia dla obecnej gospodarki i kapitalizmu, podobnie jak w przypadku ruchów kojarzonych raczej z lewicą. Wymiar socjalny jest jednak ograniczony prawicową aksjologią: pomagamy tylko swoim, tym właściwym, wchodzącym w skład ludu, np. konserwatywnym rodzinom typu ojciec i matka z dziećmi z naszego narodu, na pewno nie uchodźcom, osobom LGBTQ+, żyjącym w niesformalizowanym związku czy bezdzietnym – ci należą do złych elit, które próbują nas skolonizować. (Że wypowiadający się w imieniu biednego ludu niekoniecznie do tego ludu sami należeli, zazwyczaj już im samym i ludowi umyka).

Z drugiej strony autorki zauważają istotną zmianę w feminizmie. Nie jest to już ruch nielicznych, dobrze wykształconych, wyemancypowanych kobiet z klasy średniej czy wyższej, podpierających się teorią z uniwersytetu. Zmienił się nawet charakter protestów. Po ograniczeniu dostępności aborcji przez, używając określenia autorek, Trybunał konstytucyjny Julii Przyłębskiej na ulice wyszły tysiące kobiet z różnych grup, także z mniejszych miejscowości, z wymierzonymi przeciw PiS i Kościołowi transparentami na tekturach okazującymi silne emocje, niekiedy wulgarnymi, by przypomnieć słynne „wypierdalać”.

To też populizm, tylko że ludem nie są już konserwatywne rodziny (małych) miast i wsi, tylko polskie kobiety, a gnębiącą je elitą – konserwatywny rząd i kler. Znowu istnieje zaplecze w postaci feminizmu uniwersyteckiego, gender studies itd., ale nie odgrywa w protestach istotnej roli. Liczy się emocja gniewu uciśnionego ludu, tym razem co prawda konstruowanego bardziej inkluzywnie niż po prawej stronie. Populizm przestał być domeną tej ostatniej.

Mamy więc w Polsce dawną prawicę, która stała się przeciwniczką kapitalizmu i neoliberalizmu, oraz feminizm populistyczny. O tempora, o mores.

Marcin Nowak

Bibliografia

Agnieszka Graff & Elżbieta Korolczuk: Kto się boi gender? Prawica, populizm i feministyczne strategie oporu. Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2022.

Książka ciekawa, miejscami dość trudna, ale czyta się szybko. Brzmi dość wiarygodnie, mimo że autorki, czego nie ukrywają, nie są jedynie bezstronnymi obserwatorkami opisywanych zjawisk i piszą niejako „ze środka”. Stosując szkolną skalę ocen, przyznałbym 5.

Ilustracja: PensadorMaieutic: Heterosexualidad Queer, za Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0