Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
niedowiary - blog (szalonych) naukowców niedowiary - blog (szalonych) naukowców niedowiary - blog (szalonych) naukowców

25.01.2018
czwartek

Miasta i mokradła

25 stycznia 2018, czwartek,

2 lutego wypada kolejna rocznica ogłoszenia Konwencji o obszarach wodno-błotnych mających znaczenie międzynarodowe, zwłaszcza jako środowisko życiowe ptactwa wodnego nazywanej potocznie Konwencją ramsarską nazwy irańskiego miasta, gdzie ją podpisano.

Sekretariat konwencji od ponad dwudziestu lat organizuje co roku Światowy Dzień Mokradeł. Tegorocznemu przyświeca hasło „Mokradła dla zrównoważonej przyszłości miast”. Wpisuje się ono również w politykę Europejskiej Agencji Środowiska, która kilkanaście miesięcy temu opublikowała raport „Rivers and lakes in European cities” („Rzeki i jeziora w miastach Europy”). Należy zaznaczyć, że zainteresowanie Konwencji ramsarskiej wbrew pierwotnej nazwie dotyczy ekosystemów mokradłowych pod wieloma kątami, nie tylko ornitologicznym, a także że mokradła w przyjętej w niej definicji to zarówno lądowe obszary podmokłe, jak i wszystkie śródlądowe wody powierzchniowe, a także część morskich wód przybrzeżnych.

Dziś ponad połowa ludzkości żyje na obszarach zurbanizowanych, a w skali Unii Europejskiej to już prawie trzy czwarte. Prawie każde miasto leży nad jakimś mokradłem, najczęściej rzeką, i tak jest od początku cywilizacji, która kształtowała się nad rzekami, a najstarsze miasta związane były z Nilem, Jordanem czy Indusem. Nad rzekami rozwijały się kolejne stolice państw, takie jak Rzym, Paryż, Londyn, Kraków czy Warszawa. Także duże miasta nadmorskie, jak Nowy Jork, Rotterdam czy Gdańsk, leżą nad ujściami rzek.

Kiedyś miasta lokowano nad rzekami, ewentualnie jeziorami, aby być blisko źródła żywności – nie tylko ryb czy skorupiaków, ale też roślin wodnych. Miasta budowano wokół rzecznych przystani, gdzie wyładowywano towary sprowadzane drogą wodną. Płynąca woda napędzała folusze czy młyny. Nie bez znaczenia był też fakt, że jeziora czy większe rzeki chroniły miasta przed niespodziewanym atakiem.

Rzeki i jeziora zawsze były źródłem wody jako surowca – wody pitnej, wody dla celów przemysłowych, ale też dla celów higienicznych. Choćby dziś konurbacja górnośląska korzysta w tym celu ze Zbiornika Goczałkowickiego, aglomeracja warszawska częściowo ze Zbiornika Zegrzyńskiego, a częściowo z ujęć infiltracyjnych pod dnem Wisły.

Mieszkańcy miast wodę pobierają, ale też wykorzystują rzeki i jeziora w przeciwnym celu – do odprowadzania odpadów wszelkiego rodzaju. Kiedyś to było niekontrolowane wyrzucanie śmieci i wylewanie nieczystości, jako że rzeka zabierała je z pola widzenia. Przy stosunkowo niedużym natężeniu tego zjawiska rzeki ulegały samooczyszczeniu. Wraz z rozwojem przemysłu i wzrostem populacji miast naturalne samooczyszczanie przestało wystarczać. To z kolei sprawiło, że funkcja miejskich rzek jako źródła żywności straciła znaczenie, a jako źródła wody do spożycia i przemysłu stała się zagrożona. Woda w tym celu wymaga uzdatniania.

W ostatnim ćwierćwieczu w Europie nastąpiły duże zmiany – ścieki miejskie poddaje się oczyszczaniu, a ilość ścieków przemysłowych spadła wraz ze zmianami w strukturze przemysłu. Jakość wód zdecydowanie się poprawiła, ale nie wszystko wróciło do stanu sprzed rewolucji przemysłowej. Wciąż problem stanowi spływ wód z ulic kanalizacją burzową. Nie wszystkie substancje dają się łatwo zneutralizować w oczyszczalniach – stąd wody rzek przepływających przez miasta mają podwyższoną zawartość choćby farmaceutyków. Ponadto źródłem wtórnego zanieczyszczenia są osady, w których zawarte są zanieczyszczenia sprzed kilkudziesięciu lat.

Spływ z ulic jest źródłem m.in. zasolenia miejskich wód – przykładowo z badań naukowych i Inspekcji Ochrony Środowiska wynika, że zasolenie warszawskiego Potoku Służewieckiego zimą bywa dziesięciokrotnie wyższe niż latem. Ponadto, mimo że potok ten nie jest już traktowany jak kanał ściekowy, jak było w przeszłości, nadal jest co jakiś czas zanieczyszczany nielegalnie, a zabudowa miejska sprawia, że znalezienie sprawcy jest praktycznie niemożliwe.

Losy tego potoku są przykładem drugiej strony medalu w relacji miasto-mokradła. Ludzie potrzebują wody, ale mieszkają na lądzie, i domy czy fabryki budować chcą na stabilnym gruncie. Miasta początkowo lokowane na wzgórzach, rozrastając się, wchodzą na obszary podmokłe czy zalewowe. Stąd z jednej strony rozwój miast wiązał się z osuszaniem bagien, a z drugiej z różnego rodzaju przeciwpowodziowymi regulacjami koryt rzek. Tak właśnie stało się z przywołanym już jako przykład Potokiem Służewieckim.

Jeszcze sto kilkadziesiąt lat temu potok ten był małą rzeką mającą źródła w podmokłych rejonach na południowo-zachodnich przedmieściach Warszawy. W związku z budową linii kolejowej, a także rozwojem sadownictwa i ogrodnictwa na potrzeby rozwijającej się aglomeracji, tereny te zaczęto osuszać. Jednocześnie w okolicach tych wydobywano glinę do rozbudowy miasta. Reszta wody, której nie udało się pozbyć z gruntu, wypełniła glinianki i cały górny odcinek rzeki wysechł. Kolejny odcinek zamurowano, przykrywając od góry, częściowo płytą lotniska, i zamieniając w element systemu kanalizacji miejskiej. Pozostały na powierzchni środkowy i dolny odcinek uregulowano, wykładając brzegi elementami betonowymi. Dziś ciężko tam znaleźć jakiekolwiek rośliny wodne – poza przyczepioną do betonowych umocnień gałęzatką, nitkowatym glonem znoszącym trudne warunki.

Podobny los spotkał tysiące potoków płynących przez europejskie miasta, które w znacznej mierze wyschły lub zostały ukryte pod powierzchnią miast, niosąc ścieki. W XIX i dużej części XX wieku uważano, że to najlepszy z nich użytek. Kiedy jednak ścieki zamiast spuszczać wprost do rzek, zaczęto kierować do oczyszczalni, jakość wód wielu takich potoków-kanałów poprawiła się. Jednocześnie zaczęto przykładać większą rolę do rekreacyjnej roli wód powierzchniowych. Przypomniano sobie, że ludzie lubią spędzać wolny czas nad wodą, a w wielu przypadkach woda o wystarczających parametrach jest na wyciągnięcie ręki. Tak zrobiono kilka lat temu w Oslo, gdzie odkryto na nowo potok Hovinbekken czy w Zagłębiu Ruhry, gdzie to samo zrobiono z potokiem Deininghauser Bach. Bulwary tych potoków stały się lokalnymi centrami aktywności sąsiedzkiej. Przykłady tego typu działań można znaleźć też w innych miastach.

Również w Zagłębiu Ruhry, w Dortmundzie, po usunięciu huty na jej miejscu zamiast nowej zabudowy utworzono sztuczne jezioro Phoenix. W polskich miastach dawne glinianki czy stawy również stają się miejscem rekreacji, także wędkarstwa. Handlowa żegluga rzeczna w większości miejsc straciła znaczenie, ale za to rozwija się aktywność rekreacyjna tramwajów wodnych – z Polski mamy przykłady Warszawy czy Trójmiasta, statków wycieczkowych czy kajakarstwa. Otwarte wody to element zieleni miejskiej będący przeciwwagą dla miejskiej wyspy ciepła.

Wody w mieście związane są nie tylko z urządzoną zielenią, ale też powierzchnią biologicznie czynną. Rozwój zabudowy wiąże się z pokrywaniem gruntu nieprzepuszczalną warstwą betonu czy asfaltu na potrzeby dróg czy parkingów. Jest to pole do gospodarowania wodą – w wielu miejscach tereny, które mogłyby być przykryte niską zielenią, są wyłożone płytami. Płyty granitowe są bardziej estetyczne niż betonowa kostka, ale dla wód opadowych są również nieprzepuszczalne. W parkach miejskich często w imię źle rozumianego dbania o rekreację nadmierną powierzchnię przeznacza się na pokryte nieprzepuszczalną powierzchnią obiekty sportowe czy rozrywkowe. To sprawia, że wody opadowe zamiast wsiąkać w grunt, spływają do kanalizacji i wód powierzchniowych. Im mniej powierzchni biologicznie czynnej, tym ten spływ jest gwałtowniejszy, stąd od kilku lat przyrasta tzw. błyskawicznych powodzi miejskich powodowanych przez wodę opadową niemieszczącą się w korytach potoków i rzek.

W powyższym tekście ani razu nie padło pojęcie usług ekosystemowych, ale tak naprawdę cały on jest im poświęcony. We współczesnej Europie gospodarka miejska to głównie sektor usług, a nie przemysłu. Wciąż za rzadko pamięta się jednak o tym, jak wiele usług mieszkańcom miasta świadczą nie tylko urzędy, sklepy, punkty gastronomiczne czy instytucje kultury, ale mokradła – rzeki, jeziora i obszary podmokłe.

Piotr Panek
fot. Piotr Panek, licencja CC BY-SA 4.0

PS Por. również inne wpisy o dniu mokradeł: 1, 2.

PPS Zapraszam na spotkanie w Warszawie.

 

 

Kolejny PS: Moja prezentacja na podobny temat z powyższego spotkania: Bagna i miasta.  A tu na bardziej szczegółowy: potok.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Bardzo ciekawy artykuł. Warto sobie czasem przypomnieć, co jest wokół, a co się traci z pola widzenia.

  2. W najnowszym PS-ie dodałem pdf-y moich wystąpień, a na podobny temat rozmawiałem też w radiu: http://audycje.tokfm.pl/podcast/Miasta-powstaly-na-mokradlach-Rozmowa-z-Piotrem-Pankiem/58662

css.php