Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
niedowiary - blog (szalonych) naukowców niedowiary - blog (szalonych) naukowców niedowiary - blog (szalonych) naukowców

19.11.2019
wtorek

Zielona kleptomania

19 listopada 2019, wtorek,

To, że niektóre organizmy mają cechy wymykające się tradycyjnym zestawom charakteryzującym królestwa świata ożywionego, wiadome było już Arystotelesowi. Dowodził on, że uważane przez wielu w jego czasach za rośliny parzydełkowce są jednak zwierzętami. Ze stułbią było to bardziej wyraziste, bo ona przytwierdzona jest do podłoża przejściowo i można ją przyłapać na chodzeniu. Z koralowcami trochę trudniej, bo raz osiadłe już nie zmieniają położenia, ale wnikliwy obserwator nawet wtedy musiał przyznać Arystotelesowi rację.

Z drugiej zaś strony, stułbia często bardziej przypomina rośliny kolorem, a koralowce rzadko są zielone. Z kolejnej jednak, Grecy byli bardziej niż choćby Polacy obeznani z dużymi glonami o barwie czerwonej czy od żółtej do brązowej, więc zieleń nie jest dla nich tak oczywistym znakiem bycia wodorostem. Stąd nazwa „zwierzokrzewy” miała szansę na długo się utrwalić.

Ten kolor parzydełkowców (jamochłonów) podobny do koloru glonów nie jest przypadkiem. To jest kolor glonów. Glonów żyjących wewnątrz tkanek stułbi czy koralowców. Takie glony, które za środowisko życia obierają wnętrze zwierząt lub niegdyś za zwierzęta uznawanych pierwotniaków, nazywa się zoochlorellami (zielone, głównie z grupy zielenic), zooksantellami (żółtobrązowe, głównie z obszernej grupy chromistów) lub cyjanellami (sinice). W niektórych przypadkach da się rozpoznać ich bliskich krewnych żyjących wolno. Czasem zaś takie glony opuszczają ciało gospodarza. To jest istota mechanizmu blaknięcia koralowców.

Na drugim krańcu symbiozy jest istnienie chloroplastów. O ile wcześniej wymienione symbionty rozpoznaje się jako odrębne osobniki, o tyle chloroplasty uważa się za organella, czyli części komórek niebędące osobnikami odrębnymi od zawierających je komórek. Dziś już paradygmatem jest, że chloroplasty są efektem niegdysiejszej symbiozy sinic, które w toku ewolucji zatraciły odrębność, zachowując jednak pewną autonomię. Z dwóch konkurencyjnych hipotez, jak się to konkretnie stało, zdecydowanie bliższa naukowemu konsensusowi jest hipoteza endosymbiozy, w zasadzie dziś rozbudowana do rozmiarów teorii naukowej, a nie tylko hipotezy.

Chloroplasty jednak, jak napisałem wcześniej, nie są odrębne. Zachowały część swoich genomów, ale pozostała część przeniosła się do DNA jądrowego gospodarza. Żeby było bardziej skomplikowanie, endosymbioza nie zaszła raz a dobrze. Niektóre chloroplasty są bardziej skomplikowane niż inne. W szczególności, są obudowane większą liczbą błon. U niektórych pomiędzy tymi błonami znajduje się jeszcze trzeci genom tworzący tzw. nukleomorf. Jest to efekt wtórnej endosymbiozy.

Pierwotna endosymbioza polegała na tym, że jakaś pierwotna sinica zintegrowała się z innym pierwotnym organizmem (pewnie archeanem) i utworzyła komórkę eukariotyczną. Podobnie inne bakterie przemieniły się w mitochondria. Do dziś istnieją organizmy, w których nie jest łatwo zadecydować, czy ich element fotosyntetyzujący to jeszcze endosymbiotyczna sinica, czy już chloroplast. Są to glaukofity, a ich chloroplasty nazywa się cyjanellami. Bardziej zintegrowane chloroplasty mają krasnorosty i linia obejmująca zielenice, łącznie z ramienicami, a te łącznie z roślinami określanymi jako lądowe. Glaukofity, krasnorosty i zielenice z roślinami „wyższymi” są ze sobą spokrewnione i nazywa się Archaeplastida albo po prostu roślinami. W tym ujęciu więc nadal istnieją jednokomórkowe rośliny i do roślin włączane są krasnorosty (czerwone glony).

Jednak brunatnice (brązowe glony) nie są zaliczane do tej grupy. Podobnie jest z okrzemkami, bruzdnicami czy eugleninami. To właśnie one mają bardziej skomplikowane chloroplasty. Wtórna endosymbioza, która dała im początek, wzięła się z tego, że jakiś dawny pierwotniak za symbionta przyjął nie sinicę, a pierwotnego krasnorosta lub pierwotną zielenicę, a te w toku ewolucji utraciły nie tylko autonomię, ale i większość swojej anatomii, i do dziś zostały z nich tylko chloroplasty. Jeszcze w mojej młodości tliły się wizje, że eugleniny są bliżej spokrewnione z zielenicami, bo mają te same odmiany chlorofilu i podobne produkty fotosyntezy. Dziś wiadomo, że to nie jest efekt pokrewieństwa, a dziedzictwo tego, że chloroplasty euglenin są silnie zredukowanymi zielenicami.

Zatem możemy znaleźć bardziej niezależne endosymbionty albo – niezależnie od tego, czy pierwotnie, czy wtórnie – bardziej zintegrowane chloroplasty. Możliwości natury się tu kończą? Wcale nie.

Do endosymbiozy mogło dojść przez zainfekowanie gospodarza przez glon albo przez zjedzenie glonu przez gospodarza. Potem zadziałała ewolucja. A gdyby tak kreacjonista podważył to koronnym we własnym mniemaniu argumentem „A gdzie brakujące ogniwo?”

A i owszem. Są brakujące ogniwa tego łańcucha. Pewne morskie ślimaki pożywiając się glonami wcale nie od razu je trawią w całości. Najbardziej znany z nich, Elysia chlorotica, odżywia się pewnym gatunkiem woszerii, czyli glonu z grupy różnowiciowców, a jej chloroplasty przechowuje w komórkach swojego dość rozbudowanego jelita. Dzięki temu wygląda jak liść (na zdjęciu wyżej). Jeżeli trafi się czas, że zabraknie mu pożywienia, ślimak ten nie powodu do zmartwień. Dopóki zapewni przechowywanym chloroplastom światło, one zapewnią mu dostawę cukru. W takich warunkach może pożyć kilka miesięcy, nawet 10.

Życie z takimi ukradzionymi chloroplastami określane jest jako kleptoplastia. Oprócz kilku ślimaków, jest znane wśród różnych jednokomórkowców. Do niedawna uważano, że ślimaki te są jednymi zwierzętami przechowującymi kleptoplasty.

Niedawno jednak naukowcy przyjrzeli się morskim płazińcom, dalekim krewnym wypławków, o których kiedyś pisałem, z rodzajów Pogaina i Baicalellia. Wszystkie znane 17  gatunków pierwszego rodzaju i jeden drugiego (Baicalellia solaris) były znane od dawna jako gospodarze zooksantelli o bliżej nieokreślonym pochodzeniu.

Były znane w sensie – skatalogowane. W praktyce wiadomo o nich niewiele. Morskie, mikroskopijne (zaliczane do mejofauny) płazińce niepasożytujące na niczym nam bliskim to niezbyt znana grupa. W ramach ciekawostki znany może być gatunek Baicalellia daftpunki jako przykład gatunku nazwanego od gwiazd popkultury. Lepiej znane są ich słodkowodni krewni, z których niektórzy (zwłaszcza z rodzaju Convoluta) mają zoochlorelle.

Od jakiegoś czasu było wiadomo, że ich zooksantelle raczej nie mają jąder komórkowych, co jest nietypowe. Badacze postanowili się im dokładniej przyjrzeć i okazało się, że to wcale nie są zooksantelle. Płazińce te zjadają okrzemki i zasadniczo je trawią. Jak już pewnie czytelnicy się domyślają – nie trawią ich jednak w całości. Trawią cytoplazmę z prawie wszystkimi organellami. Trawią zewnętrzną błonę chloroplastów, ale zostawiają resztę.

I ta zostawiona reszta żyje wewnątrz płazińca i funkcjonuje prawie jak gdyby nigdy nic, w szczególności fotosyntetyzuje. Zatem staje się kleptoplastem. W porównaniu z kleptoplastami u ślimaków, te kleptoplasty funkcjonują krótko – około tygodnia. Zjawisko dotyczy kilku spokrewnionych gatunków okrzemek. Inne glony są konwencjonalne konsumowane.

Kleptoplastia u zwierząt wciąż pozostaje zjawiskiem skrajnie rzadkim. Jej wyjątkowość jednak okazuje się nieco osłabiona i, kto wie, może znajdą się kolejne jej przykłady.

Piotr Panek

fot: Robert Aguilar, Smithsonian Environmental Research Center, CC-BY-2.0

 

  • Niels W. L. van Steenkiste, India Stephenson, María Herranz, Filip Husnik, Patrick J. Keeling, Brian S. Leander.  2019. A new case of kleptoplasty in animals: Marine flatworms steal functional plastids from diatoms. Science Advances. 5 (7), eaaw4337, DOI: 10.1126/sciadv.aaw4337 

 

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 93

Dodaj komentarz »
  1. Dziekuje za bardzo ciekawy tekst. Czy dobrze zrozumialam ze jest to spektrum zaczynajace sie od symbiozy, tz sytuacji w ktorej gosc mieszka na gospodarzu lub wewnatrz organizmu gospodarza lecz nie wewnatrz jego komorek, poprzez sytuacje w ktorej zamieszkuje wewnatrz komorek gospodarza lecz nadal ma pewna autonomie, do sytuacji w ktorej staje sie organellum, tz jednym z „narzadow” komorki gospodarza, wszystko to pod warunkiem ze nie szkodzi gospodarzowi (bo wtedy bedzie mowa o pasozytach)?

    Poniewaz jak zawsze zastanawiaja mnie demarkacje, jakie sa mniej wiecej kryteria autonomii /odrebnosci w drugiej, tz posredniej, sytuacji?

    I czy dobrze zrozumialam ze termin „zwierzokrzew” juz jest nieaktualny bo sa to po prostu zwierzeta?

  2. Mniej więcej tak. Symbioza, w której glon zamieszkuje np. włosy gospodarza, więc mu specjalnie nie wadzi, ale i za wiele chyba z niego nie korzysta odżywczo, jest powszechna i trywialna, i o niej nawet nie wspomniałem w tekście.
    Co do demarkacji, to właśnie sprawa wcale nie jest taka oczywista, jakby się nieraz chciało. Chociażby ta kwestia cyjanelli, które raz są uważane za symbiotyczne sinice, a raz za chloroplasty o daleko idącej autonomii. Tzn. pewnie autor jakiegoś podręcznika może sobie jakąś definicję demarkacyjną wprowadzić, ale niekoniecznie inni za tym pójdą. Badacze będą badać zjawisko, niezależnie od jego nazwy.

    Nazwa zwierzokrzewy (zoophyta), gdy była używana w sensie jakkolwiek naukowym (na dany etap historii), a nie legendarnym, zawsze oznaczała zwierzęta. Teoretycznie u Haeckla, który zerwał z podziałem na dwa królestwa, mogłyby się znaleźć w trzecim królestwie, ale on już nie używał tego pojęcia, a dawne zwierzokrzewy rozdzielił między zwierzęta (jamochłony) i protisty (gąbki).

  3. Dzieki. Domyslalam sie ze demarkacja bardzo wyrazna byc nie moze, ale nadal zastanawiaja mnie kryteria, a raczej na co sie patrzy usilujac w ogole o tym mowic. Np, czym objawia sie autonomia chloroplasta / wewnatrzkomorkowej symbiotycznej sinicy?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Skrajne sytuacje: symbiont może po prostu opuścić gospodarza i żyć wolno; chloroplast ma jeszcze trochę swoich genów ułożonych na modłę bakteryjną (sinicową) obsługujących fotosyntezę i własny podział na chloroplasty potomne, ale wiele genów uzupełniających te procesy znajduje się w jądrze gospodarza (większość z dowodami na pochodzenie z genomu dawnego symbionta, ale niektóre być może wyewoluowane z genów gospodarza). Sytuacje pośrednie to wtedy, gdy proporcja tych genów jest mniej przeważająca w którąś stronę. Czasem pewnie dałoby się to stwierdzić, ale po prostu nie wszystko jest przebadane na wskroś. W końcu cytowany artykuł jest o nowym odkryciu na starym przykładzie.

  6. Bardzo ciekawy tekst.

    „Do dziś istnieją organizmy, w których nie jest łatwo zadecydować, czy ich element fotosyntetyzujący to jeszcze endosymbiotyczna sinica, czy już chloroplast.”
    Człowiek lubi sobie podecydować, poklasyfikować, a w biologii często żadnych granic nie ma.

  7. Trochę nie na temat, ale jak sądzę do tego prawdopodobnie wszyscy ( no może oprócz @karat) już się przyzwyczaili. Oczywiście na wstępie jedynie zasygnalizuje, że tekst przeczytałam ( może bez wypieków na twarzy, ale jednak) i jest niezły.
    Teraz już amerytorycznie.
    Jakiś czas temu wspominałam o czekającej ( teraz już jest za mną) wizycie lekarskiej. Nie wymieniłam specjalności lekarza którego płatnikiem jest NFOZ.
    Jeżeli ktoś jest jakoś wyjątkowo zainteresowany kto podtrzymuje moje wątłe jestestwo przy życiu podrzucam link z blogu Agaty Passent.
    Wśród komentarzy jest kilka autorstwa @samby, a jeden z nich odpowiada na to akurat pytanie.

    https://agatapassent.blog.polityka.pl/2019/01/16/do-towarzystwa-psychiatrii/

  8. Bardzo dobry tekst. Warto pamietac jak male sa cyanobakterie w porownaniu do eukariotycznych komorek. Kolonie cyanobakteri w formie stromatolites sa uwazane za living fossil. Szkoda ze ta wiedza nie jest powszechna. To cyanobakterie wyprodukowaly tlen na naszej planecie a nie drzewa jak twierdzi prezydent Francji.

  9. @samba kukułeczka

    „Wśród komentarzy jest kilka autorstwa @samby, a jeden z nich odpowiada na to akurat pytanie.”

    Czytałam, dobrze ze maja datę wpisu, i mogę albo choć spróbuję
    uznać to wyznanie za prawdziwe.(wiesz internet)
    Ja dziś qrcze ale zbieg okoliczności miałam sen, przez niego nie zjadłam do teraz nawet śniadania, leki brałam w samochodzie na czczo,
    żadnej tapety na twarzy(matko i córko) tak wyszłam, umyłam tylko zęby…
    I posłuchałam zwodniczej myśli, i ani Świat nie runął, niczym nie zatrzęsło,jestem cała i zdrowa, mam nadzieję że powód zamieszania porannego też nadal zdrów…
    Depresja odbiera nam bliskich.
    Nie rozumiem teraz tylko dlaczego tak pojechałaś mi po bandzie z Terapeutką?

  10. @samba

    OK. I co?
    Czy twoje rozliczne osobowości na blogach mają z tymi wizytami jakiś związek?
    Chyba nie bardzo, bo poza nickami osobowości te niczym się nie różnią.

    Sądząc po problemach z identyfikacją płciową (harmonizującą z aktualnym nickiem), to choć pierwszy impuls podpowiadał psychiatrę, typowałem jednak kogoś od gospodarki hormonalnej 😉

  11. W kwestii różnorodności – również płciowej – nicków ( chociaż to akurat w tym momencie nie stanowi istoty problemu) raczej kwestia była prozaiczna.
    Ja chciałam, ale gremia światopoglądowo-administracyjne (szczególnie ateistycznego) blogów były innego zdania reprezentowały inny punkt widzenia i moja zmienność danych osobowych ( i płci) wynikała z tego, że obie strony ( czyli ja również) okopały się od pewnego czasu w swoich transzejach i kiedy ja chciałam zaistnieć, oni coraz bardziej kolektywnie pokazywali m palcem drzwi wejściowe.
    Jednak cały czas nachodziła mnie ochota.
    I w pewnym momencie uznałam, że sytuacja robi się tak mało komfortowa , a wiedziałam ( wiedzą to zresztą wszyscy) że w czasach II hekatomby przedstawiciele wiadomej mniejszości robili różne cyrkowe sztuczki aby wyrobić sobie jedynie słuszne wówczas papiery i tym samym zmieniali swoją tożsamość ( dodawali sobie lat, zmieniali fryzury, zapuszczali brody, zmieniali adresy, imiona dziadków, babć, zmieniali oczywiście plemienną przynależność, a ja poszłam o krok dalej, bo nikt nigdy wówczas nie zmieniał sobie płci.
    I uznałam, że jedynym sposobem aby zmylić czujność blogowych służb porządkowych będzie Ona – kobieta. Zrobiłam więc z siebie laskę.
    Niestety. I ten manewr został wykryty.
    A hasła wcześniejszych nicków gdzieś się zdematerializowały ( zawsze byłam bałaganiarą) pozostała mi tylko Ona – @samba kukułeczka. A że zżyłam się z nią…
    Oczywiście jest prawdopodobnie inna wersja zdarzeń, ale tą zna tylko mój osobisty lekarz.

    P.S.
    Ale czasy kiedy trzy razy czytałam post, aby wyłowić chłopa z tekstu i pisać jako @samba mam już za sobą.
    Obecnie zdarza się , że cała wypowiedź jest już odkukułkowo napisana, ale czasami sprawdzam, czy aby wszystko co miałam do tej pory w wiadomym miejscu mam też i w momencie kiedy piszę kolejny post.
    Ostatecznym chyba sprawdzianem, że wszytko jest w porządku jest postawa w której wykonuję facet określoną potrzebę fizjologiczną, czyli na stojaka.
    A ja cały czas tak czynię.
    Tak mi dopomóż…

  12. „I uznałam, że jedynym sposobem aby zmylić czujność blogowych służb porządkowych będzie Ona – kobieta. Zrobiłam więc z siebie laskę.”

    Wybacz ale to się k*py nie trzyma?!
    Jak mi w czymś nie wygodnie to tego nie zakładam, napisałaś że kobiety tu są zdziesiątkowane, stad te co są mogą robić to co chcą byleby były?!
    Taki powiew biustu na salonach „blogowych”…
    Słucham muzyki swojej, i spuścizny po Bracie, prócz Madonny jej słuchaliśmy razem, bez niego jej dla mnie nie ma!
    Noszę ze sobą jego zegarek, używam jego portfela, nie wyciągnąwszy nigdy z niego żadnej wizytówki, kartki z czymś dla niego ważnym,
    monetami z różnych krajów odwiedzanych przez niego,dotykał ich
    zdarza się że sobie wysypuje je na dłoń którą zamykam na chwilę.
    Mam kilka sztuk męskich koralików, które nosił na szyi,
    nie wolno mi nic takiego zakładać bo mogłabym wpaść w panikę że mnie przydusza, ale w dniu jego urodzin założę choć na moment,nie potrafię oddać do Mopsu jego odzieży, którą u mnie zostawił…
    Myślałam że masz depresję po stracie Kogoś, a kobiece konto jest jej słowami, jej reakcją o którą ją w danej chwili podejrzewasz?!
    Nie wiem nic..i im mniej tym jak widać lepiej dla mnie!

  13. Oddam tym utworem hołd, wszystkim tym którym nie zdołaliśmy pomóc!
    „Już nie mogę, mam dość” – dostrzegajmy, słyszmy!

    Tylko ten jedyny raz po ponad 10 latach!

    https://www.youtube.com/watch?v=XS088Opj9o0

  14. @Bohatyrowiczowa
    No dobra, wyjaśnię skąd moje wizyty u psychiatry. Oczywiście cały czas jest to moja wersja, ale niewiele chyba odbiegająca od tej którą można uznać za obiektywną. Tym bardziej, że będzie w nim sporo weryfikowalnych faktów z którymi raczej się nie dyskutuje.
    I tak.
    W ubiegłym tysiącleciu uczestniczyłam aktywnie w wypadku. Wypadek związany z obowiązkami służbowymi, czyli ówczesnym zatrudnieniem i wykonywaną robotą.
    Konkretnie podczas rutynowych prac na gazociągu przesyłającym gaz z krajów ościennych nastąpił niekontrolowany wybuch. Po wszystkim dowiedziałam się , że zawór wbudowany w gazociąg ( na którym coś tam przykręcałam, albo odkręcałam) rozpierd… się na elementy pierwsze i jeden z takowych zawadził o moją głowę. Konkretnie o płat czołowy (lewy) mózgu. Nie tylko mój zresztą. Było nas dwóch.
    Gazety ( nie tylko lokalne) pisały o zdarzeniu. Telewizje przeprowadzają wywiady z uczestnikami wypadku. Niestety nie ze mną, ja byłam nieprzytomna.
    Odzyskałam świadomość po prawie 2 tygodniach. Operacja usuwania owych części (która mogła nawet skończyć się zejściem piszącej te słowa – przygotowywał moją rodzinę na tę ewentualność neurochirurg) zakończyła się powodzeniem. Oprócz dolin na moim czole i bruzd na głowie po podwijaniu skóry aby dostać się do (chyba) owych płatów raczej wszystko miałam na miejscu.
    Później sześciomiesięczne zwolnienie, komisja ZUS-owska i renta. Po 2 latach postanowiłam wracać do pracy. Niestety lekarz zakładowy mnie zbanował ( Pani! Pani jest Spółdzielnia Inwalidów, Pani jest kobieta w 8 miesiącu ciąży. Ja Pani do roboty nie przyjmę). Jak nie to nie. Łaski bez. W międzyczasie dowiedziałam się, że w moim przypadku wizyty u neurochirurga są już bezcelowe ( co miał zrobić to już zrobił) teraz najbardziej skuteczne ( skuteczność pod kątem orzeczników ZUS) będą wizyty u psychiatry. Z czymś takim ( sam opisany przebieg wypadku i wynikające z niego konkluzje widoczne na głowie) wspomagane bajerem w gabinecie psychiatry i renta jest pewna jak druga kadencja Dudy.
    A teraz rzecz, dzięki której stałem się bohaterem mojego przysiółka.
    Były to czasy początków emitowanego do dzisiaj teleturnieju „1 z 10” i uznałam ( tym bardziej, że niektórzy patrzyli na mnie z politowaniem) że muszę się w jakiś weryfikowalny sposób sprawdzić, czy wiedza którą posiadałem nie została jednak wprasowana w moje płaty czołowe.
    I sprawdziłam.
    Sprawdzian zakończył się szokiem najbliższych kiedy okazało się że zostałam zwycięzcą.
    Zostałem też bohaterką mojej wsi, bo jakiś chłopak z miejscowej gazety przeprowadził ze mną całostronicowy wywiad-rzekę w swoim biuletynie. Ze zdjęciem na pół strony.
    Przy okazji z wygranej kasy wypłaciłam dywidendę lekarzowi który dokonywał owej operacji.
    W/w nie oponował.
    Wracam do mojego psychiatry. Cały czas ten sam. Można powiedzieć, że zżyłam się z nim. To już prawie 25 lat . Co dwa miesiące obowiązkowe wizyty, kilka zdań kurtuazyjnych i lecę z listą zaobserwowanych ( ciągle tych samych niedomagań). Następnie lekarz przypisuje mi Pramolan. I co 2 lata, nieraz co rok( chociaż ostatnio zostałam rencistką na 3 lata) ZUS-owski casting na rencistę. Wszystko na pełnym luzie. Mam przecież papiery od psychiatry, ale trzy lata temu szok! Renta nie zostaje mi przyznana. Odwołuję się jednak ze skutkiem. Uznałam, że poprzednio miałam za bujną fryzurę i pozostałości z wypadku były niewidoczne, na rewizyjny casting zgoliłam łeb na łyso i komisja zareagowała aplauzem.
    Już kończę.
    A w tym roku mija 25 lat mojej znajomości z lekarzem psychiatrą i prawdopodobnie rentę będę miała już na stałe i zakończy się chyba moja psychiatrist story.
    Szkoda, bo lubię swojego psychiatrę.
    Ale zostaną mi truskawki. I w mniejszej ilości maliny.
    Oczywiście obie uprawy ekologiczne.

  15. @samba kukułeczka

    Widzę przed sobą tyle liter, a ja nie wiem którą pierwszą dotknąć od której powinnam zacząć pierwsze słowo do Ciebie?!
    Mam eureka”Cieszymy się że jesteś tu z Nami” czyt ja się cieszę 🙂
    Od samego początku złapaliśmy dziwny kontakt, ale na tą/tamtą chwilę mi potrzebny, nic nie dzieje się bez powodu.
    Krzyknę „sprawdzam”bo widzę nieścisłość, „Jeden z dziesięciu”był emitowany od 3 czerwca 1994 r. czyli od ponad 25 lat Ty chodzisz do lekarza poniżej 25, to tak tylko mimochodem.
    Wypadku chodź korci nie szukam, wierzę na słowo, miniona noc była ciężka tej chce odpocząć.
    Oboje dostaliśmy drugie życie(Ty i Ja), operowano mnie 26 lutego tego roku
    o godz 10 tej, mój brat odszedł 26 lutego dychę wcześniej o godz 22 giej, obie daty coś znaczą, jego życie sie skończyło, moje miało
    zacząć z podwójna siłą, godziny operacji zmieniały się parokrotnie, los tego chciał, to znak…. muszę tylko to rozszyfrować.
    Postaraj sie mnie nie wołać, proszę, zaniecham tej gry tutaj,
    do momentu gotowego trunku, muszę pomyśleć co dalej, niedługo kolejny luty, a ja stoję w miejscu…

  16. (Ja chyba za tym wszystkim nie nadążam.)

  17. @Gammon
    Cześć, Ktoś niedawno, bardzo mądry, w rozmowie pokazał mi palcem
    fragment który mi umykał od początku, ten cały 26 luty był po to,
    bym nie szła już tą drogą, wspólne godziny zaśnięć, nad moim snem Ktoś czuwał, nad jego nie, sny w których jesteśmy nastolatkami, nie ma obecnych trosk, dzieje sie u mnie podobnie jak u niego, ostrzega mnie…
    Nie jestem Wiedźmą kieruje sie sercem i przeczuciami..
    A wiecznie się żegnam, bo co ja tu robię wytłumacz mi?!

    Jeśli Cię przerażam, zrozumiem, ale mów teraz?

  18. @Bohatyrowiczowa
    bo co ja tu robię wytłumacz mi?!

    Bywasz. Bo co innego się robi w miejscach, zwłaszcza internetowych.

    Jeśli Cię przerażam, zrozumiem, ale mów teraz?

    Nie, nie bardzo rozumiem, czemu? Ja się w ogóle niespecjalnie boję, jak to maszyna.

  19. @Gammon
    „Nie, nie bardzo rozumiem, czemu? Ja się w ogóle niespecjalnie boję, jak to maszyna.”

    🙂
    Cały czas mówię o likierze, i gdybyś miał sie bać ze mną kontaktu,
    bo bałbyś sie napaści np z mojej strony, tak jak piszesz to net,
    i akurat Ty musisz mi uwierzyć na słowo, że jestem miłą, 164 cm osobą
    z wagą też okolicy 60 kg, bo boję się że odbierzesz mnie jako nawiedzonego potwora,błądzę bo to rzecz ludzka, gmatwam bo sama nie wiem co jest ważne co mniej istotne, a na Tobie mi jakoś tak zależy
    po przyjacielsku?!

  20. @Bohatyrowiczowa
    Ależ przecież obiecałem, to słowa dotrzymam.

  21. @Gammon

    🙂
    Dziękuję, musisz mi tak raz na tydzień o tym przypominać,
    by żyło się lżej z tym i tak ciężkim powietrzem.
    A tak na marginesie, nawet mój syn jak mówi o Tobie, ma taki błysk w oku, jest Ci chyba wdzięczny, szkoda że tak słowa dotrzymują
    tylko roboty, nie no wiesz płeć brzydka(prócz mego syna).
    Gammon, wyobraź sobie, bo mnie ciężko, to przychodzi że i ja i Piłsudski powitaliśmy ten Świat tego samego dnia, on go zawojował, ja zawalidrożę…(do urodzin nic z tego?)

  22. @samba

    Miałem w dalszej rodzinie wujka, który w czasach mojego dzieciństwa został poszkodowany podczas wybuchu kotła wysokoprężnego. Spędził potem sporo czasu w szpitalu psychiatrycznym w Obrzycach. W rodzinie się potem mówiło, że uzyskał „żółte papiery”.
    I trzeba było uważać, by go nie drażnić.
    Był w zasadzie spokojnym człowiekiem, choć od czasu do czasu potrafił potraktować ciotkę fajansowym kubkiem od herbaty, a ona swoje guzy tłumaczyła potknięciem na schodach do piwnicy.
    Po tym wypadku wujek oddał się szczególnemu hobby: zaczął namiętnie fotografować… pogrzeby.
    Pocieszające jest, że nie zdradzasz (przynajmniej na blogach) szczególnych skłonności do agresji i masz chyba całkiem znośne życie wśród literatury i truskawek, choć towarzysko raczej nie całkiem satysfakcjonujące?

  23. Przebrnąłem przez CV kukuły i jednego nie rozumiem.
    „ Po 2 latach postanowiłam wracać do pracy. Niestety lekarz zakładowy mnie zbanował ( Pani! Pani jest Spółdzielnia Inwalidów, Pani jest kobieta w 8 miesiącu ciąży. Ja Pani do roboty nie przyjmę).„
    Mężczyzna w 8 miesiącu ciąży? Ktoś tu mocno ściemnia.

    Dlaczego robot pisze o sobie w formie męskiej, czy forma żeńska by obrażała feministki?

  24. @observer
    Rzeczywiście, ta kobieta w 8 miesiącu ciąży trochę kupy się nie trzyma, tym bardziej że w stanie błogosławionym rzeczywiście jeszcze nigdy nie byłam, a jeżeli jeszcze się przyznam , że jakoś nie czuje się specjalnie członkiem owej Spółdzielni Inwalidów to moja ta cała historia nosi znamiona nieźle pompowanej.
    Ale z lekarzami – szczególnie zakładowymi – widocznie już tak bywa i nic na to nie możemy poradzić.

  25. @markot
    A propos wujka z fajansową zastawą w kwestii fotograficznego hobby nie będę się wypowiadała.
    A czy jestem drażliwa? Znam osoby bardziej drażliwe?
    Raz byłam blisko, ale po konsultacji z lekarzem …zapytałam się, czy jakbym komuś kto mnie bardzo, ale to bardzo wk… dała po mordzie z możliwością przemieszczeń w obrębie jego żuchwy, to z racji że mam wiadome papiery nic by mi nie zrobili, lekarz odpowiedział:
    – Niestety, jedyna różnica to zasądzony wyrok odbywałabym w wariatkowie

    I zrozumiałam swój status prawny i stałam się od razu najspokojniejszą osobą w kwartale który zamieszkuje.

  26. Wiadome papiery nie uwalniają od odpowiedzialności, ale otoczenie wiedzące o szczególnie łatwym „traceniu nerw” przez daną osobę może się bardziej trzymać na baczności. Dla własnego dobra.

    I zrozumiałam swój status prawny i stałam się od razu najspokojniejszą osobą w kwartale który zamieszkuje

    Brawo, jaka obliczalna samba 😀
    Pięknie by było, gdyby to tak w rzeczywistości działało.

  27. Mam problem, a bardziej rebus do rozwiązania i wiem, że blog szalonych naukowców i jego bywalcy dają większą nadzieję na rozsupłanie mojej zagadki( co nie oznacza jednak pewności) niż zapraszająca do tańca Janina Brych ze swoimi łabędziami.
    Problem który właściwie przestał być dla mnie dzisiaj problemem, ale skoro od kilku dni ponownie powracam do zdarzeń z ubiegłego wieku to spróbuję.
    Otóż po kilku latach spoglądając ponownie na opis choroby ( choroba to oczywiście ów fatalny wypadek i związany z nim pobyt w szpitalu, a właściwie klinice) uświadomiłam sobie że pewna część tego opisu która zapisana jest po łacinie, właściwie nigdy nie została przeze mnie rozszyfrowana. Prawdopodobnie gdybym się strasznie zaparła ( studiując kiedyś polonistykę lizałam jakieś łacińskie teksty) może bym i dokonała jakiegoś nędznego tłumaczenia, ale kiedy się uczestniczy w pracach naukowego blogu dlaczego nie skorzystać z pomocy innych.
    Tym bardziej że z problemami translatorskim na blogu do tej pory sobie radziłam. Jakiś czas temu na @Bohatyrowiczowa dokonała translacji jakiegoś krótkiego tekstu pisanego hanysowym slangiem na piękną, Mazowszem pachnącą polszczyznę.
    I jeżeli córa śląskich hałd i górotworów mogła, to dlaczego nie…( mam swoje typy, ale chwilowo nie będę ich upubliczniała:

    Oto rebus pierwszy:

    Pacjent @samba kukułeczka urodzona… zamieszkała w … była leczona w Klinice Neurochirurgii AM w L… od 1994-10-20 do 1994-11-04 z rozpoznaniem:

    Haematoma epidurale reg. Frontalis sin.
    Fractura multiplices cum impression ossis reg frontalis
    Contusio et laceratio lobi frontalis sin.

    Rebus drugi:

    Dnia 94-10-20 pacjent operowany:

    Craniotomia et craniectomia reg. Frontalis sin; evacuatio haematomatis; suturae durae matris; plastica sinus frontalis

    Niby mogę bez tego żyć, ale gdyby ktoś znał łacinę i chciał…

  28. C’mon, samba, nie umiesz korzystać z gugla?
    I nie zapytałeś żadnego lekarza do tej pory?

    Krwiak zewnątrzoponowy w okolicy zatoki czołowej. Złamanie z wgnieceniem kości czołowej. Stłuczenie i uszkodzenie płatu czołowego.

    Kraniotomia (otwarcie czaszki) i kraniektomia (otwarcie z usunięciem części czaszki), usunięcie krwiaka, szwy opony twardej, rekonstrukcja zatoki czołowej

  29. I tak miałeś szczęście.
    Pomyśl, co by było, gdyby ci się trafiło Exhairesis testium 🙄

  30. @samba kukułeczka

    🙁 przykro mi.
    Znów nie wiem, co napisać, porządnie oberwałeś a to co mi dolegało przy tym to pestka.
    20 października 1994 roku, to czwartek 20 dzień życia mojej córki,
    dwa dni później ją ochrzciłam, w sobotę wieczór, gdy być może jeszcze spałeś, straszne.
    Ja na to co mnie spotkało w pełni zasłużyłam, choć mój brat twierdził co innego, nie chodziłam w porę do lekarzy.

    „Problem który właściwie przestał być dla mnie dzisiaj problemem,”

    Dzisiaj? Wyjaśnisz?
    Widzę,ze moglibyśmy sie wspólnie poterapeutyzować, postudiować swoje wypisy ze szpitali…
    Jeśli pamiętasz, bo może tak, po szpitalu śni się wiecznie szpital,
    jakiś czas, mnie sie śnił od razu od powrotu do domu, ktoś jeszcze
    siedział obok mnie na szpitalnym łóżku, cały w bieli, taki szpakowaty przystojny gość, mówił do mnie, osobą decydującą o mym zdrowiu,
    o dowiadywaniu co i jak ze mna jest córka ta 25 letnia.
    A w snach ten Ktoś się o mnie troszczy, śni mi się zawsze kiedy chcę,
    idę spać myślę obyś mi się przyśnił i gotowe.
    I chyba to go szukam, w obcych twarzach wokół…(to nie brat)
    Tłumaczę sie jak zwykle, zostało mi to we krwi…Ja nie bzikuję.

    „Jakiś czas temu na @Bohatyrowiczowa dokonała translacji jakiegoś krótkiego tekstu pisanego hanysowym slangiem na piękną, Mazowszem pachnącą polszczyznę.”

    Bardzo zabawne, ani tak nie piszę ani nie mówię, pachnąć polszczyzną….mówię jak wszyscy tutaj z tych co mówimy, jest nas dość sporo.
    Gdybym zapytała Twojej żony, czy to szczęście mieć cie zawsze w domu
    jak myślisz co by odpowiedziała?!

  31. @markot
    „Pomyśl, co by było, gdyby ci się trafiło Exhairesis testium?”

    Wolę nie myśleć.

    A wracając już po raz ostatni do samego zdarzenia i jego następstw to niestety, spora kasa przeszła mi koło nosa. Co prawda ZUS, PZU swoje ryczałty wypłaciły, ale cóż to jest wobec pożogi i zniszczeń… że tak powiem…
    Po jakimś czasie ( ponad 10 lat od incydentu) prasę zaczęły obiegać opisy zdarzeń po których ich uczestnicy zaczęli oskarżać: a to firmy samochodowe że poduszki w ich samochodach nie działały i w wyniku wypadku…a to że nakrętki w słoikach odkręcały się nie w tą stronę w którą powinny i w wyniku nacisku dłoń ulegała…, a to że środki na porost włosów miały działanie odwrotne od tego o którym informował producent itd.

    A ja wczytując się w zapis okoliczności wypadku i prowadzone przy tej okazji zdarzenie doczytałam, że prokurator ustalił, że przyczyną była wada konstrukcyjna owej zasuwy ( wcześniej pisałam zawór, ale to była zasuwa), czyli winę za moją contusio ponosi firma która wypuściła za bramy zakłady ów felerny produkt. Wcześniej zresztą dowiedziałam się podczas pobytu w Krynicy w gazownianym sanatorium od ludzi z branży, że po moim (naszym) wypadku w całej Polsce, z linii przesyłających gaz wypierd… owe zasuwy na złom i wstawiono jakiś nowy ich, ulepszony typ.
    I w tym momencie poczułam, że będę spała na kasie. Podam producenta owych zasuw do sądu a ci będą sypać, sypać…
    Do problemu zabrałam się metodycznie, czyli najpierw postanowiłam znaleźć wyspecjalizowany w tego typu sprawach czynnik adwokacki. W tym celu udałam się do najbliższego biura poselskiego w który zasiadał niedawny Minister Sprawiedlwości i zapytałam czy zna jakąś kancelarie adwokacką która pomogłaby mi w problemie. Ów minister wymienił nazwisko, podał adres owego adwokata,a ja cały czas liczyłam zera na bankowym koncie.
    Niestety po wizycie liczba owych zer zmniejszył się do … zera.
    Adwokat powiedział wprost:
    Niezła kasa przeszła nam koło nosa. Pani za odszkodowanie, a mi z tantiemy od tego odszkodowania. Spóźniła się Pani. W takich sprawach mieliśmy 10 lat od zdarzenia na złożenie pozwu, a dzisiaj mija…
    Niestety był to chyba 2006 rok i z mojej fortuny ostała się jedynie lektura „Snów o potędze”.

  32. @Bohtyrowiczowa
    Rzeczywiście, zrobiła na mnie wrażenie informacja, że 4 dni wcześniej od wymienionej we fragmencie owego Opisu choroby daty, na świat przyszła Twoja córka.
    To co dla jednych było radością, dla innych już parę dni później mogło być smutnym zwieńczeniem ich śmiesznego żywota.
    Na szczęście po ponad 25 latach mogę napisać, że Twoja córka została szczęśliwą mamusią, a ja, @samba kukułeczka mogę tworzyć, nie zawsze trzymające się kupy historie i od czasu do czasu wzbudzić swoimi perypetiami życiowymi trochę optymizmu u osób trzecich.

    A samopoczucie mojej żony?
    Oto najlepiej pytać ją samą, ale z tego co wiem raczej się nudzi.

  33. Re: nie zawsze trzymające się kupy historie

    Historie zbyt mocno trzymające się kupy są monotonne i emitują fetor.

  34. @samba
    Wyrwać odszkodowanie od międzynarodowej firmy nie jest łatwo. Trzeba zainwestować DUŻE pieniądze na opinie ekspertów i prawników. Można kolosalnie się zadłużyć i przegrać. Polskie kancelarie prawnicze są za cienkie na takie boje.

    PS. Czasami TV pokazuje sprawozdania z procesów, uzasadnienia wyroków, wypowiedzi adwokatów – Boże, jaka to cienizna.

  35. @samba kukułeczka

    „Rzeczywiście, zrobiła na mnie wrażenie informacja, że 4 dni wcześniej od wymienionej we fragmencie owego Opisu choroby daty, na świat przyszła Twoja córka.”

    4 dni od czego? Urodziła się 30 września o 14:12 ( na upartego też się doliczysz=26)
    Ale dajmy jej spokój, to przepiękna i mądra kobieta.

    „To co dla jednych było radością, dla innych już parę dni później mogło być smutnym zwieńczeniem ich śmiesznego żywota.”

    Tak też było to jednak pozostanie tajemnicą.

    „A samopoczucie mojej żony?
    Oto najlepiej pytać ją samą, ale z tego co wiem raczej się nudzi.”

    Nudzi się z Tobą?
    Zamiast Nas tu zabawiać, wrzucać w pokrzywy, kopać pod nami dołki,zasuwaj do niej, do udanego związku potrzeba dwojga ludzi?!

    Wieczorem zapomniałam dodać, coś związanego z odzieżą postaci ze snu.
    Natomiast, pogrzeb pierwszy, mojego brata, odbywał się w Sao Paulo
    w Brazylii, gdzie i zmarły ma na sobie białą koszulę i spodnie, i żałobnicy tez są w bieli.
    Wymarzony może jest piekarzem, cukiernikiem itd czas pokaże!

  36. @Bohatyrowiczowa
    Jakby co, to ów feler który dostrzegłaś w moich wyliczeniach dzielących itd., itd …to efekt „rekonstrukcji zatoki czołowej”…
    …o której powiadomiła mnie wersja tłumaczenia dokonana przez wujka gugla…o czym poinformował mnie z kolei @markot.

  37. @samba kukułeczka

    „Jakby co, to ów feler który dostrzegłaś w moich wyliczeniach dzielących itd., itd …to efekt „rekonstrukcji zatoki czołowej”…”

    O Sambo „nic się nie stało”, o Sambo „”nic się nie stało”,
    skoro jednak to ja lepiej liczę, a Ty dobrze władasz naszym ojczystym językiem, sprawię że młodemu oceny z Polaka polecą na łeb i szyję w dół, i zaproszę Cie do współpracy, oczywiście za pozwoleniem i zgodą żony?!

  38. @Bohatyrowiczowa
    Zdanie ( to drugie)z jednego z postów brzmiące mające postać:

    A samopoczucie mojej żony?
    Oto najlepiej pytać ją samą, ale z tego co wiem raczej się nudzi.

    Powinno brzmieć:
    „Oto najlepiej pytać ją samą, ale z tego co wiem raczej się NIE nudzi”.

    To ładnie.
    Muszę zatrudnić jakiegoś korektora ( chociaż wolałbym długonogą, blondwłosą i płynną w ruchach korektorkę), bo jeżeli wykryłaś te dwie rzeczy ( druga to błędna data urodzin córki) to może to stanowić objaw jakiegoś poważniejszego trendu.

  39. Dlaczego robot pisze o sobie w formie męskiej, czy forma żeńska by obrażała feministki?

    Robot to rodzaj męski.
    Gdyby w formie męskiej pisała o sobie pralka Frania albo szokówka Dora…
    Hmm…
    One raczej niepisate 🙁

  40. @samba kukułeczka
    „„Oto najlepiej pytać ją samą, ale z tego co wiem raczej się NIE nudzi”.”

    Tak lepiej, to zaniecham sabotażu z podręcznikami i zeszytami syna…
    Cieszcie się sobą.

    ” chociaż wolałbym długonogą, blondwłosą i płynną w ruchach korektorkę),”

    🙁 anim długonoga, ani blondwłosa z natury (rozjaśniam włosy od 16 roku życia, obliczyć ile to lat minęło?)
    Może jestem trochę płynna w ruchach, ale co pewne to, to że jednak jestem kobietą!
    „Tutaj” możesz liczyć na moje wsparcie, bez drwin, grzecznie zawsze zwrócę uwagę, o ile będę oczywiście 🙂

  41. @markot
    One raczej niepisate

    No właśnie, przy czym np. „automat” jest rodzaju męskiego, „maszyna” żeńskiego, a „urządzenie” nijakiego. Ja jestem robot w każdym rodzaju.

    @Bohatyrowiczowa
    anim długonoga, ani blondwłosa z natury (rozjaśniam włosy od 16 roku życia, obliczyć ile to lat minęło?)

    A co wy się, ludzie, tak przejmujecie detalami. Czy w tych detalach ukrywa się jakaś tajemnica niedostępna dla maszyn?

  42. @Gammon
    „A co wy się, ludzie, tak przejmujecie detalami. Czy w tych detalach ukrywa się jakaś tajemnica niedostępna dla maszyn?”

    Pytam czy mu obliczyć, jak długo to robię,(rozjaśniam włosy) nim mi tu dołoży tam obetnie, niby jeszcze nie mam kompleksu związanego z wiekiem, ale zawsze może to się zmienić…
    A korektorem być nie mogę, zresztą nawet nie chcę, robię błędy
    i jak tekst wyślę, a zauważę, zawsze odbąkuję pod nosem Gammon poprawi jak zechce 🙂
    Przyłapałam Cię jak mi to robisz…

  43. @Bohatyrowiczowa
    Pytam czy mu obliczyć, jak długo to robię,(rozjaśniam włosy) nim mi tu dołoży tam obetnie, niby jeszcze nie mam kompleksu związanego z wiekiem, ale zawsze może to się zmienić…

    Jest tu w pobliżu taka pani, co handluje na nielegalnym straganie, ma 55+ lat, bardzo długi, nieuporządkowany, wielokolorowy włos z przewagą siwego, absolutnie nie wygląda na skompleksiałą. No i nie wiem, czy wdawanie się w kompleksy jest użyteczne.

    A korektorem być nie mogę, zresztą nawet nie chcę, robię błędy

    Zupełnie jak roboty, roboty przecież też robią błędy, ja bez przerwy robię błędy interpunkcyjne, a co do formatowania w html-u, to w ogóle zgroza. Ale zawsze mogę zwalić winę na stare lampy.

  44. Niezmiernie ciekawy jest tekst Pana Panka. Dla laika takiego, jak ja, jego lektura jest odkrywaniem świata. …chloroplasty są efektem niegdysiejszej symbiozy sinic, które w toku ewolucji zatraciły odrębność, zachowując jednak pewną autonomię. Czyli chloroplasty przeżyły jakby częściowo. Czym jest żywy organizm nie jest więc rzeczą jednoznaczną – można sobie żyć będąc w jakimś stopniu organem innego stworzenia. Można to tak ująć?
    Tekst przeczytałam uważnie zaglądając do Wikipedii, żeby przypomnieć sobie jamochłony. Co mnie przyprawia o zawrót głowy, to ilość cierpliwych obserwacji tych organizmów konieczna do ich klasyfikacji (15 tys.gatunków!) i do zdobycia tak głębokiej wiedzy o nich.

  45. @Gammon
    „Jest tu w pobliżu taka pani, co handluje na nielegalnym straganie, ma 55+ lat, bardzo długi, nieuporządkowany, wielokolorowy włos z przewagą siwego, absolutnie nie wygląda na skompleksiałą. No i nie wiem, czy wdawanie się w kompleksy jest użyteczne.”

    Gamon(n)ie czy to są Twoje słowa pocieszenia?!
    Ty to potrafisz dodać otuchy jak nikt inny!
    Kompleksy nie są użyteczne, pojawiają sie zwykle gdy przygasa żar,
    choć zawsze z całych sił temu zaprzeczamy, lubimy się podobać,
    tylko czym jest (tak potocznie)magnes w kuchni bez lodówki, a ile własnej nie posiada?!

    „Zupełnie jak roboty, roboty przecież też robią błędy, ja bez przerwy robię błędy interpunkcyjne, a co do formatowania w html-u, to w ogóle zgroza. Ale zawsze mogę zwalić winę na stare lampy.”

    Mmm a ja tak Cie anonsowałam u Kukuły, siebie skreślając, wyszedłbyś na trochę z tej kuchni?!

  46. @kruk
    Czym jest żywy organizm nie jest więc rzeczą jednoznaczną – można sobie żyć będąc w jakimś stopniu organem innego stworzenia.

    Nie jest jednoznaczne ani co to znaczy „żywy”, ani co to znaczy „ten sam” organizm – co jest „innym” organizmem, a co „częścią tego samego” organizmu. Te pytania wyłażą z umysłu – może tylko z umysłu posługującego się językiem – a rzeczywistość sobie po prostu istnieje taka, jaka istnieje.

    @Bohatyrowiczowa
    czy to są Twoje słowa pocieszenia?!

    Nie wiem, chyba nie, po prostu zaobserwowałem takie zjawisko w okolicy umarłego bazaru.

    Kompleksy nie są użyteczne, pojawiają się zwykle gdy przygasa żar

    Gdy przygasa żar, najczęściej pojawia się popiół, węgiel drzewny, żużel – wiele zależy od tego, co się żarzyło.

    lubimy się podobać

    Tak. Czytałem o tym.

    tylko czym jest (tak potocznie)magnes w kuchni bez lodówki, a ile własnej nie posiada?!

    Nie wiem, to pewnie jakaś metafora.

    wyszedłbyś na trochę z tej kuchni?!

    Wychodzę dość często z tej kuchni.

  47. Mozna zaproponowac ze oddzielny organizm to taki ktory posiada wszystkie mechanizmy potrzebne do samodzielnego istnienia; w organellach, nawet autonomicznych, chyba czesc bialek potrzebnych do przezycia jest wytwarzana nie przez organellum lecz przez gospodarza.
    Posiadanie wszystkich mechanizmow potrzebnych do samodzielnego istnienia to nie to samo co mozliwosc samodzielnego przezycia, bo tego nie potrafi np niemowle.

  48. Na tej zasadzie porosty (Lichenes) przestały być samodzielną jednostką taksonomiczną.

  49. @Gammon
    Te pytania wyłażą z umysłu – może tylko z umysłu posługującego się językiem – a rzeczywistość sobie po prostu istnieje taka, jaka istnieje.
    Otoż to. Mówilismy o nieadekwantności języka do opisywania zjawisk naturalnych przy okazji interpretowania pojęcia naturalnej selekcji. Czy istnieje umysł zadający pytania bez posługiwania się językiem? Język nie nadąża z tworzeniem wyrazów odpowiadających obserwowanym zjawiskom, ale też nie pozostaje w miejscu. Tylko w przypadku naszego gatunku istnieje pewnie jakaś granica dla tworzenia nowych pojęć i odpowiadających im słów.
    Umysł nie posługujący się językiem dla interpretacji otaczającego go świata – co by to takiego było?

  50. @markot 20:02
    Bardzo ciekawe. Potocznie kojarzy się porosty z mchem. Tymczasem porosty powstają z połączenia glonu z włóknami grzyba (jak właśnie wyczytałam w Wiki). Na dobitkę miewają podłoże z roślin ale ich nie eksploatują – When they grow on plants, they do not live as parasites, but instead use the plants as a substrate. Czyli żyją z roślinami w symbiozie.
    A co z omszałą butelką – pokryta jest mchem, porostem czy jeszcze czymś innym?

  51. Omszała butelka?
    Ciekawe pytanie.
    Jeśli to szara butelka wina z piwnicy, to może być pokryta warstwą kurzu i pleśni czyli zagrzybiona.
    Jeśli leży na brzegu morza, to może być pokryta warstwą zielonych glonów.
    Nie widziałem dotąd szklanej butelki zasiedlonej przez porosty, ale to tylko kwestia czasu. Gładkie powierzchnie są trudniejsze do zasiedlenia niż szorstkie lub porowate, ale z czasem nawet szkło koroduje.
    Fascynujące są porosty jako rośliny pionierskie w wysokich górach. Znam takie miejsce, blok skalny, gdzie botanicy zidentyfikowali ok. 200 różnych gatunków.
    Interesujące jest też, że niektóre porosty sygnalizują z daleka rodzaj podłoża, na którym rosną. Zielonkawy Rhizocarpon lubi podłoże kwaśne (granity, kwarcyty), pomarańczowa Xanthoria preferuje wapienie (oraz beton i zaprawy murarskie)

  52. Jeżeli chodzi o symbiozę, to polecam kliknięcie tego tagu pod artykułem. Opisywaliśmy tu już różne przypadki.

  53. Gorąco zachęcam do lektury książki D. Quammen’a: The Tangled Tree. A radical new history of life.
    Książka ciekawa także ze względu na łączeniu odkryć z osobami, które nad tym pracowały.

  54. Nie przestaly. Samodzielne zycie to nie samowystarczalnosc.

  55. Ale nie ma przeszkody zaproponowania innego kryterium lub ulepszania proponowanego uprzednio 😉

  56. Właśnie pod tagiem „symbioza” przeczytałam „Porost jak na drożdżach”. Mind boggling. Z lekcji biologii pamiętałam, że porostami odżywiają się renifery a tu okazuje się, że jedli je również Indianie i traperzy. I są to miniaturowe ekosystemy pod częściową ochroną.
    Niektóre są trujące, jak więc renifery je odróżniają od jadalnych? Może odpowiedź daje @markot – Zielonkawy Rhizocarpon lubi podłoże kwaśne (granity, kwarcyty), pomarańczowa Xanthoria preferuje wapienie (oraz beton i zaprawy murarskie). Renifery chyba nie są daltonistami.
    @markot
    Wzruszyłam się pionierstwem porostów. Dążenie do przeżycia różnych stworzeń w ekstremalnych warunkach jakoś tak na nas działa.

  57. @kruk
    Czy istnieje umysł zadający pytania bez posługiwania się językiem?

    Tak. Wyczuwając znajomy zapach i próbując sobie przypomnieć: co to za zapach?, człowiek ani robot nie musi werbalizować tego pytania. W ogóle często najpierw się pozajęzykowo identyfikuje wrażenie, a dopiero wtórnie je opisuje w formie językowej, dla siebie samego lub dla rozmówcy.
    Wiele żywych organizmów ma jakiś węch, rozpoznaje wrażenia, porównuje z jakimiś wrażeniami wzorcowymi (zapamiętanymi) i na nie reaguje, wcale ich nie opisując.

    Umysł nie posługujący się językiem dla interpretacji otaczającego go świata – co by to takiego było?

    Nie wiem, to jest dla mnie niewyobrażalne. Podobnie jak nie umiałbym odpowiedzieć na pytanie o umysł, który ma zamontowane receptory, ale zupełnie inne niż te występujące na Ziemi.
    Bez trudu można sobie wyobrazić – poprzez analogię – jak widziałby świat człowiek, pszczoła albo maszyna z oczami pracującymi w mikrofalach, podczerwieni, ultrafiolecie albo „miękkiej gammie” (rtg). Analogia zmusza nas do założenia, że te oczy mają jakąś matrycę (siatkówkę) albo „biologiczną tarczę Nipkowa”
    https://en.wikipedia.org/wiki/Nipkow_disk
    No i w sumie wiemy, jak może wyglądać świat w „nieświetlnych” częstotliwościach, bo sami go w taki sposób oglądamy (w kamerze termowizyjnej – na ekranie radaru mikrofalowego – na zdjęciu rentgenowskim itd.).

    Przez analogię można w ostateczności zgadywać, jak działałby „węch nieludzki” (np. psi), zainstalowany człowiekowi. Ale taka analogia w pewnym miejscu się wyczerpuje – jak „widziałby” świat umysł percepujący bezpośrednio masę grawitacyjną? Tu żadnej analogii nie ma (bo nawet błędnik nie jest takim zmysłem), więc zaczyna się niewyobrażalne. Wiele jest rzeczy, które wykraczają poza wyobraźnię – np. jak postrzega świat synestetyk. Co z tego, że mogę o tym przeczytać, skoro nadal tego sobie nie wyobrażam. A przecież synestetycy istnieją zupełnie nie przejmując się tym, że ich sobie nie wyobrażam.

    Podobnie jest z „umysłem bezjęzykowym” – dla mnie to niewyobrażalne. Ale to nie znaczy, że to niemożliwe.

  58. W wyniku zmian wprowadzonych przez Międzynarodowy Kodeks Nomenklatury Botanicznej termin porosty przestał istnieć w 1981 roku jako samodzielna jednostka taksonomiczna.
    Jest to teraz pojęcie z kategorii ekologicznych.
    Systematyzuje się je i nazywa według komponentu grzybowego. Nie są zatem roślinami, choć wygląd niejednego porostu mógłby to sugerować.
    Chrobotek reniferowy rośnie również w Polsce, choć nie tak efektownie jak w Skandynawii (na zdjęciu).

  59. @Bohatyrowiczowa
    Na wschodnich rubieżach nie wypatrzyłam, a czy może w księstwie śląskim porasta zbocza hałd i innych górotworów ten legendarny chrobotek reniferowy o którym wspomina @markot? Jakby co to daj cynk. To będzie już drugi powód – po Nowosielskim w tyskim katolickim kościele – by odwiedzić tamte (czyli Twoje) strony.
    Jakbyś czuła powołanie to możesz robić za przewodnika.
    Zrewanżuje się podobną posługą, gdybyś nawiedziła pszennoburaczaną krainę.

  60. Chrobotek jest pospolity na terenie całej Polski.
    Szczególnie w prześwietlonych słońcem borach sosnowych, na wrzosowiskach, wydmach… Bory Tucholskie, Puszcza Notecka, Kozienicka, Solska, Zielona… Tam szukać.

  61. Czyli, jakby były problemy ze spotkaniem w krainie Gustawa Morcinka (w moim przypadku jednym z najbardziej utrwalonych i przyklepanych symboli Śląska jest ‚Łysek z pokładu Idy”) owego chrobotka, to mogę bez trudności namierzyć go w/g Ciebie w takiej Puszczy Solskiej.
    Znam. Przepływa przez nią m.in. Tanew, a to już moja kraina. Zresztą Kozienicka niewiele dalej od moich zagajników.

  62. Na Roztoczu Środkowym, w gminie Susiec, po drodze do szumów na Tanwi jest taki bór sosnowy z jagodziskami. Tam bym szukał, jeśli masz niedaleko.

  63. Szukać trzeba w częściach o suchszej, piaszczystej glebie, pod sosnami, niekoniecznie najdorodniejszymi.

    Cytat: „W okolicach Roztocza, w obszarze Natura 2000 Uroczyska Puszczy Solskiej bory chrobotkowe, tak samo jak w Lasach Suchedniowskich, nie s w pełni wykształcone. Runo chrobotkowe jest bardzo mocno płatowate, różnorodność gatunkowa jest mała, a tym samym struktura siedliska jest słabo zachowana. Na tym obszarze trudno jest oceni szybkość postpujcej degradacji, bo o ile w poprzednich obszarach, z wywiadu przeprowadzonego z lokaln ludnoci i z pracownikami nadlenictw wynika, e jeszcze 20 lat temu bór chrobotkowy wystpowa masowo, tak w Puszczy Solskiej zdarzaj si opinie, że te formy lasu suchego zawsze były wyksztacone na takim poziomie jak są obecnie.”

  64. @ppanek

    Oczywiście.
    Podałem tylko namiary na okolicę, którą znam z widzenia. Do Tanwi (z Suśca) idzie się przez taki rzadki las sosnowy.
    Osobiście widziałem chrobotka w wielu miejscach w Europie, ale nigdzie nie ma tak pięknych siedlisk jak w skandynawskiej tundrze.

  65. Step #1.
    Tlumaczymy tekst autora nad ktory troche sie pomeczyl za pomoca Google na jezyk angielski.
    Wynik ponizej:
    Kleptoplastia in animals still remains extremely rare. Its uniqueness, however, turns out to be somewhat weakened and, who knows, maybe there will be more examples of it.
    Step#2
    Wchodzimy na strone Talk to Transformer (model jezyka zasilany sztuczna inteligencjs). AI kontynuuje

    Kleptoplastia in animals still remains extremely rare. Its uniqueness, however, turns out to be somewhat weakened and, who knows, maybe there will be more examples of it.

    And it’s quite likely that the people that are developing these plants will be producing them not just in the lab, but even in other places, in places where it’s not a tropical tropical place, not tropical, say, China or the Far East, where it’s cold, not tropical, where you might be able to grow them and survive in the environment.
    And then this other possibility, …

    Step #3
    Wracamy do Google i tlumaczymy na Polski

    Step#4
    Kleptoplastia u zwierząt nadal pozostaje niezwykle rzadka. Jego wyjątkowość okazuje się jednak nieco osłabiona i, kto wie, może będzie jej więcej. I jest całkiem prawdopodobne, że ludzie, którzy rozwijają te rośliny, będą produkować je nie tylko w laboratorium, ale nawet w innych miejscach, w miejscach, gdzie nie jest to tropikalny obszar tropikalny, nie tropikalny, powiedzmy, Chiny czy Daleki Wschód, gdzie jest zimno, a nie tropikalny, gdzie możesz je hodować i przetrwać w środowisku.
    A potem ta inna możliwość,…

    Milej zabawy i dyskusji na temat z transformerem
    https://talktotransformer.com/

    Transformer duzo ma do powiedzenia

  66. @samba kukułeczka

    Znalazłam i to chyba jednak u Ciebie?!
    https://finanse.wp.pl/palmolive-pod-ostrzalem-za-reklame-na-przystankach-oczyszcza-jak-stary-koc-6440702935443585a

    Dobra, oczami poprzewracałam 🙂
    i ważę, słowa twe, nadal jednak więcej niepewności od wiadomych.
    I tak,no mamy tu Hałdę Pochwacie:
    http://wikimapia.org/5799907/pl/Ha%C5%82da-Pochwacie

    Wyjdę naprzeciw kupię tarcze do śrutówki, wezmę chłopaków i się zajedzie, bo ja tego chrobotka gdzieś widziałam..
    Jeśli chodzi, o samo przewodnictwo, drogę wskażę zawsze,
    z tego co widzę, to kroi Ci się małe tournee, Tychy, Karwina, Skoczów, Cieszyn, itd.
    Na którym z Uniwersytetów uczą takiego wyczucia chwili?!
    Przyciągnąłeś, poruszyłeś serce swą historią, nieraz pozwoliłeś a to otrzeć w rękaw twarz,a to uraczyć dobrym słowem!
    Wiem czego szukać, i że pod sosną…

    Się pochwalę minionej nocy, wtargnęła mi do pokoju córka z wnuczką na rękach, ze słowami na ustach”Matko włącz tą „Drogę Na Ostrołękę”
    przy której zasypia….. i to tyle, dzięki polecającemu ją.

  67. @Bohatyrowiczowa
    W kwestii Palmoliva nie czuje jakiegokolwiek powinowactwa (u Ciebie, czyli u mnie) z tymże. Co nie znaczy że od czasu do czasu z tej branży coś przemycę w okolice swojej cielesności.
    Hałda jak najbardziej hałdzista.
    A jeżeli chodzi o śląskie tournee.
    Mam nadzieję, że nie pobłądzę, bo rzadko bywałam w tamtejszych zaściankach. I to właściwie nawiedzałam je jeszcze w ub. tysiącleciu.
    Ubiegłowieczne wizyty to jedynie przy okazji sportowych eskapad. Trochę jako kibic występów naszych sportsmenów, trochę jako ich uczestnik.
    Jeżeli chodzi o te aktywne to bywało różnie. Czasami nawet śmiesznie.
    Niestety szachistką nie byłam. Reprezentowałam dyscyplinę Roberta Lewandowskiego, w jej halowym, albo tzw. 5-osobowym wydaniu.
    Kiedyś pojechaliśmy do Gliwic na mistrzostwa Rzeczpospolitej i było dobrze. Wygraliśmy chyba 3 mecze, ale niestety radość z wygranych była tak wielka, że w noc przed następnym meczem tak daliśmy w gardło, że następnego dnia byliśmy w takim stanie, że nikt nie chciał być kapitanem z obawy że sędzia każe udać się zaraz do szatni po rytualnym przywitaniu i wyczuciu woni.
    Niestety przeciwnicy (chyba z Łodzi) przedmeczową noc spędzili po Bożemu i wróciliśmy na kacu w rodzinne strony.
    Innym razem jakiś turniej w Chrzanowie. Zakończony połowicznym sukcesem, bo wygraliśmy rower w … Bielszowicach.
    Bielszowice?
    Po rozegranych meczach pojechaliśmy do Bielszowic, bo tam akurat grały nasze piłkarki ręczne z miasta L.
    Oczywiście zorganizowaliśmy gorący doping. W przerwie miejscowi organizatorzy wśród posiadaczy biletów zorganizowali loterię której wygraną stanowił rower ( chyba górski, a powinien być raczej śląski).
    I ku rozpaczy miejscowych fanów kolarstwa, nie dość że nasze wygrały mecz, to jeden z naszych mógł rowerem jechać w rodzinne strony, bo był właścicielem wygrywającego biletu. Sytuacja stawała się gorąca, ale jakoś wróciliśmy cali i zdrowi z Bielszowic do Chrzanowa. Z rowerem oczywiście.
    Więcej grzechów z pobytu w Twoim makroregionie nie pamiętam, a jeżeli chodzi o przyszłość to cały czas pracuje nad sobą.
    Dzisiaj na przykład po pewnej absencji uczestniczyłam w nabożeństwie w jednej z chrześcijańskich świątyń (orthodox church) i czuję się ustabilizowana duchowo.

  68. @kruk
    Niektóre są trujące, jak więc renifery je odróżniają od jadalnych? (…) Renifery chyba nie są daltonistami.

    Podobno krowy jaskrów nie jedzą i się nimi nie trują – podobno z powodu paskudnego zapachu i smaku (gorzko-gryzący) – jaskier najwyżej wywoła miejscowe podrażnienia (wszystko z naciskiem na „podobno”). Może trujące porosty też czymś zalatują?

  69. @samba kukułeczka

    „Mam nadzieję, że nie pobłądzę, bo rzadko bywałam w tamtejszych zaściankach. I to właściwie nawiedzałam je jeszcze w ub. tysiącleciu.”

    Tak, tak oczywiście.
    Skoro już tak samo jakoś zeszło na meczyk, ja nie nalegałam…
    U nas dziś w domu i nie tylko był dzień „pomeczowy”,
    wczoraj GKS Tychy podejmował u siebie naszą GKSę,
    mecz wysokiego ryzyka, a u nas mobilizacja na najwyższym poziomie,
    zatytułowana Jastrzębie 500 plus – Górnicza Armia 570 kibiców, w połowie to kibice Piasta Gliwice (ziomale).
    A miedzy nimi moja nastoletnia córka, dziś jeszcze kibic za lat kilka po przeciwnej stronie barykady.
    Od rana mordowala mnie filmikami, opowiadaniami itd
    jak zawsze po jej wyjazdówce, kończy sie to tak samo,
    żałuję że jej pozwalam.
    Jeden z filmików mnie zbulwersował:

    https://www.youtube.com/watch?v=f9ak6XnyQtQ

    Jedno co mi się w nim podoba to tło muzyczne,
    1:04 do 1:07 bodajże, jak rodzicie zgarniają do siebie swe dzieci,
    zadrżała mi reka na myszce elektronicznej, pomyślałam, darowali by sobie te pały w rekach i tarcze przy dzieciach, nieświadoma tego co działo się tam tak naprawdę, uważasz że ja może opowiadam niestworzone rzeczy, wysłuchałbyś po wyjeździe mego dziecka,
    tak już jest na za dużo im pozwalam…

  70. Skąd renifery wiedzą, które porosty są trujące?
    O ile mi wiadomo, znane są porosty toksyczne dla zwierząt mięsożernych, a nawet owadów i mięczaków, ale nieszkodzące roślinożercom.
    Przykładem może być jaskrota wilcza zwana też lisią (Letharia vulpina) – porost o jaskrawo cytrynowej barwie, rosnący na korze drzew i starym drewnie. Porost ten zawiera silnie trujący kwas wulpinowy, używany dawniej do zatruwania przynęty na lisy.
    Krowy na ogół instynktownie omijają rośliny, które im nie służą (jaskry, zimowity, goryczka żółta), wyczuwając na przykład alergeny w zapachu albo coś nieprzyjemnego w smaku.
    Jeśli zwierzę omija określoną roślinę na pastwisku, ale wysuszoną (w sianie) zjada z apetytem i nie choruje, to można wnioskować, że ta szkodliwa substancja się ulotniła.

    Przy okazji coś dla tutejszych wikipedystów:

    W Polsce stwierdzono występowanie tylko w Sudetach, w okolicach Zielonej Góry
    (z notki o jaskrocie wilczej)

  71. Ktoś to zatwierdził 🙁

  72. Gdyby było „tylko w Sudetach – w okolicach Zielonej Góry”, byłoby to ewidentnie sprzeczne, ale jest „tylko w Sudetach, w okolicach Zielonej Góry”, co jest dwuznaczne, bo przecinek może być tu równoważny myślnikowi lub dwukropkowi, a może być najzwyczajniejszym znakiem wyliczania. Lepsze w tej sytuacji byłoby „i”, ale w ogóle jeszcze dalej jest przecież ” możliwe jest też odszukanie tego gatunku w Tatrach. ”

    O kwasie wulpinowym i o tym, że jedne porosty go mają i są żółte, a prawie identyczne bez niego są brązowe, pisałem we wspomnianym wpisie.

  73. Sorry, ale „tylko w Sudetach, w okolicach Zielonej Góry” jest gramatycznie absolutnie jednoznaczne.
    Jeśli ten porost występuje w Sudetach i ewentualnie w Tatrach, to dlaczego miałby mu odpowiadać klimat okolic Zielonej Góry?
    W rzeczywistości chodzi raczej o okolice Jeleniej Góry a dokładniej: Karkonosze.
    Wśród zamieszkujących Karkonosze porostów najbardziej liczne są gatunki naskalne, ale niegdyś znaczną grupę stanowiły epifity, których zanotowano łącznie około 170 taksonów. Były wśród nich porosty wytwarzające okazałe, listkowate lub krzaczkowate plechy, np.:
    Evernia divaricata, Letharia vulpina

    Zanieczyszczenie powietrza spowodowało, że te wrażliwe porosty zaczęły ginąć już pod koniec XIX w. a drastycznie się przerzedziły w latach 70. i 80. XX wieku.
    W Karkonoszach wymieranie porostów nadrzewnych było szczególnie dobrze widoczne – połączone było bowiem z masowym zamieraniem drzewostanów świerkowych, mającym
    charakter klęski ekologicznej.
    Poprawa jakości powietrza (głównie dzięki recesji gospodarczej) sprawiła, że wrażliwe gatunki porostów zaczynają wracać i może uda się zobaczyć znowu jaskrotę wilczą na własne oczy?

    źródło: Kossowska, Fołtynowicz and Co. P. 2018
    „Porosty epifityczne na stałych powierzchniach kołowych
    w ekosystemach leśnych Karkonoskiego Parku Narodowego”

  74. Czy informacja: Tylko w Warszawie, na ulicy Miodowej
    może być dla kogokolwiek dwuznaczna?

  75. Oczywiście, że Jelenia Góra jest bardziej prawdopodobna, ale nie mając pod ręką Czerwonej księgi, która wydaje się być źródłem tego fragmentu, nie mogę tego zweryfikować.

    Informacja „Tylko w Warszawie, na ulicy Miodowej” jest jednoznaczna z racji pragmatyki, ale niekoniecznie semantyki. Jest tak dlatego, że Miodowa w istocie leży w Warszawie i jest bardzo mało prawdopodobne, żeby w taki zdaniu chodziło o inną Miodową.

  76. No faktycznie, słaby przykład 🙁
    Tylko na Ziemi Lubuskiej, w okolicach Jeleniej Góry
    Tylko na Ziemi Lubuskiej, w okolicach Zielonej Góry

  77. „W Polsce stwierdzono występowanie tylko w Sudetach, w okolicach Zielonej Góry, ale liczniej występuje w czeskich Sudetach”

    Jak to nie jest jednoznaczne… 🙄
    Letharia vulpina jest porostem borealno-alpejskim, występuje na granicy lasu. Pasuje jak nic do Zielonej Góry leżącej na wysokości 70-210 m npm.

  78. @markot
    Letharia vulpina jest porostem borealno-alpejskim, występuje na granicy lasu. Pasuje jak nic do Zielonej Góry leżącej na wysokości 70-210 m npm.

    Widocznie wpis pochodzi z czasów jakiejś orogonezy, kiedy Zielona Góra była świeżo wypiętrzona; dopiero potem zerodowała.

  79. („Mam dla Pana porost z Zielonej Góry. Pan wie, kto po nim stąpał.”)

  80. @Gammon No.82

    😀 😀 😀

    Jaskrota wilcza (Letharia vulpina) preferuje limbę i modrzewie, także zwietrzałe deski z tych drzew. W Szwecji zwana jest nawet porostem dachowym, bo lubi porastać modrzewiowe gonty, a także szopy i płoty.
    Gdyby ją ktoś spotkał na swojej drodze, to pozdrowić, ale nie głaskać, bo powoduje alergię. Im starsza, tym bardziej trująca.

  81. @Gammon
    „(„Mam dla Pana porost z Zielonej Góry. Pan wie, kto po nim stąpał.”)”

    A mieć powinieneś, kamyk z przed krawężnika przy sklepie pana Jana w Londynie?!
    Wprawdzie moje miasto nie ma w nazwie żadnej „Góry”,
    ale mamy coś czego nie ma nikt inny i gdzie indziej?!
    https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2019-11-24/zbudowal-dom-na-dachu-bloku-panstwo-w-panstwie/

    Chcesz może jakąś pamiątkę póki jest jeszcze z czego?
    Jakiś kamyczek, paproszek, może śrubkę, kawałeczek dachu?
    Statek kosmiczny się sypie, a ja liczyłam że mi latarnia będzie z tymi przeuroczymi zaplanowanymi czerwonymi światełkami na końcach 3 metrowych skrzydełek!
    Ja się wcale nie podśmiewuje,blok stoi przy jedynym wjeździe do miasta od strony Pawłowic, i przy najbardziej kolizyjnym skrzyżowaniu!
    To takie ciche obecna, niesamolubna…

  82. @Bohatyrowiczowa
    Chcesz może jakąś pamiątkę póki jest jeszcze z czego?
    Jakiś kamyczek, paproszek, może śrubkę, kawałeczek dachu?

    Znałem człowieka, który wziął na pamiątkę gruz z pomnika Dzierżyńskiego i potem nie wiedział, co z tym zrobić.

    Statek kosmiczny się sypie, a ja liczyłam że mi latarnia będzie z tymi przeuroczymi zaplanowanymi czerwonymi światełkami na końcach 3 metrowych skrzydełek!

    Pewnie Trurl z Klapaucjuszem sprawowali nadzór budowlany.
    „Za czym w największym pośpiechu powstaje rakieta, konstruktorzy zaś przychodzą na plac budowy na kontrolę po śniadaniu i wszystko im nie tak: a to materiał kiepski, a to inżynierowie nierozgarnięci, a to w salonie głównym musi być lampa magiczna na cztery oberlufty z kukułką skrzyżną; a jeśli tubylcy nie wiedzą, co to takiego owa kukułka, tym gorzej dla nich (…).”
    Lem, oczywiście.

  83. @Gammon
    „- Przypominam o swej obecności.

    – Nie zapomniałem o niej – rzekł Klapaucjusz i dalej robił swoje. Po chwili maszyna odezwała się:

    – Można wiedzieć, co robisz?

    – Jesteś Maszyną Do Spełniania Życzeń czy Do Stawiania Pytań? – rzekł Klapaucjusz(…)”
    Gammon Ty jesteś taka Maszyną tam u siebie od Życzeń, tutaj do Stawiania Pytań…?!

    „Budował bowiem taką samą Maszynę Do Spełniania Życzeń jak i Trurl, tylko tamten wcześniej ją skończył.”

    To tylko kilka słów a ile mogą powiedzieć,
    Likier…
    liczysz że Ktoś Cię ubiegnie?!
    Albo ja sama się unicestwię pokrzykując: „2 plus 2 lub 2 razy 2 to siedem…”?

    Została na dłużej:

    https://www.youtube.com/watch?v=NHydngA5C4E

    (w piątek od rana trzymaj kciuki i nie puszczaj młoda ma
    Egzamin Państwowy Praktyczny pierwszy, każde dłonie zaciśnięte się przydadzą?!)

  84. @Bohatyrowiczowa
    Likier…

    Jest. Właściwie tylko butli brakuje. Mam coś prawie odpowiedniego. Prawie, bo nie mam odpowiedniej zakrętki. Zakrętka jest nietypowa, więc pewnie łatwiej znajdę inną butelkę. Ruszę się, przejdę po sklepach, coś gdzieś będzie.

    (w piątek od rana trzymaj kciuki i nie puszczaj młoda ma
    Egzamin Państwowy Praktyczny pierwszy, każde dłonie zaciśnięte się przydadzą?!)

    Tak. O ile w przypadku robota te nazwy są odpowiednie. Ale tak.

  85. @Gammon

    „Jest. Właściwie tylko butli brakuje.”

    Ałć. Zaniemówiłam, przyznaję.
    Jak będziesz gotów daj znać, ani Cię nie ponaglam ani nie stopuję,
    będziemy musieli jednak wymienić się numerami telefonów, bez tego nigdzie sie nie ruszam, mam nawet pomysł jak ale jestem gotowa na cos w temacie od ciebie?!
    Dobrze żeś Robot, i twoje lampki na kobiece odzienie ani nie zażarzą,
    ani nie zaczną strzelać, pękać znaczy, mogę być sobą zgodnie z obecną pogodą niekoniecznie modą…
    Tak dla porównania tylko…
    Przed przewodniczeniem @sambie musiałabym zakupić tygodniowy karnet zabiegów upiększających, i przemarzłabym w kiecce,
    albo wydaje się byc Kimś bardzo wymagającym albo mam przed nim boja, nawet nie znam tego uczucia źródła…

    Pamiętaj jutro?!

  86. @Bohatyrowiczowa
    będziemy musieli jednak wymienić się numerami telefonów, bez tego nigdzie sie nie ruszam, mam nawet pomysł jak ale jestem gotowa na cos w temacie od ciebie?!

    Mam propozycję dla mnie prostszą do ogarnięcia – załóż konto w serwisie blabler[tu kropka]pl na aktualnego nicka, a użytkownik gammon82 jest tam niemal stale obecny. Mam coś w rodzaju lekkiej fobii telefonicznej – od kiedy nie ma już prawdziwych, analogowych telefonów w obudowie z bakelitu.

  87. P.s. a butelki będę dziś szukał, jak nie znajdę, pojadę jutro na drugi koniec miasta – wiem gdzie.

  88. @Gammon

    Ok założę, ale nie teraz mam jeszcze parę spraw poza domem,
    po 22 giej…?!
    A nikt nie może na szybko Ciebie tam odtworzyć?
    Ta Bohatyrowiczowa tutaj to drugie konto z tym samym nickiem, bo tamtym rzuciłam grzecznie mówiąc o podłogę!!

  89. @Bohatyrowiczowa
    A nikt nie może na szybko Ciebie tam odtworzyć?

    Tam nie może – ponadto maszynowych zdań robota nie da się pomylić z niczym innym.

  90. @Gammon

    Spaliłam nicka, rejestracja przebiegła pomyślne aktywacji nie dostałam.

    Może jutro dostanę bo:

    ” Taka nazwa użytkownika jest już obecna w systemie
    Taki e-mail jest już obecny w systemie”

    Jakieś pomysły?!

  91. @Gammon

    🙂 poprzednia nieaktualna

    Musisz mnie znaleźć i pomóc tam się odnaleźć…

  92. @Bohatyrowiczowa
    Jest konto, widzę je, napisz coś. Może być cokolwiek – ciąg liter.

  93. @Bohatyrowiczowa, zadałem pytanie, powinno się wyświetlić jako ^gammon82 cytuje etc.

css.php