Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
niedowiary - blog (szalonych) naukowców niedowiary - blog (szalonych) naukowców niedowiary - blog (szalonych) naukowców

1.05.2016
niedziela

Popotopowy zakwit

1 maja 2016, niedziela,

DSCF6551Zakwity glonowe wód kojarzą się z dwoma skutkami ludzkiego zanieczyszczania środowiska – antropogeniczną eutrofizacją wód i antropogenicznym globalnym ociepleniem. Tak jest – te dwa zjawiska sprzyjają zakwitom, ale zakwity występowały bez tego. Dane paleolimnologiczne wskazują na ślady masowych zakwitów z głębokiej przeszłości. A dane historyczne?

Historyczne dane limnologiczne niełatwo interpretować. Opisy powodzi i wyschnięć oczywiście się zachowały – zarówno w mitach, jak i w przekazach bardziej konkretnych. Jednak opisy zakwitów – nie za bardzo. W pewnych regionach zakwity mogły być tak częste, że nie wzbudzały większego zainteresowania. W innych jednak sytuacja, gdy woda, zwykle przejrzysta, pokrywa się barwną masą, powinna budzić co najmniej ciekawość. Sytuacja zaś, gdy taka woda na dodatek okazuje się trująca – tym bardziej. Tyle że większość zakwitów nie jest toksyczna.

Naukowcy jednego z najstarszych opisów zakwitu dopatrują się w Biblii – chodzi o jedną z plag egipskich. Starożytnym masowy pojaw czerwono zabarwionych glonów mógł się wydać zamianą wody w krew. Zawiesina glonów sprawia wrażenie zagęszczenia wody. Jeśli to był zakwit toksyczny, wrażenie plagi musiało być tym silniejsze.

Są też zapisy u Greków, które również sugerują opis zakwitu, ale przyznajmy – interpretacje starożytnych opisów zjawisk przyrodniczych są zawsze choćby uzasadnionymi, ale spekulacjami. Opisy masowych pojawów glonów znane są w zasadzie od początku fykologii. Za pierwszy naukowy opis toksycznego zakwitu sinicowego uznaje się artykuł George’a Francisa „Poisonous Australian Lake”, opublikowany w „Nature” w maju 1878 r. Ten opis dotyczył zatruć zwierząt gospodarczych, opisy zatruć ludzi są późniejsze.

Być może jednak Francis i jezioro Alexandrina muszą ustąpić pierwszeństwa innemu autorowi i jezioru. Niedawno John Hutson przeglądając bardzo archiwalne egzemplarze Philosophical Transactions of the Royal Society natknął się na artykuł „Account of an Inland Sea (or Lake) near Dantzick, yielding at a certain season of the year a Green substance, which causes certain Death; with an Observation on White Amber”, będącego listem do redakcji niejakiego pana Kirkby’ego z 16 grudnia 1671 r.

Nazwa w tytule brzmi znajomo. Owszem, Christopher Kirkby bywał w Gdańsku i okolicach, a co tam ciekawszego zauważył, opisywał. Między innymi opisał niezwykły biały bursztyn wyłowiony z jeziora przy wsi Tuckum. Wszystko wskazuje, że chodzi o Tuchom i Jezioro Tuchomskie pod Gdańskiem. Ale nie miało być o bursztynie, tylko zakwitach.

W tym samym jeziorze Kirkby zaobserwował jeszcze coś innego. Ogólnie woda z Jeziora Tuchomskiego była uważana za zdrową. Brzeg był piaszczysty, a nie mulisty, a pływały w niej liczne i szlachetne ryby. Jednak rok w rok od czerwca do sierpnia w czasie suszy woda zieleniała. W zielonej wodzie zaś pojawiał się również zielony „włochaty wykwit”. Gdy wiatr przywiewał tę substancję na brzeg, pijące wodę z tym wykwitem zwierzęta ginęły śmiercią nagłą i pewną. Dotyczyło to bydła, psów i drobiu. Kirkby’emy pewna godna zaufania osoba zrelacjonowała również sytuację, gdy psy pijące zieloną wodę padły, a konie, które przepędzono poza zasięg plamy, napojono bez niepożądanych skutków. Również woda w strumieniach wypływających z jeziora, nie będąc zielona, była zdrowa.

To pozwoliło Kirkby’emu wysunąć wniosek, że to właśnie ów zielony, włochaty nalot jest źródłem trucizny. W porównaniu z artykułem Francisa, z którego wiadomo, o jaki gatunek sinicy chodzi, artykuł – list Kirkby’ego jest bardzo nieprecyzyjny i nie mówi wprost o glonach. Jednak te dwa artykuły dzieli dwieście lat. Linneusz kilkadziesiąt lat po Kirkbym wymienił zaledwie kilka gatunków glonów, w większości dużych i widocznych gołym okiem. Zatem artykuł ten jest poniekąd czymś pomiędzy opisami mitycznymi a w pełni naukowymi. Jednak opublikowano go w piśmie naukowym i nie da się go zignorować.

Ludzie, których relacje posłużyły do jego powstania, kilkanaście lat wcześniej przeżyli Potop Szwedzki, a gdy list Kirkby’ego wędrował do Londynu, pod Kamieniec Podolski wędrowała armia turecka. Wychodzi na to, że pierwszy naukowy opis toksycznego zakwitu (i to niejednego) pochodzi z naszego Pojezierza Pomorskiego z czasów Trylogii.

Piotr Panek

fot. Piotr Panek, licencja CC BY-SA 4.0

ResearchBlogging.org
Christopher Kirkby (1809). Account of an Inland Sea (or Lake) near Dantzick, yielding at a certain season of the year a Green substance, which causes certain Death; with an Observation on White Amber; communicated by Mr. KIRKBY, in a Letter to the Editor, from Dantzick, Dec. 19, 1671 The Philosophical Transactions of the Royal Society from their commencement, in 1665 to 1800; Abridged, with notes and biographic illustrations , I, 721-722

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 4

Dodaj komentarz »
  1. Bardzo ciekawy tekst, jednak zastanawiam się ile informacji dostarczają już obecnie (bądź mogą w przyszłości) dane paleolimnologiczne?

    Na marginesie, niektóre toksyny sinicowe (np. ukochana przeze mnie do rozpuku cylindrospermopsyna), wykrywane są w warstwach osadów pochodzących tysiące lat p. n. e.

  2. Co jest takiego w cylindrospermopsynie?

  3. Swoją drogą, ludowa mądrość każąca obserwować zwierzęta, bo one przecież wiedzą instynktownie (=magicznie, =newage’owo), co jest złe, tu się wywala. Ludzkie obrzydzenie czasem ma sens.

    Niemniej, zdjęcie pochodzi nie z Jeziora Tuchomskiego, lecz z Zatoki Gdańskiej. Woda w takim stanie skutecznie obrzydziła pływanie większości plażowiczów. Ale nie wszystkim.

    Pomysł na przebadanie osadów Jeziora Tuchomskiego pod kątem toksyn sinicowych oddaję za darmo, nie oczekując żadnego uhonorowania 😉

  4. Patrzcie patrzcie. A ja myślałem, że Wołodyjowski i Podbipięta to umierali za Łojłojczyznę. Tymczasem oni opili się zielonej okowity. Z dwojga złego wybieram jednak to drugie. I zawsze przyjemniej być demokratycznie nabijanym na pal z powodu ekologii niż jakiejś baby.

css.php