Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
niedowiary - blog (szalonych) naukowców niedowiary - blog (szalonych) naukowców niedowiary - blog (szalonych) naukowców

2.05.2009
sobota

Discipulorum Amor et Pietas

2 maja 2009, sobota,



Jest coś fascynującego w postaci Kazimierza Twardowskiego.

O Szkole Lwowsko-Warszawskiej słyszałem od czasu do czasu już od czasu studiów. Ale dopiero ostatnio sięgnąłem do monografii Jana Woleńskiego poświęconej tej formacji. Szkołę tę łączyłem bardzo mocno z postacią Kazimierza Twardowskiego, chociaż nie byłem do końca pewien, czy rzeczywiście uprawnione jest kojarzenie go jako mistrza dla tej formacji. Książka Woleńskiego rozwiała te wątpliwości. Skojarzenie jest jak najbardziej słuszne.


Początek tej formacji jest wyraźny. 15 listopada 1895 r. Twardowski przybył do Lwowa, by objąć katedrę filozofii w tamtejszym uniwersytecie. Nominację na katedrę otrzymał dokładnie w swoje 29 urodziny, 20 października. Kiedy przybył do Lwowa studia filozoficzne musiał organizować od podstaw. Zorganizował bibliotekę, którą wzbogacił o własny bardzo bogaty księgozbiór. Przede wszystkim jednak zaczął prowadzić świetne seminaria i wykłady. Puste sale stopniowo zaczęły się zapełniać, aż w końcu wykłady ogólne z filozofii trzeba było przenieść poza mury uczelni, bo żadna z sal nie mogła pomieścić chętnych do ich wysłuchania. I właśnie doskonała działalność nauczycielska i szczególne cechy charakteru miały ogromny wpływ na powstanie Szkoły Lwowsko-Warszawskiej.

Członków szkoły łączyła pewna wspólnota poglądów, podzielanych w mniejszym bądź większym stopniu, a w szczególności wymóg jasnego i odpowiedzialnego filozofowania. I tutaj Twardowski stawiał poprzeczkę bardzo wysoko. Łączył też członków tej szkoły szczególny stosunek do Twardowskiego uznawanego jako mistrza.

Warto oddać tutaj głos uczniom Twardowskiego, bo mówią one dużo o Twardowskim. Tadeusz Kotarbiński tak wspominał:

„Mąż to był dorodny, imponującej postaci. Budził respekt samą swoją aparycją, gdy sunął samotnie, spokojnym, powolnym krokiem wzdłuż ulic miasta lub długich korytarzy gmachu uniwersyteckiego. Miałby się z pyszna, kto by spośród studentów poważył się zagadnąć Profesora znienacka a bez upoważnienia (…). I ten człowiek władczy i onieśmielający rzeszę dookolną stawał się po macierzyńsku niemal opiekuńczym, łagodnie i serdecznie bliskim starszym przyjacielem tych, którzy się garnęli do grona ścisłych jego uczniów, którzy się godzili z własnej chęci na jego przewodnictwo. Ileż to godzin przegwarzyło się wtedy wspólnie bez żadnego z Jego strony nacisku na taki czy inny kierunek przekonań. Byłeś myślał rzetelnie, mówił, a nie bełkotał, Profesor dyskutował z tobą jak równy z równym. Na przykład w toku posiedzeń Kółka Filozoficznego Czytelni Akademickiej… Mistrz stale na nie przychodził. Często stawał sobie pod ścianą ćmiąc papierosa. Z jednaką niezrównaną cierpliwością wysłuchiwał awanturniczych czasem, a często nieporadnych przemówień członków młodego zespołu, któremu przewodniczył któryś tam z kolei kolega student… A potem szło się razem do kawiarenki ciągnąć dalej kontrowersję rozpoczętą.”

W szczególności wyróżniało Twardowskiego to, że nie narzucał swoim wychowankom żadnej określonej doktryny filozoficznej. Uczył jedynie jasnego i krytycznego sposobu myślenia. Władysław Witwicki tak wspominał dyskusje na posiedzeniach Kółka Filozoficznego:

„Duszą tego kółka był zawsze Twardowski. Nie opuszczał go nigdy, mimo nawału przeróżnych zajęć. Tutaj profesor zarzucał niewód na dusze i na intelekty młode. Tu spostrzegał, że jakiś słuchacz nauk przyrodniczych lub filologii zapala się do kwestii psychologicznych, albo prawnik z pierwszego roku objawia osobliwe talenty dedukcyjne. I nie trwało długo, a już obaj próbowali sił na polu badań filozoficznych. Twardowski umiał ich zachęcić, zająć, zapalić, ośmielić i pomóc w łamaniu się z trudnościami. Czasy koła filozoficznego wszystkim uczniom Twardowskiego zostawiły niezatartą pamięć jakby przebudzenia duchowego”.

Co ciekawe, każdy z uczniów Twardowskiego miał u niego swoją teczkę. Twardowski szczegółowo notował wszystkie oceny swoich uczniów z prac i kolokwiów, zainteresowania i osiągnięcia oraz zalecane lektury.
Jest coś fascynującego w tej postaci. Na medalu ku jego czci wybito hasło: Discipulorum Amor et Pietas. Miłość i sumienność, jak również doskonała wiedza, jasny i przejrzysty sposób mówienia i pisania, to cechy idealnego nauczyciela. A takim był Twardowski.


Grzegorz Pacewicz

Wszystkie cytaty za: J. Woleński „Filozoficzna Szkoła Lwowsko-Warszawska” PWN, Warszawa 1985.

Ilustracja: skan z książki K. Twardowski, „Wybrane pisma filozoficzne”, PWN, Waraszawa 1965.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Legenda, leganda… ale dobrze, takich legend trzeba.

  2. Dokładnie.

css.php