Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
niedowiary - blog (szalonych) naukowców niedowiary - blog (szalonych) naukowców niedowiary - blog (szalonych) naukowców

8.07.2015
środa

Epigenetyka

8 lipca 2015, środa,

300px-DNA_methylationEpigenetyka stała się ostatnio modnym słowem. Okazuje się bowiem, że już nie tylko struktura chemiczna samych genów, ale subtelne zmiany na poziomie ekspresji tychże wpływają na nasze zachowanie, podatność na choroby czy postrzeganie świata.

Według teorii dziedziczenia, nasze potomstwo za każdym razem dostaje „czysty” zestaw genów, w którym wpływ czynników środowiskowych dotykających poprzednie pokolenia zostaje wymazany, a jedyny wpływ środowiska, na które narażony może być płód, pochodzi od szkodliwych czynników (zanieczyszczenia, tabletki, drobnoustroje), które przekroczyły barierę krew – łożysko.

Okazuje się jednak, że wpływ środowiska może sięgać dalej, niż myśleliśmy do tej pory, i złe warunki dotykające rodziców czy dziadków mogą przenieść się na dziecko, mimo że sama ciąża mogła przebiegać w warunkach idealnych dla rozwijającego się płodu.

Świeże badania przeprowadzone na rdzennych mieszkańcach Ameryki Północnych wykazały, że nasze DNA może zachowywać pamięć o urazach, których doświadczyli nasi przodkowe, zwiększając naszą podatność na stres, wpływając na nasze możliwość radzenia sobie z trudnymi sytuacjami oraz pośrednio zwiększając podatność na choroby cywilizacyjne (takie jak cukrzyca czy choroby układu krążenia).

Fakt, że istnieją mechanizmy przenoszenia pamięci o urazach w naszym materiale genetycznym z pokolenia na pokolenia – ma ogromne konsekwencje. Jak mówi jeden z badaczy, który zajmował się tym zagadnieniem w społeczności Indian z Ameryki Północnej: „utrzymywanie się przez pokolenia stresu związanego z dyskryminacją i historyczną traumą nakłada dodatkowe trudności i obciążanie zdrowotne na znajdującą się w dostatecznie trudnej sytuacji społecznością lokalną”.

Osoby, których rodzice i dziadkowie zostali ciężko doświadczeni przez los, znacznie gorzej radzą sobie w trudnych sytuacjach (ciężkie warunki ekonomiczne, presja społeczna) niż osoby, których przodkowie mniej zmagali się z losem.

Przyczyn takiego stanu rzeczy upatruje się właśnie w epigenetyce – czyli subtelnych zmianach dotykających przekazany przez rodziców materiał genetyczny tuż po poczęciu. Otóż okazuje się, że mały procent przekazanego materiału w niepoznany jeszcze sposób ulega „wymazaniu” i podlega nieuprawnionemu procesowi metylacji. Metylacja DNA powoduje zmiany ekspresji danego genu i tym samym zmienia właściwości kodowanego przezeń białka, przekazując w postaci zmian biologicznych „pamięć” o przeszłych urazach.

Dobra wiadomość? Okazuje się, że metylacji ulegać mogą nie tylko geny „ciężkich przeżyć”, ale również te, które zwiększają naszą odporność i wytrzymałość na trudny życia… Tak więc pielęgnowanie w sobie zdolności do przeciwstawiania się trudom losu i skłonność do walki może sprawić, że nasze wnuki będą silniejsze i lepiej przygotowane do ciężkich sytuacji niż dzieci tych, których rodzice poddali się sytuacji bez walki.

Judyta Juranek

Ilustracja: Christoph Bock (Max Planck Institute for Informatics). DNA Methylation. CC BY-SA 3.0
Źródła: 1 i 2

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 77

Dodaj komentarz »
  1. „Metylacja DNA powoduje zmiany ekspresji danego genu i tym samym zmienia właściwości kodowanego przezeń białka”
    Ekspresja wiąże się raczej ze stężeniem białka. Jego właściwości zależą bardziej od kolejności zasad azotowych.

  2. trzeba przyznac, ze geny dzielnie walcza, ale w ostatecznosci nie maja, jako global player, zadnych szans;
    przyszlosc naszym w kosmosie nalezy do materii martwej i jej woJOWwnikow:
    wirusow 😉

  3. Olewając JOWników głębin kosmosu-wirusu pozwolę sobie zadać pytanie: Na ile?
    Bo to samo było niedawno z zachorowalnością na raka: Jest dziedziczny czy skutkiem wpływów środowiskowych i stylu życia. Tutaj odpowiedź była: 80% genetyczne, 20% środowisko. Czyli jeśli jakiś histeryk informuje, że zachorowalność wzrasta 3-krotnie to i jest to trzykrotnie w ramach tych 20%.
    Bez tego dookreślenia jesteśmy olewani straszliwymi i budzącymi grozę informacjami, że patrzenie matki na pijanego zrobi z noworodka alkoholika. Albo podobne znane z historii radosne wieści.
    I wracając do JOWników, ponieważ dzisiaj wielu dotkniętych grozą dobrobytu zaczyna szukać ratunku w wojnie:
    Podobno fakt wyrzynania na wojnach co bardziej konfliktowych skutkuje tym, że ludzkość jest coraz bardziej pokojowo i koncyliacyjnie nastawiona. Ale jakoś marnie to idzie. Czy dlatego, że to siedzi głębiej w genach, czy raczej wpływy epigenetyczne są zbyt słabe (ile %)?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Bzdura, Pani Judyto!
    Pamięć o dawnych urazach, prześladowaniu etc. NIE jest przekazywana przez geny, a przez kulturę: głównie rodziców oraz szkołę, czasem też i przez kościół. Wiadomo też, że dzieci z rodzin zamożnych na ogół radzą sobie lepiej w życiu niż te z rodzin biedaków, ale to nie ma przecież NIC wspólnego z DNA!
    Przecież amerykańscy „naukowcy” to z chęcią udowodnili by, że sukces w życiu NIE zależy od tego, w jakiej rodzinie się ktoś urodził, a tylko od genów danego osobnika.

  6. „Jedne z najnowszych badań przeprowadzonych na rdzennych mieszkańcach Ameryki Płn. wykazały, że nasze DNA może zachowywać pamięć o urazach, których doświadczyli nasi przodkowe, zwiększając naszą podatność na stres, wpływając na nasze możliwość radzenia sobie z trudnymi sytuacjami oraz pośrednio zwiększając podatność na choroby cywilizacyjne”.
    Czyżby przeciwnicy „in vitro” mieli rację , że DNA dziecka „in vitro” poddane stresowi rodziców i torturom laboratoryjnym przy tego typu zapłodnieniu odbije się negatywnie na zdrowiu tego oczekiwanego dziecka?

  7. Są rzeczy, które nie wymagają aż tak głębokiego zaangażowania DNA i okolic. W jeszcze studenckich czasach brałem udział w badaniu efektu matczynego u rozwielitek. Te skorupiaki przez większość sezonu wegetacyjnego rozmnażają się partenogenetycznie, a więc łatwo uzyskuje się kilkusetosobnikowe klony. DNA wszystkich osobników jest identyczne (z niewielką poprawką na mutacje), ale przecież osobniki identyczne nie są. I w niektórych badaniach wychodzi, że większe matki z dłuższym kolcem odwłokowym mają większe córki z dłuższym kolcem. (W moich akurat nie za bardzo to wyszło.) Ale to akurat da się wytłumaczyć banalnym wpływem stanu matki. Rozwielitki nie składają jaj gdzie popadnie, tylko trzymają je pod skorupką aż do wylęgu. Zatem większe matki mogą dłużej trzymać jaja w kładce jajowej i młode mogą się dłużej rozwijać w fazie „prenatalnej”. Przede wszystkim jednak, większe, a więc lepiej odżywione matki, mogą inwestować więcej w żółtko dla rozwijających się w jaju młodych, a więc te od razu są lepiej odżywione i większe.

  8. To że stresy kobiety w czasie ciąży oddziaływują na płód są dowiedzione od dawna. Ale czy to zmieni kod genetycznych przyszłych pokoleń, permanentnie? Czyli, czy: pra-prawnuki uczestników PW44, Holocaustu czy bombardowania Drezna, będą bardziej podatne na stres (a może bardziej odporne)?

  9. Bardzo ciekawy temat. Czy może Pani polecić jakąś przystępną lekturę na temat epigenetyki?

  10. Art63
    Ciekawy, ale z nauką ma on niewiele wspólnego!

  11. Na pewno ma więcej wspólnego ze współczesną nauką niż prawie każdy komentarz Leonida 😉

  12. @Art63 – cieszę się, że temat przykuł uwagę. Jeśli chodzi o literaturę, to z książek angielskojęzycznych polecałabym: Epigenetics: How Environment Shapes Our Genes – Richard Francis – fragmenty publikacji dostępne są w google books
    https://books.google.com/books?hl=pl&lr=&id=XpSCJmTpIf8C&oi=fnd&pg=PR9&dq=Epigenetics:+How+Environment+Shapes+Our+Genes&ots=EFdDwFHQA2&sig=1jOeDwDU9zGr0QngvFta67giE2A#v=onepage&q=Epigenetics%3A%20How%20Environment%20Shapes%20Our%20Genes&f=false
    Poza tym: The Epigenetics Revolution: How Modern Biology Is Rewriting Our Understanding of Genetics, Disease, and Inheritance. http://cup.columbia.edu/book/the-epigenetics-revolution/9780231161169

    Z artykułów naukowych polecałabym publikację: Epigenetics: The Science of Change – dostępną w całości pod tym adresem: http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC1392256/

    Publikacji w języku polskim jest niestety niewiele (książki poświęcone genetyce poswięcają epigenetyce zazwyczaj jeden krótki podrozdział, ale pewnie niedługo to sie zmieni). Ciekawy artykuł nt. epigenetyki mozna znaleść tutaj, podane są tam równiez dwa żródła literatury w języku polskim
    http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,8315

  13. @woytek
    To cóż dopiero w przypadku rodziców z zaburzeniami lękowymi lub depresyjnymi

  14. @panek
    Bez przesady. Poczytaj sobie komentarze Leonida i pisaninę VPS-a z przedpoprzedniego wpisu

  15. „nieuprawnionemu procesowi metylacji”

    Nieuprawnionemu?

  16. panek
    Proszę więc o konkretne przykłady – które moje wpisy na tym forum są niezgodne z metodą naukową.

  17. @mpn
    Porównać można, ale na pochyłe drzewo…

  18. @ mpn
    Moje własne spostrzeżenia , nie mające nic wspólnego z uczonymi badaniami, potwierdzają obawy uczonych w piśmie, że dzieciaki poczęte w Polsce podczas okupacji i tuż po wojnie, mają zaprogramowane w DNA lęki wynikajace z tragicznie złych warunków dotykających rodziców czy dziadków, które jak wynika z obecnych badań mogą przenieść się na dziecko.
    Zbrodnia organizatorów wojen ma więc odwleczone w czasie dzialania.
    Żołnierze wracający z wojny sa złymi reproduktorami. To jest fakt. O tym powinni pamiętać globaliści, organizujący obecnie na ziemi wojny między kołchozami globalnymi.

  19. @jotka, Panek
    Zatkało mnie. Już pierwszy komentarz wyciąga wniosek, że in vitro powinno być zakazane bo torturuje DNA (!) z negatywnym skutkiem dla płodu. Kolejny komentarz zauważa, że Powstanie Warszawskie miało fatalny wpływ na potomstwo. Czyli biedny naród polski miał złe dzieciństwo przez okupantów i mu się należy.
    A to dopiero początek. Swoim mało przemyślanym tekstem otworzyli Państwo puszkę z Pandorą (ironicznie o komentarzach) i puścili wodę na młyn wszelkich teorii z eugeniką włącznie. I trudno się dziwić bo to jest Polityka a nie Postępy Biologii i wnioski są odpowiednie. Bo gdzie są granice naukowych wniosków z badań?
    Jak istotne są te wpływy w porównaniu? Pamiętam gdzieś ocenę: 80% geny, 20% środowisko. A może odwrotnie? Dlaczego brak tutaj tego ograniczenia? I czy są to wpływy kumulujące, czy raczej zanikające? I jaka jest tego stała czasowa? Pamiętam badania wykazujące, że przeżycie okresu głodu ma wpływ ale nie na potomstwo tylko na wnuki. Dlaczego?
    Ale podsumowując: Większość historii ludzkości to katastrofy wojny, głody i nieszczęścia. Jakieś 75tys lat temu przecież w zasadzie wyginęła. Na dodatek za najlepsze wychowanie uznawano do niedawna bicie, zamykanie w piwnicy i obowiązek całowania ojca w rękę i nie tylko. Gdyby wszystkie te fatalne przeżycia jakoś tam się kumulowały, ludzkość byłaby dzisiaj tylko kupą poskręcanych psycholi. A może i jest?
    Dlatego proponuję więcej ostrożności z wnioskami.
    P.S. przykro mi, ale Leo ma tutaj więcej racji niż Panek. Komentarze Leonida są zwykle najbardziej rzeczowe ze wszystkich. Zamęcza raczej ilością na każdy temat niż jakością.

  20. Woytek
    Mylisz wspomnienia z dzieciństwa z kodem genetycznym. Mam n.p. znajomych, którzy pamiętają, jak ich rodzice budzili się w nocy z krzykiem – śniły im się wtedy wydarzenia z okupacji, n.p. łapanki czy też pobyt w obozie koncentracyjnym. Ale oni nie przekazali tych okupacyjnych doświadczeń swym dzieciom przez DNA, a tylko je wychowując, a z kolei to przecież nic dobrego nie dało tym dzieciom ofiar niemieckiej okupacji słuchanie, jak ich rodzice krzyczą po nocach.
    Panek
    Dalej czekam na konkrety.
    Vera
    W jednym przypadku to może być 10% DNA a 90% środowisko, a w innym na odwrót. Wyciąganie średniej ma tu taki sam sens, jak obliczanie średniej ilość nóg u ssaków (wychodzi tu około trzech). Zgadzam się więc z tobą, że przesadą jest przywiązywanie zbyt wielkiego wpływu genów na zachowania potomków, podobnie jak ich lekceważenie. Biedę dziedziczy się bowiem po rodzicach, ale nie przez geny, a przez fakt bycia wychowanym w biednej rodzinie.
    I przepraszam, jeśli kogokolwiek zamęczam. To taki nawyk starego belfra (akademickiego, ale zawszeć belfra).

  21. OK, zakładając, że repetitio est mater studiorum, to komentarze niektórych uczestników są bardzo naukowe, przynajmniej w znaczeniu słowa nauka jako uczenie. 😉

  22. @leonid @panek

    Można też to ująć inaczej – leonid, czy jeśli rozwiniesz myśl z pierwszego komentarza do formy artykułu jakiekolwiek czasopismo z nauk biologicznych przyjmie je do druku i podda fazie recenzji?

  23. Tak jak w wierszu wielkiego poety :

    Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta
    Możesz go zabić – narodzi się nowy.
    Spisane będą czyny i rozmowy.

    Ten wiersz można odczytać tak :

    Nie bądź bezpieczny. DNA pamięta
    Możesz go zabić – narodzi sie nowy
    W nim są spisane czyny i rozmowy.

    Ten wiersz dedykuję wszystkich uczonym majsterkowiczom przy GMO i DNA

  24. @woytek
    Upatrywałbym tu raczej wpływu hitlerowców i komunistów, niszczące inteligencję

  25. @woytek

    „Żołnierze wracający z wojny sa złymi reproduktorami. ”

    Sęk w tym, że męskie hormony buzują właśnie po wygranych potyczkach/bataliach/meczach itd.

  26. bubekró
    10 lipca o godz. 18:33
    tak, ale to hormony gapiow na trybunach cyrku, albo ludzkich hien, ktore rzucaja sie na pobojowisko; innym pytaniem byloby, jaka role odgrywaja w naszym codziennym zyciu fetysze, n.p. za mundurem panny sznurem, bo ostrogi i szpicruty to juz dzisiaj raczej rzadko…

  27. gp
    Masz na myśli to: „Pamięć o dawnych urazach, prześladowaniu etc. NIE jest przekazywana przez geny, a przez kulturę: głównie rodziców oraz szkołę, czasem też i przez kościół. Wiadomo też, że dzieci z rodzin zamożnych na ogół radzą sobie lepiej w życiu niż te z rodzin biedaków, ale to nie ma przecież NIC wspólnego z DNA! Przecież amerykańscy „naukowcy” to z chęcią udowodnili by, że sukces w życiu NIE zależy od tego, w jakiej rodzinie się ktoś urodził, a tylko od genów danego osobnika.”?
    W amerykańskim piśmie nie miałbym szans (z wiadomych powodów), ale w rosyjskim czy chińskim, a nawet francuskim, to kto wie? Problem w tym, że artykuły naukowe potrafię pisać w zasadzie tylko po polsku i angielsku, ewentualnie hiszpańsku (kastylijsku i katalońsku) albo też po portugalsku oraz że nie mam stopnia naukowego z biologii a tylko z ekonomii i nauk politycznych. W polskich pismach nie ma sensu publikować, angielskojęzyczne są dla mnie zamknięte, z powodu mej krytyki anglosaskiej mentalności, a inne, których języki znam jako tako, też się dziś w zasadzie nie liczą. Przetłumaczysz mój artykuł na mandaryński?

  28. mpn
    Inteligencji (w znaczeniu warstwy społecznej) w Polsce nie zniszczyli zaborcy, nie zniszczyła jej Sanacja ani też naziści czy komuniści, ale skutecznie zniszczyły ją reformy zapoczątkowane przez Balcerowicza. Dziś polskiego inteligenta najłatwiej jest bowiem spotkać zagranicą a nie w Polsce.

  29. bubekró
    Polacy najczęściej przegrywali bitwy i wojny, a nawet jeśli je wygrywali (n.p. II WŚ czy też bitwy pod Lenino czy też o Monte C a s i n o), to były to zwycięstwa pyrrusowe. Poza tym, to z II WŚ zwycięsko wyszły de facto nie takie państwa jak Polska, ZSRR czy nawet USA, a Niemcy, Japonia i Włochy. Cud gospodarczy w USA wydarzył się bowiem w XIX wieku, w ZSRR i w Polsce w zasadzie nigdy, a w Niemczech, Japonii i Italii po II WŚ, formalnie przez te państwa przegrane

  30. DLACZEGO NA TYM BLOGU WYRAZ “C-A-S-I-N-O” JEST TREFNY?
    bubekró
    Polacy najczęściej przegrywali bitwy i wojny, a nawet jeśli je wygrywali (n.p. II WŚ czy też bitwy pod Lenino czy też o Monte C a s i n o), to były to zwycięstwa pyrrusowe. Poza tym, to z II WŚ zwycięsko wyszły de facto nie takie państwa jak Polska, ZSRR czy nawet USA, a Niemcy, Japonia i Włochy. Cud gospodarczy w USA wydarzył się bowiem w XIX wieku, w ZSRR i w Polsce w zasadzie nigdy, a w Niemczech, Japonii i Italii po II WŚ, formalnie przez te państwa przegranej.

  31. Byk
    Dziś mundury to już nie jest to, co dawniej, a panienek interesują jak zawsze dochody młodych byczków, a nie ich mundury czy też inne ostrogi czy szpicruty. Przed wojną oficer zarabiał tyle, że stać go było na styl życia wyższej klasy średniej – dziś oficer (może poza generalicją i admiralicją) to jest najwyżej średnia klasa średnia.

  32. Przyjmując teorię ewolucji jako pewnik , musimy przyjąć , ze ten boski geniusz DNA zapisywał wszystkie dobre doświadczenia osobników bioracych udział w prokreacji,
    aż doszedł do obecnych czasów w których władzę przejęli dewiańci, którzy ustanawiają nowe prawa niszczące naturalny ład ewolucyjny.
    Ingerencja w naturalny porządek rzeczy, arogancja prawników , narzucających nam pisanym prawem nienormalne stosunki między ludzkie, zostanie również przełożona na pamięć DNA.
    Jeżeli to DNA myśli , to jest zatrwożone nędzą polityków i prawników.

  33. Jeżeli to DNA myśli i zapisuje w swoim kodzie doświadczenia osobników cywilizacji zachodniej to jest zatrwożone arogancją polityków i prawników tej części świata.

  34. okres w ktorym dna(hormony?) „buzuje” jest zazwyczaj krotki i mimo rozwoju techniki (np in vitrio)moim zdaniem taki pozostanie(10 -22); w tym okresie rozgrywa sie najwazniejsza batalia demograficzna;
    a pan (inzynier 😉 ?) leonidas salonowy,pardon, blogowy, to w termopilach wygral, czy co?mam pana kotkiem nazywac? kici, kici?

  35. Szanownym dyskutantom przypominam, że te wszystkie efekty są dość subtelne. Oczywiście są medialne, bo po pierwsze stoją w sprzeczności z uproszczeniami podręczników, po drugie zaś, tylnymi drzwiami wprowadzają lamarkizm. Niemniej, klasyczny paradygmat genetyki, mówiący że cech nabytych się nie dziedziczy, wymaga tylko dodawania pewnych przypisów, a nie wyrzucenia do kosza.

    Choć owszem, myśl, że można kształtować czynniki dziedziczne bez laboratorium, jest bardziej pociągająca niż ta, że są one niezależne od naszych wysiłków.

  36. Byk
    Imię „Leonid” pochodzi od lwa (po łacinie „leo”, po starogrecku „λέων” czyli „leon” a po nowogrecku „λιοντάρι” czyli „liontari”), a więc to imię jest starsze niż bitwa pod Termopilami. 😉
    panek
    Przypominam, że dziedziczenie cech nabytych to jest czysty łysenkizm! 😉

  37. Od 10.38 mój wpis wisi do moderacji. Oto pierwsza część. Ciekawe, czy przejdzie:
    @by-k
    Zwykle dna nie buzują. Czasami spod dna słychać pukanie. To ci, dla których dno okazało się bez dna. Tyle, że wszystko z czasem powszednieje i idzie na dno z pokolenia na pokolenie. To właśnie jest dna. A poza tym to jeszcze istnieje viagra, choć sama nie buzuje ale w buzowaniu bierze udział.

  38. @Leonid
    A ja, rozumiem, jestem chłopem pańszczyźnianym…

    @woytek
    Nie pewnik, tylko paradygmat.
    „Przyjmując teorię ewolucji jako pewnik , musimy przyjąć , ze ten boski geniusz DNA zapisywał wszystkie dobre doświadczenia osobników bioracych udział w prokreacji,
    aż doszedł do obecnych czasów w których władzę przejęli dewiańci, którzy ustanawiają nowe prawa niszczące naturalny ład ewolucyjny.”
    Kompletny brak związku. Nie wiem, którą teorię ewolucji przejmujesz, bo to z ewolucjizmem nie ma nic wspólnego.
    „Ingerencja w naturalny porządek rzeczy, arogancja prawników , narzucających nam pisanym prawem nienormalne stosunki między ludzkie, zostanie również przełożona na pamięć DNA.”
    Ah, niech wrócą dawne święte czasy, gdy mediana przeżywynosiła 4 lata

  39. Mpn
    1. Co tu ma do rzeczy pańszczyzna?
    2. Poza tym, to: Przeciętne trwanie życia w Europie
    Rok (n.e.)/lata
    1 500 1000 1500 1700 1800 1850
    23.0 27.0 30.0 33.0 34.0 35.0 36.4

  40. Niezależnie to wszystkich teorii ewolucji jakie są i jakie powstaną to DNA jest w swym wymiarze Boskie, a ludzie żyjacy na tej ziemi pospolitymi arogantami i majsterklepkami, eksperymentujacymi w obszarach , w których bładzą jak dzieci we mgle.
    Czy powinni się tym zajmować ? Oczywiście, że powinni, ale wymagania etyczne przy tego rodzaju eksperymentach powinny wykluczać z tych badań szarlatanów i hochsztaplerów goniących za pieniądzem. Możliwe , ze epigenetyka otworzy ludzią oczy na problemy tak subtelne jak samo DNA.

  41. cassino

  42. @Leonid
    bo piszesz błędną nazwę. Prawidłowo jest Monte Cassino.
    Ten inny wyraz z jednym „s” być może występuje w licznym spamie 🙄

  43. Monte Cassino

  44. @Leonid
    powyżej podałem ci prawidłową pisownię, jest akceptowana.
    C-a-s-i-n-o kojarzy się amerykańskim filtrom jakoś niedobrze 🙄

  45. markot
    1. A co mnie obchodzi to, co się amerykańskim filtrom jakoś niedobrze kojarzy? Nie mieszkam od lat w USA nie jestem ani obywatelem USA ani nawet rezydentem tego państwa. Mam tylko US SSN, ale go od lat nie używam. Skandal, że na polskim blogu rządzą amerykańskie przesądy! 🙁
    2. Napisałem C a s i n o zamiast C a s s i n o, jako że mieszkam od lat w Portugalii, a tu, w odróżnieniu od sąsiedniej Hiszpanii, nie używa się w piśmie podwójnych liter. Na przykład w Portugalii mamy Vila Real, a w Hiszpanii mają Villareal.
    Woytek
    Masz o tyle rację, że obecnie bioinżynieria genetyczna przypomina to, co czynił uczeń czarnoksiężnika na znanym filmie Disneya opartym na balladzie Goethego i poemacie symfonicznym Dukasa (w wykonaniu orkiestry filadelfijskiej pod batutą samego mistrza Stokowskiego). I hope you know what I mean…

  46. @Leonid
    a co ma nieużywanie przez Portugalczyków podwójnych liter do prawidłowej pisowni nazw włoskich miejscowości?
    Przypuszczam, że w Portugalii także nie używa się ą, ę, ó, ż, ź i ć 🙄
    Czy zamierzasz również zaniechać?

    A w kwestii amerykańskich filtrów, to nie udawaj aż takiego Portugalczyka (w UE to kraj z najwyższym odsetkiem analfabetów 😀 )
    Było tu już wiele razy dyskutowane ubóstwo Polityki, która korzysta z gotowców WordPressu i nie jest w stanie umożliwić czytelnikom normalnego pisania bez wygibasów. Nawet słowo s-p-a-m jest trefne 🙄

  47. markot
    Zrozum, że w portugalskim nie ma podwójnych liter, stąd też pisząc na tym blogu, przyjąłem niejako „automatycznie” portugalską pisownię pewnych wyrazów, które mają podobną pisownię w językach wywodzących się z łaciny. Naprawdę, musisz się czepiać do dupereli? Popełniłem nieistotny błąd, a ty robisz z tego wielką aferę!
    2. Nie udaję Portugalczyka. Nie piszę, jak ten Hindus mieszkający w Szwecji „my Portugalczycy”, a tylko „u nas w Portugalii”, a to jest spora różnica! 😉
    (http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,18305763,Virpal_Singh__Do_momentu__kiedy_ludziom_sie_to_podoba.html?biznes=warszawa#BoxBizLink)
    3. Jak widać, rząd Portugalii podaje najbardziej prawdziwe dane dotyczące analfabetyzmu, jako że księgarni i punktów sprzedaży prasy jest w Portugalii więcej niż w Polsce (w przeliczeniu na ilość mieszkańców) oraz widuje się tu mnóstwo osób czytających książki czy też gazety. W Portugalii 95% ludności jest „czytata i pisata”, a dla porównania: średnia światowa to jest 84%, w Kosowie jest to 92%, na Malcie 93%, w Australii 96%, w Macedonii 97%, a w Rumunii, Hiszpanii, Izraelu (bez Palestyny z 96%), Austrii, Serbii, Bułgarii, Czarnogórze oraz Mołdawii 98%. Polska podaje ponad 99% (99,7%), ale to są tak samo zawyżone dane jak zaniżona jest w oficjalnych polskich statystykach stopa bezrobocia. Anyway, Malta jest też członkiem UE, a ma ona większy analfabetyzm niż Portugalia! Także: w Portugalii używa się takich liter jak n.p. „ó”a także „ç”. 😉
    4. OK, ale co z tego wynikło, że było tu już wiele razy dyskutowane ubóstwo Polityki, która korzysta z „gotowców” WordPressu i nie jest w stanie umożliwić czytelnikom normalnego pisania bez wygibasów? Co to za problem „spolszczyć” tego WordPressa? Przecież podobno mamy najlepszych informatyków na świecie! 😉

  48. @jotka,

    Dziękuję za podpowiedzi. Nt. biologii się nie wypowiadam, ale będę drążył:) Jeśli dobrze zrozumiałem, w psychologii otwiera to mozliwość, że nie dziedziczymy tylko biologicznych cech i potencjału przodków, ale też obciążeni jesteśmy ich przeżyciami (skądinąd ustawienia Hellingera właśnie to zakładają, a sama koncepcja jest starą mądrością ludową).
    Podziałała na moją wyobraźnię matematyczna strona zagadnienia. Być może ktoś zdoła kiedyś opisać geometrię fraktalną DNA .
    Pozdrawiam,

  49. @Leonid 14 lipca,

    Nie wiem, czy temat jest zgodny z metodologią naukową. Postrzegam naukę jako praktykę a nie doktrynę. Otwarcie, jakie niosą ze sobą opisane spostrzeżenia, wydają mi się niesamowite.

  50. Art63
    1. Przypominam raz jeszcze, że dziedziczenie cech nabytych to jest czysty łysenkizm!
    2. Przede wszystkim, to musimy wreszcie zacząć rozumieć, co jest zakodowane przez DNA. Na razie to jesteśmy na etapie poznawania liter tego „języka życia”, ale nie mamy większego pojęcia o jego gramatyce i słownictwie. Nie znamy go nawet na poziomie A1!
    3. Skąd te pomysły na temat fraktalnej geometrii DNA? Przecież teorie chaosu, fraktali etc. okazały się tylko szybko przemijająca modą…

  51. Art63
    Nauka jest metodą poznawania świata, a nie jakąś doktryną czy też praktyką. Doktryny mamy w polityce, filozofii czy religii (a nawet i w matematyce), a praktyka (n.p. w inżynierii, ekonomii czy medycynie) oparta powinna być na nauce, ale nie jest ona tożsama z nauką. Mam nadzieję, że się dość jasno wysłowiłem.

  52. I po co się tak żołądkować po próżnicy 🙄
    Nie czepiam się błędu, tylko absurdalnej argumentacji dla jego uzasadnienia.
    Przy okazji bowiem odkryłem, że „cassino” jest tu akceptowane, podczas gdy na niektórach blogach zbitka „a-ss” jest trefna.
    Napisałem: „nie udawaj Portugalczyka” w nawiązaniu do znanego powiedzonka z Grekiem w roli głównej, a nie dlatego, iż cię posądzam o nadmierną identyfikację z krajem aktualnego pomieszkiwania 😉
    A o poziomie alfabetyzacji Portugalczyków wiem co nieco, bo mam z nimi na co dzień do czynienia i znam ich opowieści sprzed całkiem niedawna (20-25 lat) o rodzinach, których nie było stać na autobus, którym dzieci mogłyby dojechać do szkoły. Bardzo wielu emigrantów wyjechało za chlebem i pracuje w zawodach, gdzie wystarczy umieć się podpisać.

  53. markot
    1. Ja sobie tylko żartuję. Patrz ikonka 😉
    2. OK. A Greka jest czasem dobrze udawać! 🙂
    3. No cóż, Portugalia do niedawna była wręcz przeraźliwie biedna, ale mimo to żyło się tam zawsze lepiej niż w Polsce (klimat i tanie wino!). Poza tym, to Portugalczycy szybciej się załapali w Unii i EEC, a więc zabrali nam oni te relatywnie wysokopłatne miejsca pracy w Szwajcarii i Luksemburgu, a więc tym samym została dla nas już w zasadzie tylko W. Brytania i Irlandia, z ich okropnym klimatem i jeszcze gorszym jedzeniem oraz marnymi zarobkami, jak na Europę Zachodnią. A jeszcze poza tym, to Polacy zagranicą pracują dziś na ogół w zawodach, w których nie trzeba umieć się nawet podpisać – wystarczy w nich biegłość w operowaniu zmywakiem i mopem… 🙁 I także: Portugalczyk może bez doznania szoku kulturowego i nauki języka wyjechać „za chlebem” do Brazylii, a ostatnio także i do Angoli. Polak za granicą zaś musi praktycznie zawsze zacząć od zera, czyli od nauki lokalnego języka – stąd też n.p. te „Polish jokes”, jakże wciąż popularne za „Wielką Wodą”… 🙁
    Pozdrawiam i dobranoc!

  54. @Leonid
    No skoro nie jestem inteligentem, to kim?
    Mediana przeżycia w średniowieczu: 4 lata.

  55. mpn
    1. Co rozumiesz przez „medianę przeżycia”? Skąd wziąłeś te 4 lata? Przecież w roku 500 n.e. średni wiek (mediana i dominanta są w tym przypadku praktycznie równe średniej), dożywany przez noworodka, wynosił około 27 lat, w roku 1000 n.e. wynosił on około 30 lat a w roku 1500 n.e. „aż” 33 lata!
    2. Jeśli nie mieszkasz w Polsce, to możesz należeć do warstwy inteligencji. Po prostu w Polsce nie ma już tej warstwy, jako że w Polsce tę warstwę skutecznie zniszczyły, wraz z polską nauką i polskimi wyższymi uczelniami, „reformy” Balcerowicza. Starzy inteligenci wymarli, ci w wieku średnim uciekli, tak jak na przykład ja, zagranicę (nie było bowiem i zresztą dalej nie ma dla nich pracy w Polsce), a nowego pokolenia inteligentów nie ma kto w Polsce wychować, a to z oczywistego z powodu braku inteligentów w Polsce.
    Pozdrawiam!

  56. @leo
    Komunizm to czas największego możliwego rozkwitu inteligencji (pracującej). Nigdy takiego już nie będzie. Dzisiaj wróciły czasy elity (= inteligencja + pogarda dla motło,chu (pracującego))

    To część mojego wpisu z wczoraj. Wisi do moderacji.
    Poza tym, jak zwykle Leo ma do powiedzenia więcej niż wszyscy możliwi dyskutanci na wszystkich możliwych blogach, z których go jeszcze nie wyrzucili. Wszystko według zasady, że ilość przechodzi w bylejakość

  57. @Leonid
    1)To, co się zazwyczja uważa za medianę. Choćby S. Kwiatkowski podaje 4 lata.
    Poza tym jeszcze na początku XX wieku śmiertelność okołoporodowa wynosiła mniej więcej 1/4, a nie 6/1000, jak teraz. Ale to się chyba ocenia dla żywo urodzonych.
    2)Czyli że jakbym był inteligentny, to bym wyjechał? Ciekawe. Analitycznie wywiedziony z założedń brak inteligencji 🙂

  58. Vera
    Mylisz komunizm z ustrojem PRLu, czyli kapitalizmem państwowym, ale nie o to tu chodzi (nawiasem: nazywanie ustroju PRLu „komunizmem” ma na celu zohydzenie idei komunizmu). Ale zgoda: czas największego rozkwitu polskiej inteligencji pracującej to były lata PRLu. Dziś mamy przecież w Polsce plutokrację, czyli rządy elity pieniądza z elementami ochlokracji (nie będę tego bardziej rozszerzać z wiadomych względów), a to oznacza przecież pogardę dla wszystkich ludzi pracy, także więc dla inteligencji (nie ma bowiem innej inteligencji niż pracująca).
    2. Ilość nie przechodzi automatycznie w jakość, a tylko zmiany ilościowe powodują zmiany jakościowe i to niekoniecznie na lepsze. 😉
    mpn
    1. Brak logiki u S. Kwiatkowskiego: gdyby nasi prapraprzodkowie przeżywali średnio 4 lata, to ludzkość by wymarła, jako że homo (podobno) sapiens osiąga swoją dojrzałość płciową najwcześniej w wieku kilkunastu lat.
    2. Oczywiście, że inteligentni ludzie z Polski dawno temu wyjechali. Tyle, że to jest reguła, od której są nieliczne wyjątki takie jak n.p. Ty! 😉 Ale takich jak Ty jest dziś w Polsce za mało, aby powstrzymać jej nieuchronny upadek do poziomu krajów III, jak nie nawet IV świata. 🙁

  59. Apropos logiki.
    Leonid, porachuj sobie średnią życia rodzeństwa (11 dzieci), w którym sześcioro umiera w kilka dni lub tygodni po porodzie, czworo po roku, jedno w wieku 5 lat, jedno – 20, a jedno – 60, zdążywszy urodzić kolejny tuzin.
    W rezultacie pandemii czarnej śmierci w Europie (XIV w.) nastąpił tak znaczny spadek liczby ludności, że dopiero po 150 latach populacja osiągnęła stan sprzed czasów zarazy.

  60. Sorry, dzieci było 13.

  61. markot
    W statystykach podaje się zazwyczaj tzw. „life expectancy” czyli „oczekiwaną dalszą długość trwania życia”, definiowaną jako średnią liczbę lat życia, jaka pozostała osobnikowi w danym wieku i z danej grupy. W szczególnym przypadku, przy wieku równym zero (czyli dla noworodka), oczekiwana dalsza długość trwania życia jest równa średniej długości życia w danej populacji.
    W czasach prehistorycznych ludzie dożywali od 30 lat (n.p. Neandertalczyk z Krapiny) do 35 lat (n.p. szkielety z Sima de los Huesos w Atapuerca). W starożytności człowiek 35-40 letni uważany był za człowieka starego. Średnia długość życia, a co za tym idzie „granica” starości na świecie bardzo wydłużyła się w XVIII, XIX oraz XX wieku, wraz z poprawą warunków życia, rozwojem medycyny oraz upowszechnieniem takich wynalazków jak np. kanalizacja i wodociągi a szczególnie spłukiwane ubikacje (WC), które podwyższały poziom higieny, oraz wynalezieniem szczepionek, które zapobiegały chorobom. W ciągu ostatniego stulecia dokonał się znaczny wzrost w zakresie oczekiwanej dalszej długości trwania życia ludzkiego. Jest to głównie wynik poprawy warunków bytowych i higienicznych, a także w rozwoju medycyny. Największe zmiany dokonały się w tym względzie w najbogatszych krajach świata. Przykładowo w 1900 roku średnia długość życia w USA wynosiła około 47 lat, a obecnie jest to około 81 lat, zresztą dokładnie tyle samo co na Kubie i w Polsce. W Indiach w 1950 roku średnia długość życia wynosiła około 32 lata, a w roku 2000 osiągnęła ona 64 lata zaś dziś 68 lat. Najdłużej żyją Japończycy (aż 87 lat) a najkrócej mieszkańcy Sierra Leone (tylko 46 lat, a więc prawie dwa razy krócej niż Japończycy).
    Więcej n.p. tu: https://pl.wikipedia.org/wiki/Oczekiwana_dalsza_d%C5%82ugo%C5%9B%C4%87_trwania_%C5%BCycia

  62. markot
    OK: 13 dzieci, z których sześcioro umiera w kilka dni lub tygodni po porodzie, czworo po roku, jedno w wieku 5 lat, jedno – 20, a jedno – 60. Liczę w latach: (6*0)+(4*1)+5+20+60=0+1+ 5+20+60=86/13=6.6
    Ale jaki ma sens takie wyliczenie? Żaden. Musiałbyś posiadać dane dotyczące wszystkich rodzin w danym kraju, aby taka statystyka maiła jakikolwiek sens… A tymczasem, to nawet dziś w biednych krajach nie rejestruje się urodzin i zgonów w najbiedniejszych rodzinach, a takich są w samych tylko Indiach miliony. A poza tym, to taka statystyka jest do niczego nie przydatna, w odróżnieniu od statystyk oczekiwanej dalszej długość trwania życia, które pozwalają n.p. na planowanie usług (n.p. medycznych) poszukiwanych przez starzejącą się ludność.

  63. @Leonid
    dlatego te wszystkie statystyki i oczekiwane długości życia są tak niewiarygodne. W Europie czy USA rejestruje się wszystkie narodziny i zgony, w innych krajach jest różnie. Czasem liczy się tylko tych, którzy osiągnęli piąty rok życia.
    Fakt, że w Japonii dożywa się średnio 87 lat (w Szwajcarii też prawie tyle) nie znaczy, że wszyscy dożyją tego wieku. Jest wielu stulatków, ale umierają też całkiem młodzi. Można mieć po prostu nadzieję.
    W krajach afrykańskich też się zdarzają starcy (Mandela itp.) ale umiera tak dużo młodych (AIDS, malaria, ebola) że psują całą statystykę 🙁

  64. markot
    Widać od razu, że nie znasz i nie rozumiesz tym samym statystyki, jako że mylisz wartość oczekiwaną, której dość dobrym estymatorem jest w tym przypadku średnia arytmetyczna, z aktualną wartością parametru „ilość przeżytych lat” dla konkretnej osoby. Nie rozumiesz nawet czym jest średnia, tu konkretnie średnia arytmetyczna. 🙁
    Jeśli ja zarabiam tysiąc funtów na miesiąc, a mój szef zarabia ich na miesiąc milion, to średnio zarabiamy po 500500 funtów na miesiąc, ale żaden z nas dokładnie tyle nie zarabia!
    Poza tym, to w RPA było zawsze, przynajmniej w XX wieku, sporo osób w wieku ponad 80 lat, w tym nie tylko wśród białych. Na dodatek statystyki przeżywalności w RPA psują głównie chorujący na AIDS, ale o tym się nie mówi i nie pisze, gdyż nie jest to dziś poprawne politycznie! 🙁

  65. @Leonid
    jak to dobrze, że ty rozumiesz wszystko, ale o ile pamiętam, to statystykom i tak nie wierzysz.
    I po co to całe trucie i mędzenie o poprawności politycznej, skoro powtarzasz za mną o umierających na AIDS, co psują statystykę.
    Myłlisz, że ja to sobie wysysam z palca, skoro się o tym „nie mówi i nie pisze”?
    Nie masz lepszego zajęcia?

  66. markot
    O co ci chodzi? Poza tym, nudzę się na emeryturze. 😉

  67. @Leonid
    Jak Ci się nudzi, to Wikipedię poedytuj 🙂

  68. mpn
    Chciałem się tym zająć, ale mafia „wikipedystów” skutecznie mi to z głowy wybiła, jako że mam poglądy nie zawsze „poprawne politycznie”.

  69. Sęk w tym, że wikipedia służy do prezentowania wiedzy, a nie poglądów. I to wiedzy już gdzieś opublikowanej, a nie wiedzy kogoś, kto wie lepiej.

  70. panek
    Nie ma jednej, jedynie słusznej wiedzy, szczególnie zaś w naukach społecznych. Ja nie chciałem prezentować na Wikipedii mych własnych poglądów, a tylko różne kierunki w myśli ekonomicznej, n.p. w odniesieniu do takich zjawisk jak bezrobocie, cykle ekonomiczne, inflacja, deflacja oraz długi: zagraniczny i rządowy. Niestety, ale Wikipedia, szczególnie zaś ta polsko- i angielsko-języczna uznaje w teorii ekonomii w zasadzie tylko ortodoksyjny, akademicki neoklasycyzm, stad też moje propozycje przedstawienia innego stanowiska niż owo ortodoksyjne kończyło się z reguły tym, że odbierano mi możliwość edytowania Wikipedii, mimo że to, co pisałem, było nie moimi wymysłami, a tylko przedstawieniem poglądów innych niż owa akademicka, neoklasyczna ortodoksja. 🙁

  71. Jeżeli było to opisane zgodnie z zasadą weryfikowalności, tj. podałeś źródła, z których zaczerpnąłeś informacje, to nie powinno to być usuwane. Chyba że naruszona została waga, czyli podałeś coś bardzo niszowego. Tak jak w artykule o Ziemi nie ma nawet wzmianki o współczesnych zwolennikach jej płaskości, choć źródła na ich istnienie dałoby się pewnie znaleźć, a np. hasło o niszowej i mającej marginalną zauważalność w praktyce medycznej naprotechnologii zostało mocno poobijane w dyskusjach nad tym, czy powinno zostać zachowane czy nie i wcale nie ma pewności, że kiedyś wreszcie nie wyleci.

  72. @Leonid
    To nie edytuj w polityce, tylko w czymś naukowym. Nie wiem, na czym się znasz, ale pewnie coś technicznego.

  73. mpn
    Edytowałem w ekonomii, historii myśli ekonomicznej i historii gospodarczej, a to są przecież nauki. Społeczne, ale jednak nauki.
    panek
    Powoływałem się na poważne źródła, w tym prace takich ekonomistów jak n.p. J.K. Galbraitha, L. Thurowa czy też Ernsta Mandela (nie mylić z Nelsonem Mandelą). I nie chodziło tu coś niszowego, a o to, że zdaniem wielu ekonomistów gospodarka światowa znajduje się od lat 1970. w długotrwałej recesji, na co są także dane statystyczne, które ja przytaczałem, i to według takich źródeł jak n.p. roczniki CIA. Po prostu Wikipedystki nie uznają żadnej krytyki kapitalizmu w hasłach ekonomicznych, a nawet nie pozwalają na wstawianie informacji o tym, że nawet zdaniem wielu poważnych, zachodnich ekonomistów, gospodarka światowa znajduje się od ponad 30 lat w długotrwałej recesji. Oczywiście, można się z taką tezą nie zgadzać, ale przecież nie można usuwać, i to bez śladu, wzmianek o niej! Niestety, ideologia, tu konkretnie skrajnie prawicowa, neoliberalna, zwyciężyła naukę na Wikipedii, przynajmniej jeśli chodzi o naukę ekonomii. No cóż, Wikipedia jest przecież amerykańska, a to wiele wyjaśnia… 🙁

  74. @Leonid
    Tak, na pewno Amerykanie rozumieją cokolwiek z tekstów, które zamieszczasz po polsku.

  75. mpn
    Edytowałem nie tylko na polskojęzyczną Wikipedię. Poza ty, to sporo Amerykanów rozumie język polski. Więcej, niż ci się wydaje…

  76. Wywołany do tablicy (po uskutecznieniu wpisu na temat dziedziczenia pozagenetycznego https://nicprostszego.wordpress.com/2015/08/26/dziedzicznosc-pozagenetyczna-prowadzi-na-manowce/, który to wpis nie był jednak inspirowany powyższym tekstem), odpowiadam.

    Z miejsca podkreślić muszę, że swoje zdanie na temat tego, czy dziedziczność epigenetyczna jest zjawiskiem prawdziwym – i co w ogóle należy rozumieć przez dziedziczność epigenetyczną w pierwszej kolejności – wyjaśniłem już w niedawnych poście na nicprostszego. Tutaj nie dodam więc niczego, czego już by tam nie było. O wielu (wszystkich?) aspektach wspomnieli zaś też niektórzy moi przedmówcy.

    Pomimo tego, że prasa zarówno codzienna jak i popularnonaukowa definiuje często dziedzicznie pozagenetyczne w taki sam spobós, jak autorka, moim zdaniem w sytuacjach takich, jak tutaj opisana, nie mamy do czynienia z – w ścisłym sensie – dziedziczeniem. O dziedziczeniu – znowuż, moim zdaniem, chociaż zdanie to podziela bardzo wiele osób – można mówić wówczas, gdy nabyta cecha przekazywana jest potomkom przez wiele, wiele pokoleń.

    W prasie naukowej pojawia się w ostatnich latach coraz więcej badań pokazujących, że wpływ środowiska na rodzica ujawnia się w ten czy inny sposób u potomstwa. U siebie na blogu wyjaśniałem, że w zasadzie dopóki to „ujawnienie się” nie zostanie opisane dla pokolenia prawnuków, to mówienie o tym, że cecha nabyta utrwaliła się na tyle, by móc być dziedziczoną, jest wnioskiem wyciągniętym bardzo na wyrost.

    To powiedziawszy, zaznaczyć muszę, że jest tylko garstka badań pokazujących takie „dziedziczenie” w pokoleniu wnuków, i wszystkie te badania są na gryzoniach. Jedyne badania tego typu u ludzi oparte są na historycznych danych dotyczących po pierwsze jakości życia, a po drugie pomiarów fizjologicznych. Nawet zatem jeśli podejrzewamy, że coś jest na rzeczy, te akurat badania wiele nam nie wyjaśnią: bo to, że wnuki mężczyzn, którzy w dziedziństwie mieli lepszą dietą, są bardziej podatne na cukrzycę, może być jakimś tam hipotetycznym nieudowodnionym efektem epigenetycznym. Ale równie prawdopodobne jest to, że mężczyźni ci mieli lepszą dietę, bo pochodzili z bardziej zamożnych rodzin, co z kolei wpłynęło na dietę ich dzieci i wnuków i mogło w skrajnych wypadkach prowadzić do problemów z cukrzycą. Co jest bardziej prawdopodobne: wydumany efekt epigenetyczny, czy dość oczywisty efekt na płaszczyźnie społecznej? Oceńcie sami.

    Wszystko to nie oznacza oczywiście, że zjawisko dziedziczenia epigenetycznego nie zachodzi. Póki co jednak pozostaje bardzo ciekawą i kuszącą, ale jednak nieudowodnioną hipotezą. Jeśli pojawią się badania ją potrwierdzające, będę pierwszą osobą odszczekującą to, co napisałem. Ale dodam od razu, że będą to musiały być badania bardziej przekonywujące niż asocjacja ekspozycji dziadków na jakiś czynnik z fenotypem potomstwa – to jest zaś doświadczenie z kategorii zdobywającej Nagrodę Nobla, więc jeśli komuś się powiedzie, na pewno o tym usłyszymy.

    Na koniec chciałbym jeszcze podkreślić ciekawostkę nazwijmy to nomenklaturową. Wiele osób mówiąc o dziedziczeniu epigenetycznym często nazywa je dziedziczeniem cech nabytych. To doprowadza to utożsamiania teorii dziedziczenia epigenetycznego z lamarckizmem w najlepszym wypadku, a z teorią inteligentnego projektu w najgorszym.

    Warto jednak zaznaczyć, że każda nowa cecha jest z definicji nabyta. Być może pewnego dnia u kogoś zajdzie mutacja dająca różowy odcień oczu. Albo niebieskie włosy. Albo jeszcze coś innego w ten deseń. Potomkowie osoby z taką mutacją odziedziczą ją w ramach normalnego staroświeckiego dziedziczenia genetycznego. Czy jednak oznacza to, że cecha ta nie jest „nabyta”?

  77. @nicprostszego
    Dzięki. czyli, tak, jak przypuszczałem, coś jest na rzeczy, ale bez rewolucji. W międzyczasie jeden z komentatorów dostał bana za co innego, więc oddam mu, że jak widać w tym zakresie miał nieco racji, studząc zbyt daleko idące wnioski.

css.php