Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
niedowiary - blog (szalonych) naukowców niedowiary - blog (szalonych) naukowców niedowiary - blog (szalonych) naukowców

23.01.2012
poniedziałek

Szpinakowe śledztwo

23 stycznia 2012, poniedziałek,

Pewnie każdy słyszał historię o pomyłce przy określeniu zawartości żelaza w szpinaku. Ja pierwszy raz w liceum na lekcji chemii jako przestrogę przed nieuważnym podawaniem wyników. Trafiałem na nią od czasu do czasu, zwykle w kontekście pouczającej anegdoty, nieraz z rozbudowanym tłem, jak to jeden błąd może wpłynąć na kulturę i losy tysięcy, jeśli nie milionów katowanych niecierpianą potrawą dzieci.

Tak więc w kulturze krążą dwie historie: pierwsza – to nielubiana przez dzieci potrawa, ale trzeba ją jeść jako bardzo dobre źródło żelaza, druga – to nieprawda wynikająca z pomyłki przy wstawianiu przecinka dziesiętnego. Pierwszą słyszałem w głębokim dzieciństwie, ale racji kryzysu (takiego prawdziwego, a nie tego obecnego) późnego PRL nie za bardzo miałem okazję się sam o tym przekonać. Szpinak poznałem już jako nastolatek i w istocie, w klasycznej polskiej stołówkowej wersji rozgotowana ciapa nie była szczególnie atrakcyjna, ale i ja już wyrosłem z wybrzydzania. Dopiero w dorosłym życiu dzięki poznaniu kuchni śródziemnomorskiej poznałem lepszą stronę szpinaku. Informacja o bogactwie żelaza wciąż gdzieś w tekstach kulinarnych krąży, ale na marginesie. Wszyscy już przyzwyczaili się, że informacje podawane przez dietetyków o walorach zdrowotnych poszczególnych pokarmów są tak sprzeczne, że nie ma się co do nich przywiązywać, ewentualnie wybierają wersję wygodniejszą (np. że masło jest zdrowsze od margaryny albo odwrotnie). W tekstach kulinarnych, nawet w poradnikach silących się na popularnonaukowe, rzadko pojawiają się odnośniki do źródeł naukowych (zbytkiem uźródłowienia jest slogan „według badań naukowców”). Druga jednak historia wygląda na bardziej obiecującą pod tym względem. Gdy mówi się o przecinkach dziesiętnych, o iluśtamprocentowym wzroście spożycia szpinaku w USA w którejś tam dekadzie, to jakieś publikacje muszą być. Nikt się na nie powołuje na wykładzie czy w kuluarowej rozmowie naukowców, ale w razie potrzeby da się je odszukać. Nikt się nawet nie powołuje w tekście pisanym, bo nie uźródławia się informacji trywialnej, powszechnie znanej, a do takiej kategorii przecież ta historia należy, czyż nie?

Ostatnio pisałem o obowiązującej w Wikipedii zasadzie weryfikowalności. Sama Wikipedia jest mało wiarygodnym źródłem, ale zawarte w niej informacje powinny być uźródłowione publikacjami wiarygodnymi. Zatem kiedyś chcąc się przywołać historię pomyłki, zerknąłem do Wikipedii i owszem, znalazłem źródło. Źródłem jest publikacja T.J. Hamblina „Fake” z 1981 r. opublikowana nie w pierwszym lepszym poradniku kucharskim, ale w British Medical Journal. Ponieważ publikacja ta jest dostępna w Internecie, dla przyzwoitości do niej nawet zaglądnąłem. Trochę mnie rozczarowała, bo skupiona była raczej na mistyfikacjach typu człowiek z Piltdown czy upiększaniu wyników jak w doświadczeniach Mendla, a szpinakowej pomyłce poświęcono tylko kilka zdań we wstępie. Anglosaska wersja tej historii wiąże ją ponadto z komiksem Popeye, którego tytułowy bohater miał jeść szpinak, aby brać siłę z zawartego w nim żelaza. To związek ikony popkultury z żelazem zawartym w szpinaku miał odpowiadać za 33-procentowy wzrost jego spożycia w okresie kryzysu i niedoboru mięsa. Zasadę WP:WER to wyczerpało, poszperałem jeszcze nieco w sieci, ale nie znalazłszy niczego lepszego uznałem, że nie potrzebuję więcej i do sprawy nie wracałem. (Swoją drogą mogłem, bo skądinąd sam badam zawartość m.in. żelaza w tkankach roślin i rozrzut wyników, który potrafi sięgać rzędu wielkości w obrębie roślin tego samego gatunku, mógł mi się z czymś skojarzyć i dać do myślenia.)

Podobnie jak ja postępowało pewnie jeszcze wielu (pod warunkiem, że w ogóle próbowali weryfikować tę niby trywialną informację). Tak samo postąpił Mike Sutton, brytyjski kryminolog, po tym, jak użył tej anegdoty na konferencji poświęconej błędnym danym. Sutton oczywiście też sięgnął do Wikipedii, do której wiarygodności ma zrozumiałe zastrzeżenia, ale którą wykorzystał do odnalezienia źródła informacji, czyli artykułu Hamblina. No i utknął w tym samym miejscu, co ja. Był jednak w mniej komfortowej sytuacji, bo potrzebował lepszego źródła. Wszystkie poszukiwania, jeżeli w ogóle prowadziły dokądkolwiek, prowadziły do Hamblina. Ostatecznie więc skontaktował się z nim. Niestety, Hamblin, zapewniając że oczywiście w momencie pisania artykułu miał wiarygodne informacje, zapomniał, skąd je właściwie wziął. Jego artykuł miał być lekkim esejem świątecznym bez nadmiaru bibliografii. W czasie poszukiwań Sutton trafiał na kolejne mutacje memu pomyłkowego, z których najbardziej odległa sugerowała, że być może nie chodzi o miejsce dziesiętne zapisu, ale o różnicę w masie suchej i świeżej. Jednakże nikt nie był w stanie podać oryginalnych publikacji, choć pojawiały się tak twarde dane jak nazwisko chemika, który się pomylił (ale okazało się, że krążą co najmniej dwa autentycznych niemieckojęzycznych badaczy, czasem z mutacjami w zapisie, plus informacja, że to pomyłka pomocnika), data odkrycia pomyłki, procentowy wzrost spożycia szpinaku (co ciekawe – równo o jedną trzecią, tak pięknie jak w podrasowanych wynikach Mendla) i tytuł komiksu. Sutton tyleż zdesperowany, ile zafrapowany zaczął sięgać do dostępnych trudniej niż przez Google Scholara publikacji. Pierwszą naukową potwierdzająca tę historię rzeczywiście był artykuł Hamblina z 1981 r. Natomiast wśród publikacji podających zawartość żelaza w warzywach wartości u różnych badaczy się różniły nieraz znacznie (co mnie nie dziwi z racji własnych doświadczeń). Wśród nich praca niejakiego McKillopa (1916) powiela tabelę Bungego, który wśród źródeł żelaza w pokarmie wymienia „szpinak i inne zielone warzywa”. (Skądinąd Bunge ponoć pomylił się w oznaczeniu zawartości żelaza w hemoglobinie.) To może być początek historii o nadzwyczajnej wartości szpinaku, gdy ktoś powielający informację zapomina o „innych zielonych warzywach”. Kolejna amerykańska publikacja na ten temat wyszła właśnie w latach 30 XX w., czyli w czasach, gdy już miał działać efekt propagandy, ale była niejasna, czy podaje zawartość w suchej, czy świeżej masie. Wkrótce więc wydano publikację wyjaśniającą. Mniej więcej jednocześnie odkryto, że zawarte w szpinaku żelazo jest w większości nieprzyswajalne. To z kolei dało okazję do dziennikarskich odkryć, że katowanie nim dzieci było niepotrzebne. Tyle tylko, że Popeye w całej serii odcinków nigdy nie zachwalał szpinaku jako źródła żelaza, lecz witaminy A.

Tak więc wszytko wskazuje, że historia o pomyłce z przecinkiem jest przykładem Radia Erewań. Ironią losu jest fakt, że silnie do jej rozprzestrzenienia przyczynił się artykuł o… naukowej nierzetelności.

A artykuł Suttona w Internet Journal of Criminology przeczytałem, ale zamieszczonej bibliografii nie sprawdziłem. Skoro jest opublikowany w piśmie naukowym musi być rzetelny, no nie?

Piotr Panek

Fot. Kard z filmu „Little Swee’ Pea” (1936)

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 22

Dodaj komentarz »
  1. Wszystko to fantastyczne drogi autorze ale nie wyjaśnia jeszcze kwestii tego czy ma ten szpinak to żelazo czy też nie? I czy przyswajalne? Innymi słowy dla zdrowia jem czy li tylko dla przyjemności.

  2. Historia oświadczeń naukowców na temat szkodliwości lub cenności potraw i ich składników bazowych dowodzi,że treść tych oświadczeń ma taką samą postać i wartość jak każda informacja publicznego przekaźnika.Chcesz wyjść na durnia to czytaj, lub słuchaj tych oświadczeń i wierz im.

  3. Jest jeszcze parę takich historii. Nie udało mi się na przykład znaleźć jednej wersji tego, skąd wzięła się bzdura o tym, że wykorzystujemy 5% mózgu. Znalazłem informację że brała się z porównania siły impulsów elektrycznych, wykrywanych dla mięśni przez skórę i dla mózgu przez czaszkę. inna podawała że arbitralne twierdzenie pojawiło się w książkach na temat rozwoju duchowego, w innej wersji pierwotnie mało chodzić o procentowy udział świadomości w życiu umysłowym (że reszta do podświadomość).
    A o szpinaku krążą jeszcze inne mity, na przykład, że zamienia się w krew:
    http://nowaalchemia.blogspot.com/2011/11/szpinak-w-zyach.html

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Szpinak ma żelazo (wszystko, co żyje ma trochę żelaza). Konkretnie, ma tak mniej więcej 2-3 mg Fe na 100 g świeżej masy i 10-20 razy więcej na 100 g suchej masy.
    Przyswajalna jest z kolei mniej więcej ćwierć tej ilości.

    Natomiast co do jedzenia dla zdrowia czy przyjemności to:
    Po pierwsze – pomijając karmelki czy czystą wódkę ? niemal każdy produkt spożywczy ma złożony skład chemiczny, w którym są substancje „zdrowe” i i „niezdrowe” – oczywiście w różnych proporcjach. Przy założeniu, że żelazo jest tą zdrową, to szpinak go ma nie tak znowu mało (porównywalnie z wołowiną, choć nieco więcej, ale porównywalnie też z „innymi zielonymi warzywami”). Z drugiej jednak strony ma też dużo szczawianów, które mogą powodować powstawanie kamieni nerkowych itp.
    Po drugie, nie jest takie oczywiste, że jedzenie dużych ilości żelaza jest takie zdrowe. Oczywiście, jego brak powoduje anemię, ale większość ludzi w miarę normalnie się odżywiających nie ma anemii. Ludzie nieraz tracą trochę krwi, ale nie dostają od tego zaraz anemii. Kobiety tracą ją co miesiąc, a i tak często są zdrowsze od mężczyzn (niektórzy stawiają hipotezę, że właśnie dlatego, ku czemu przesłanką ma być to, że od menopauzy ta przewaga maleje – sam nie oceniam tej hipotezy).
    Po trzecie, nieco związane z pierwszym, szpinak ma dużo witamin (wspomnianej wyżej A, ale też innych), więc nawet gdyby prawie nie miał żelaza, i tak byłby dobrym źródłem mikro- i makroelementów. Należy jednak pamiętać o drugim, bo witaminy, z A na czele, to dobry przykład, że co za dużo, to niezdrowo.
    Po czwarte, przyswajalność zależy od różnych czynników. Mało kiedy zjada się coś samo ze sobą. Istnieją różne przepisy kulinarne, które mają zwiększać przyswajalność zawartego w szpinaku żelaza i wapnia, a zmniejszać szkodliwość szczawianów. (Na pierwszym miejscu jest po prostu obróbka termiczna, która za to może zmniejszać dostępność witamin). Np szpinak dość często miesza się z nabiałem. Niestety, nie mam pojęcia, które z tych przepisów naprawdę mają jakiś sens fizjologiczny i biochemiczny, a które są dyrdymałami porównywalnymi z dietą „dostosowaną” do grupy krwi czy znaku zodiaku.
    Po piąte, to, co dla jednego jest zdrowe lub nieszkodliwe, dla drugiego może być szkodliwe (np. ktoś mający problemy ze szczawianami w nerkach czy stawach nie za bardzo powinien obżerać się szpinakiem). Szpinak, jak prawie wszystko, może być alergenem.

    Tak czy inaczej, ja szpinak jem dla przyjemności.

  6. Też jem dla przyjemności i nie wyłącznie szpinak. Problem jednak jest dość powszechny. I nie tylko w zaleceniach dietetycznych. Zbyt często rozpowszechniają się jakieś paradygmaty, które bez weryfikacji większość uważa za dawno i bezwzględnie udowodnione. Nie ma konieczności dowodzić ich powtórnie. I tak leci… Miliony, no może setki powtarzają bzdury gdzieś zasłyszane z czystej naiwności lub nawet z pełną świadomością hipokryzji.
    Z poważaniem W.

  7. @Wojtek 1942

    Wydaje mi sie, ze te paradygmaty sa wynikiem prokrastyncji naukowcow i nie maja nic wspolnego z naiwnoscia albo hipokryzja ludzi, ktorzy tylko powtarzaja uslyszane w jakims „wiarygodnym” zrodle (mam na mysli gazete, telewizor itp.) informacje.

  8. Istotne są moim zdaniem powody, które skłaniają ludzi do wyboru produktów żywnościowych. W FMCG istnieje trend przedstawiania jedzenia jako sprawy kluczowej dla dobrego zdrowia i powoływania sie na naukę jako na autorytet. Nauka występuje tu w słuzbie propagandy. Dokładne badania i ustalenia nie leżą w interesie reklamodawców. Papay jest żywym dowodem na działanie szpinaku, po co wnikać w szczegóły?:)

    Jeszcze sto lat temu obecne były w żywieniu trendy duchowe: np. bułka Grahama (haryzmatycznego kaznodzieji) została wypromowana na rozwoju duchowym, jaki ponoć powodowała. Dziś to nie działa, chyba że w sektach.

    Następnym krokiem będzie moim zdaniem przedstawianie żywności wprost jako leku, jak to się już dzieje w przypadku jogurtów. Nauka przyda sie tu ze swoim autorytetem.

  9. Nauka swój autorytet w sprawie choćby jogurtu jako leku ma, ale dopóki w USA ktoś tego autorytetu nie użył w sądzie, dopóty tamtejszy oddział firmy nabiałowej reklamował je jako niemal lekarstwa. O tym, jak autorytet nauki bywa traktowany (w tym ignorowany) ciekawie napisał Edwin Bendyk niedawno przy nieco innej okazji tam:http://www.polityka.pl/nauka/czlowiek/1522923,1,czy-spoleczenstwo-to-fikcja.read

  10. Można karmić dzieci korzystając z autorytetu nauki. Można korzystając z usmiechu babci albo surowego zmarszczenia brwi ojca.
    A można z przebiegłości węża. Co mi dzieci wypomniały już będąc dorosłe.

    Każdy wie, że największym przysmakiem dzieci jest tran. Taki w postaci „czystej” czyli pity łyżeczkami prosto z butelki. Dzieci wprost zabijają się aby dopchać się do owej butelki a moment, w którym rodzice przystępują do AKTU UDZIELENIA ŁYŻECZKI TRANU jest najważniejszym momentem tygodnia.
    Sam nie lubiłem tranu, z dobrym chlebkiem czy bez, z solą czy bez,- tran był wstrętny. Piłem go, bo rozumiałem, że jak każe „lekarstwo”, z definicji „ma prawo” być wstrętny w smaku. Za to ja będę silny. No to krzywiłem się i piłem te łyżki tranu. Który chłopak nie chciał być silniejszy i móc dołożyć innemu, a to było (przynajmniej w mojej głowie) jakoś tam zawarte w „obietnicy tranu.”
    Mając własne dzieci opracowałem też ulepszoną strategię. Tran został podniesiony w domu do poziomu NAJWIĘKSZEJ WYOBRAŻALNEJ NAGRODY. Lekcję Marka Twaina odrobiłem na piątkę. Biedne dzieci poddane zostały praniu mózgów i rzeczywiście udało się mi przekonać je o konieczności nadzwyczajnych wysiłków w grzeczności i pilności w nauce aby „móc zasłużyć” na łyżeczkę tranu w nagrodę.
    Mając ponad dwadzieścia lat, w wesoły sposób, ale jednak z nieukrywanym żalem do mnie, kilkoro z nich wypomniało mi moje makiaweliczne postępowanie. Powiedzieli, że nigdy nie smakował im ten tran, ale go pili, bo „skoro to miały być takie małmazje” to uważały, iż to z każdym z nich musi być coś nie tak, skoro tego jakoś nie czują na języku.

    A szpinak z jajkiem sadzonym i ziemniaczkami plus zsiadłym mlekiem to zarówno dla mnie jak i dla dzieci kwintesencja pysznego obiadku. Tym razem bez prania mózgu.

    Czy aby napewno? 😉

  11. @zza kałuży:)

    Miałem przez chwilę wyrzuty sumienia, bo bedąc człowiekiem skłonnym do używek i w obawie o genetyczne obciążenie mojego syna postanowiłem go immunizować podając mu od najmłodszych lat różne trunki i tłumacząc to w stylu francuskim: ktoś, kto nie potrafi sie rozkoszować potrawami i napojami jest ogólnie mało inteligentny.

    Ale przy Pańskim wyczynie moja retoryka blednie: przedstawił Pan karę jako nagrodę!
    No i ta ostania linia – „perception is reality:)) Zbiłby Pan fortunę w marketingu:)

  12. @zza kałuży.
    Tak troszkę przewrotnie: nie masz wyrzutów sumienia z powodu oszukiwania dzieci czy raczej cel był nadrzędny?
    Z poważaniem W

  13. Tak jak wspomnial juz panek zelazo ze szpinaku jest przyswajane dla ludzi w malej tylko czesci. Do rozterek moge dodac tylko, ze szpinak ma za to duzo przyswajannego wapnia taj jak wiele ciemno zielonych warzyw oraz wit. c i magnez…

  14. Art63 27 stycznia o godz. 14:57
    „perception is reality:))”
    Zamiast poduszeczki mama w kołysce podkładała mi pod główkę „????????”.

    „Zbiłby Pan fortunę w marketingu:)”
    A jeden z moich poprzednich szefów powiedział mi, że się nie nadaję do pracy w dziale sprzedaży z powodu mojej uczciwości…;-)

  15. podkładała mi pod główkę „Państwo”. Greckie litery coś zjadło…

  16. Wojtek 1942 27 stycznia o godz. 15:37
    „nie masz wyrzutów sumienia z powodu oszukiwania dzieci”
    Oszukując z tym tranem? Najmniejszych.

  17. Aha, właśnie odkryłem, że coś bardzo podobnego – nawet z podobnym tytułem – napisała pół roku temu Renata Szymańska w Wiedzy i Życiu. Ponieważ WiŻ czytuję nieregularnie, akurat tego nie wiedziałem.

  18. szpinak szpinakiem a w miedzy czasie okazało się ze tutaj, nasi naukowcy bajerowali nas w sprawie Globalnego Ocieplenia. Stosując metody typowe dla księży i religii.
    To jak im teraz wierzyć choćby w sprawie szpinaku ?

    W oparciu na więcej niż 30 000 stacji pomiarowych, potwierdzono ze zwyżka temp na Ziemi skończyła się 15 lat temu w 1997r.
    Dane te podane zostały bez wielkich fanfar w ostatnim tygodniu przez Met Office i University of East Anglia Climatic Research Unit (specjaliści od „hockey stick”

    http://blogs.telegraph.co.uk/news/jamesdelingpole/100133247/children-just-arent-going-to-know-what-sun-is/

  19. ciekawostka z 18 stycznia 2012,
    Storm brings snow to Sahara Desert
    http://www.9news.com/news/sidetracks/243326/337/Storm-brings-snow-to-Sahara-Desert

    początek ~15 sek reklama

  20. Po pierwsze – tak czy inaczej, ostatnie piętnastolecie jest najcieplejszym piętnastoleciem od czasu rozpoczęcia pomiarów. Podobne okresy stabilizacji czy nawet odwracania trendu już były, co nie zmienia faktu, że od połowy XIX w. do teraz jest trend zwyżkowy. Ostatni rok też z latami 1998 i 2005 konkuruje o rekord.
    Po drugie, ryzykownie jest powoływać się na autora notki, który zdanie „Jest 8% szansy, że aktywność Słońca spadnie do poziomu minimum Maundera” relacjonuje: „Jest 92% szansy, że aktywność Słońca spadnie do poziomu minimum Daltona albo jeszcze niżej”.

  21. Sytuacja z ociepleniem jest podobna do tej z żywnością. Istnienie zmian klimatycznych jest związane z handlem prawami do emisji a to spory obrót.
    Gdyby np. naukowcy ustalili dziś, że ocieplenie jednak nie następuje, to bankom by się to nie spodobało.

  22. Nadużywając nieco praw gospodarza, bez związku z tematem wpisu zapraszam na spotkanie z okazji Światowego Dnia Mokradeł (to dziś), które odbędzie się w najbliższą sobotę w Warszawie. Szczegóły:
    http://bagna.pl/CMS/

  23. @Adam2222
    Niech Pan nie wierzy w to co donosi brukowiec o wynikach pracy naukowców, to kompletnie zmyślona historia, po prostu oszukańczy tekst opublikowany przez nieetycznego dzinnikarza, kopiowany masowo przez innych. Praca która rzekomo w artykule jest referowana przynosi zupełnie inne wnioski. Jedno z dementi i informacja o tym jakich informacji autorzy artykułu naukowego udzielili dziennikarzowi i co on z tym zrobił jest np. tu:
    http://metofficenews.wordpress.com/2012/01/29/met-office-in-the-media-29-january-2012/
    Wyjątki:
    :This article includes numerous errors in the reporting of published peer reviewed science undertaken by the Met Office Hadley Centre and for Mr. Rose to suggest that the latest global temperatures available show no warming in the last 15 years is entirely misleading.
    Despite the Met Office having spoken to David Rose ahead of the publication of the story, he has chosen to not fully include the answers we gave him to questions around decadal projections produced by the Met Office or his belief that we have seen no warming since 1997.”

    „The study found that the expected decrease in solar activity would only most likely cause a reduction in global temperatures of 0.08 °C. This compares to an expected warming of about 2.5 °C over the same period due to greenhouse gases…”

css.php