Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
niedowiary - blog (szalonych) naukowców niedowiary - blog (szalonych) naukowców niedowiary - blog (szalonych) naukowców

3.01.2010
niedziela

Coraz więcej Francuzów

3 stycznia 2010, niedziela,

Opublikowane pod koniec roku 2009 wyniki spisu ludności we Francji mówią, że kraj ten liczy 65,031,022 mieszkańców, w tym 63,2 mlny w metropolii. Od roku 1999 populacja Francji zwiększyła się więc aż o 8,33 proc., a na jej terytorium europejskim o 5 proc.

Najciekawszą informacją wynikającą z nowych danych jest to, że przyrost liczby ludności w ogromnym stopniu zależy od wysokiej dzietności Francuzek – prawie dwójka dzieci przypada na statystyczną kobietę.

To niby sytuacja normalna, ale w innych dużych krajach UE, jeśli w ogóle widać jakiś przyrost ludności, to zależy on głównie od wzrostu liczby imigrantów. Tak jest w liczącej 61 mln Wielkiej Brytanii i we Włoszech, które przekroczyły właśnie liczbę 60 mln mieszkańców. W Niemczech sytuacja jest diametralnie różna, tam populacja się kurczy. W Niemczech (82 mln) w roku 2008 odnotowano spadek liczby mieszkańców o 200 tys.

Dane statystyczne nie tłumaczą tak wysokiej dzietności we Francji. Z codziennego życia widać jednak najważniejszą przyczynę. Jest nią doskonale zorganizowana przez państwo opieka nad dziećmi – od noworodków po żłobki i przedszkola.

Znalezienie miejsca w miejskim czy wiejskim żłobku nie jest trudne, choć warto zapisać dziecko już przed porodem. Najważniejsze, że w takich ośrodkach pracuje zwykle bardzo dobrze przeszkolony personel. Wysłanie trzymiesięcznego bobasa do żłobka nikomu nie kojarzy się z wyrządzaniem dziecku krzywdy.

Jest wręcz przeciwnie: fachowa opieka od małego sprzyja rozwijaniu u dzieci dobrych odruchów współżycia w grupie i prospołecznej postawy. Dla tych rodziców, którzy wolą domowe warunki istnieje rozbudowana sieć placówek domowych – tak żłobków, jak i przedszkoli. Dlatego Francuzki nie obawiają się zajścia w ciążę i posiadania dzieci, co wyraźnie odbija się w statystykach.

Oczywiście, jak wszędzie w wysoko rozwiniętych krajach, głównie z powodu dbania o karierę zawodową, Francuzki zachodzą w ciążę dość późno. Dlatego też bardzo liczy się dostępność np. zabiegów zapłodnienia in vitro i dobra opieka zdrowotna nad kobietą w ciąży.

Wysoki przyrost ludności we Francji zależy więc w wielkiej mierze od dwóch czynników kształtowanych od dawna racjonalnie przez państwo: opieki medycznej i społecznej.

A równocześnie oba przeżywają kryzys (m. in. ogromna dziura finansowa w ministerstwie zdrowia i, jak wszędzie, szukanie oszczędności w systemie opieki społecznej). Aż strach pomyśleć, jaka byłaby dzietność we Francji, gdyby tych kłopotów nie było.

Jacek Kubiak

Fot presta, Flickr (CC SA)

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. Tak, też już gdzieś czytałem, że we Francji i w Szwecji, czyli w krajach, które mają wyjątkowo dobrze zorganizowany system opieki nad malymi dziećmi, dzieci rodzi się coraz więcej. Ale ja mam pytanie politycznie niepoprawne: czy dane francuskie można rozbić na na Europejki i imigrantki z krajów nieeuropejskich? Innymi słowy, jaki we wzroście dzietności jest faktyczny udział lepszej pomocy ze strony Republiki, jaki zaś udział wynika z faktu, że nieeuropejskie (we Francji – głownie arabskie) imigrantki ze względów kulturowych rodzą więcej dzieci?

    Wiem, że odpowiedź może być trudna, gdyż Francja jest oficjalnie ślepa na kolor skóry swoich obywateli. Ale może jednak takie dane gdzieś są dostępne?

  2. Przecież to jasne jak słońce. Np. Marokanki mieszkające we Francji mają po 10 i więcej dzieci. Na każde dziecko dostają coś około 100 Euro dotacji na miesiąc więc nie muszą pracować. Niestety to jest zemsta francuskich kolonii

  3. Pewnie jest niewielki udzial wielodzietnych rodzin arabskich. Choc chyba drugie pokolenie imigrantow nie ma tak wielu dzieci. We Francji obowiazuje prawo ziemi, wiec nie ma mowy o wytykaniu komukolwiek z jakich rodzicow pochodzi, jesli ten ktos urodzil sie we Francji. Dywagacje na temat prowadzenia statystyk rasowych wynikaja z jakiegos kolosalnego niezrozumienia czym jest panstwo. Otoz we Francji panstwo ma sluzyc obywatelowi, a nie odwrotnie. Skoro tak, to po co owo panstwo mialoby wiedziec jaki kto ma kolor skory? Moze na tej samej zasadzie co filatelista chce wiedziec ile ma Mauritiusow. Ale po jakie licho placic za takie informacje ciezkie pieniadze? Istnieja oczywiscie statystki szacujace liczby wyznawcow roznych religii. Tu sens jest zupelnie inny. To same organizacje religijne ujawniaja dane o sobie. Kolorem skory moze sie interesowac medycyna, bo to moze byc dla niej uzyteczne. Ale panstwu po co takie informacje? Zreszta jak zaklasyfikowac mulatow? Do ktorego pokolenia wpisywac im w dowodzie, ze jest mulatem? Do 4go czy 6go? 🙂
    Brak statystyk rasowych to nie slepota, tylko bardzo wazna dla wolnosci osobistej zasada panstwa prawa.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @jk, mimo wszystko słyszałem, że prowadzone są badania raczej srodowiskowe niz rasowe – ponoć wynik jest taki, że w ilość dzieci skorelowana jest bardziej do stopnia integracji ekonomicznej i kulturalnej niż do kraju pochodzenia. Immigrantki w drugim czy trzecim pokoleniu wraz z poprawą warunków ekonomicznych i przyjęciem za swoje praw Republiki nie różnia sie liczba dzieci od „les bons Francais”. Potwierdzałoby to Twoją tezę zawartą we wpisie.
    Nb. w Polsce też mamy baby boom. Czyżby becikowe zadziałało?:)

  6. @jk
    Ale tu nie chodzi o uprzedzenia rasowe, ale o probe zrozumienia na ile wzrost liczby urodzen zwiazany jest z polityka opieki nad dzieckiem (co na pewno jest bardzo wazne i u nas ogromnie kuleje), a na ile z kulturalnymi zwyczajami imigrantow, ktorych zmiana zajmuje 2-3 pokolenia..

  7. @ ryzyk-fizyk :

    Rozumiem swietnie, ze nie chodzi o uprzedzenia i zgadzam sie, ze zapewne czesc tego „sukcesu” nalezy do Francuzow pochodzacych z imigracji. Jednak golym okiem widac, ze system opieki nad dzieckiem i kobieta w ciazy ma w tym wielki udzial.

  8. Nie podam teraz źródła, bo nie pamiętam (na pewno artykuł w Polityce, ale same badania?), ale już kilka lat temu zachwycano się francuskim przyrostem naturalnym i to z zaznaczeniem, ze dotyczy on również „rodowitych” Francuzek. Sama znam ileś kobiet posiadających liczne jak na warunki chociażby polskie potomstwo, 3 dzieci to model często spotykany (zresztą ponoć od trojki właśnie zaczyna się porządna pomoc państwa – na sobie nie sprawdzałam ;), wiec nie mogę potwierdzić na 100%).

css.php