10.06.2008
wtorek

Miasto i seks

10 czerwca 2008, wtorek,

seks_450.jpg

Najlepiej dobraną parę seks tworzy z miastem.

Procesy modernizacyjne, oprócz tego, że wpłynęły na kształt i sposób funkcjonowania nowoczesnych instytucji, zmieniły przede wszystkim styl życia, którego częścią jest seks. Okazuje się, że najlepiej dobraną parę seks tworzy z miastem.

Im większe, bardziej chaotyczne i anonimowe miasto, tym więcej seksu – tego przypadkowego i tego planowanego. Tak mogłaby brzmieć robocza hipoteza, zbudowana zaraz po wyjściu z kina – dwie godziny spędzone w Nowym Jorku wśród jego seksualnych fantazji spełniają w tym momencie rolę empirycznego materiału. (Czyli „Sex and the city” w reżyserii M. P. Kinga, na podstawie serialu „Sex in the city”. Jak widać, rezygnacja z seksu nawet w odniesieniu do tytułu okazuje się bardzo niekomfortowa).

Życie – do takich wniosków można dojść w trakcie seansu – powinno być niekończącym się pasmem przyjemności, przede wszystkim tych cielesnych, ale nie tylko. Nie ma co debatować nad tym, czym jest spełnienie i miłość, a tym bardziej sens. Wystarczy trzymać się kilku prostych zasad:

  1. Zawsze można iść na zakupy.
  2. Jeśli dobrze wyglądasz, nie możesz być nieszczęśliwa.
  3. Seks. Seks. Seks. (Może jednak socjolodzy przesadzają z tymi interpretacjami, które koncentrują się na zagadkowym pojęciu ‘sensu’. Może warto zastanowić się nad tym, czy nie bardziej przystająca do doświadczeń ponowoczesnego człowieka jest taka analiza, w centrum której jest seks?)

Kultura popularna oferuje konsumentom (bo jednak do tej roli czułam się sprowadzona, oglądając codzienne pokazy filmowej mody; reklamy laptopów, telefonów i itp.; a nawet ruchomy katalog biura podróży – w tym sezonie warto wybrać się do Meksyku) możliwość zanurzenia w baśń o szczęśliwym życiu. Kto nie chciałby zamieszkać w świecie, który jest zaczarowany?

Styl życia to jedna z bardziej interesujących socjologicznych kategorii. Za jej pomocą można uchwycić wycinki naszej codzienności, i to, jakie mają one dla nas znaczenie. W takim ujęciu istotne okazuje się to, jak się ubieramy i co jemy, gdzie pracujemy, i co robimy po pracy (albo przed pracą, w zależności od tego, jak pracujemy, ale i od tego, czy mamy w ogóle takie zajęcie, które ‘pracą’ nazywamy), wreszcie: ważne jest to, z kim śpimy.

Jeśli zastanowić się nad tym, jaki styl życia reprezentuje „Sex and the city” – czyli jak żyje Carrie, główna bohaterka, wraz z trzema przyjaciółkami (bohaterki nie przyjaźnią się z mężczyznami, bo mężczyźni oznaczają przecież seks), okazuje się, że najważniejsze są karty płatnicze. Poza tym, życiowy poradnik, napisany na podstawie tego filmu (bo taki gatunek literacki wydaje się być odpowiedni) mógłby sprowadzać się do zdania: „jak być wyzwoloną seksualnie, i jednocześnie uroczo tradycyjną kobietą, wpisując się w dominujący nurt wielkomiejskiej kultury bez żadnego ale„. Ale czy w baśniach jest miejsce na jakiekolwiek ale?

Można powiedzieć, że zastosowanie ale nie wydaje się w tym kontekście ani potrzebne, ani szczególnie uzasadnione; żyjmy tak, żebyśmy byli szczęśliwi. Przecież o to w tej historii pod tytułem „Życie” chodzi. Jeśli szczęście oznacza spacery po galeriach handlowych i seks, to warto się tego trzymać. Co prawda, na poziomie potocznej wyobraźni, odpowiedź na egzystencjalne pytania, zadawane przez profesjonalnych myślicieli, okazała się dość banalna, jednak mamy takie baśnie, jaki mamy świat.

Anna Wiatr

Fot. manfrys, Flickr (CC SA)

Komentarze: 13

Dodaj komentarz »
  1. @aw: „…Im większe, bardziej chaotyczne i anonimowe miasto, tym więcej seksu – tego przypadkowego i tego planowanego. Tak mogłaby brzmieć robocza hipoteza, zbudowana zaraz po wyjściu z kina …”

    Warto by tę hipotezę poddać badaniom terenowym. Mogłoby się np. okazać, że to miasta średniej wielkości królują pod względem romansów, tam bowiem ludzie mają najwięcej czasu i energii na flirt, o którym udręczeni wielkomiejscy pracownicy biurowi mogą najwyżej pofantazjować.

    Co do wyobrażenia szczęścia jako shopping, dressing, sex, niektórzy antropolodzi zidentyfikowali te czynności jako sposoby rozładowywania napięć w świecie konsumpcji.
    Popularne streszczenie ich tez wkłada Pielewin w usta Che Guewarry w książce „Generacja P”. Gorąco polecam:)

  2. Obejrzałem „Sex In The City” raczej z obowiązku, bo moja partnerka bardzo chciała, a ponieważ mieszkam w dużym „city” i bardzo lubię sex (na żywo, nie na ekranie), a więc nie mogłem odmówić partnerce wyjścia do kina, aby potem również nie spotkać się z odmową.

    Ponieważ znam serial telewizyjny i w sumie podobały mi się przygody jest-setowej czwórki ryczących (wtedy) „trzydziestek”, a więc z marszu miałem złe przeczucia co do wersji szerokoekranowej, bo z doświadczenia wiem, czy się kończą takie przenosiny z ekranu na ekran. Serial ma to do siebie, że idzie w pigułkach, po mniej więcej 20 minut (plus reklamy), a więc w sam raz, żeby się nie przejadło. Cięty humor, cięte dialogi, a na wehikuł komercjalny nigdy nie zwracałem uwagi patrząc na serial, bo ani nie kupuję butów za kilkaset baksów, ani torebek za kilka tysięcy. Na ekranie kinowym było tego jednak stanowczo za dużo. Kwestia jednorazowej dozy.

    Czytając Pani tekst dochodzę do wniosku, że zbyt poważnie bieżę Pani ten film, historię „życia” Carrie i jej przyjaciolek. „Sex..” to nie są „Polskie drogi” czy „Noce i dnie”. To taki nowojorski „WiK” fabularyzowany, który w latach 90-tych wychodził dokładnie na przeciw pewnemu zapotrzebowaniu widowni telewizyjnej, przez co bawił i stał się bardzo popularny. To wszystko. Jednak dorabiane ideologii i szukanie kolejnego dna psychologicznego do tego serialu lub do jego wersji kinowej to strzał z armaty do komara. Nie ma żadnej tezy ani założeń w tym filmie. Jest seks (w serialu telewizyjnym zawsze w staniku), są sklepy, restauracje, glamour i inne duperele, które ludzie lubią nie ważne co. Nie twierdzę, że to jest potrzebne do prawdziwego szczęścia, ale bez wątpienia pozwala to odpocząć od rzeczywistości tym, którzy inaczej nie potrafią.

    Bawiłem się przy serialu, bawiłem się mniej w kinie. Ale dyplomatycznie wygralem. Rozumie Pani o co chodzi, prawda ? Jeśli nie, to tytuł filmu podpowie ;)

    Pozdrawiam

  3. @ Art63

    dziękuję za polecenie książki. Zastanowię się nad badaniami terenowymi.

    @ Jacobsky

    „dorabiane ideologii i szukanie kolejnego dna psychologicznego do tego serialu lub do jego wersji kinowej to strzał z armaty do komara. Nie ma żadnej tezy ani założeń w tym filmie.”

    Z analiz socjologicznych wynika jednak, że filmy, i nie tyko filmy, nie są mniej ideologiczne od programów partii politycznych. Są jednak skuteczniejsze.
    Jeśli chodzi o armaty, to nie odważyłabym się tutaj wyciągać np teorii Pierre’a Bourdieu, także bez obaw.
    I oczywiście, po tak subtelnych wskazówkach, wszyscy domyślamy się, jak zakończył się (albo rozpoczął) Pana wieczór po wyjściu z kina ;) .

    Pozdrawiam

  4. Przykro mi, ale nie wiem, kto to jest Bourdieu, lecz widocznie musi on mieć coś wspólnego z przemysłem zbrojeniowym, skoro cytuje go Pani w kontekście armat.

    Podobnie jak omawiany wyżej film ma tak wiele wspólnego z głęboką analizą socjologiczną oraz polityczną współczesnej Ameryki, jak to raczy Pani sugerować.

    Nie rozumiem dlaczego nie przyjąć, że jest to film (socjologicznie) o niczym i (marketingowo) o wszystkim, do czego ślini się przeciętna konsumentka i konsument klasy sredniej. Gwarantuje, że można napisać niejedna rozprawę według proponowanego przez Panią schematu: „wątek polityczny w głównym wątku komediowym”, udowadniając w ten sposob… wszystko i nic.

    Pisze to między innymi dlatego, że mam córkę, która studiuje na wydziale filmowym, i w przedmiocie „filmoznawstwo” pisała ona masowo eseje, w których doszukiwała się jak najbardziej kosmicznych wątków w bardzo przyziemnych filmach, masowych czy off-owych. Pisała, bo było jej to potrzebne do zaliczenia, co jeszcze można zrozumieć. Zrozumieć i wybaczyć, zwłaszcza że moja córka nie publikowała swoich esejow. Choć mogła. Blogi są teraz rozrywką dla ludu i sam się w to bawię od czasu do czasu, a więc wiem, co piszę (choć nie wiem do końca dlaczego – czyżby nowy wątek do analiz ?)

    Wracając do „Seksu w Wielkim Jabłku” i do twórczości tego kalibru: wszystko się zgadza. Filmy mają ukryty przekaz, nawet polityczny od czasu do czasu, ale nie wszystkie, na boga ! Nie filmowa dokretka serialu telewizyjnego sprzed lat (a to często znaczy: z minionej epoki), serialu, którego rolą było rozbawić zabieganą, zagubioną i stłamszoną klasę średnią, dając jej polizać raz na tydzień cukierek przez szybę (torebki dla pań, staniki w scenach erotycznych – dla panów). Jednak „rozbawić” nie oznacza koniecznie „zindoktrynować”, bo od tego Ameryka ma CNN, FOX News, czy „goodblessy” na zderzakach aut, i one robią to lepiej niż Carrie czy Samantha.

    Być może kiedyś na szeroki ekran trafią Desperate Housewives. Ośmielę się poradzić , żeby już teraz przygotować amunicje do ciężkiej artylerii socjologiczno-politycznej, bo Desperate Housewives to naprawdę kopalnia tematów w porowaniu z historyjką o banalnych kociciach z Nowego Jorku.

    O czym łaskawie donoszę oglądając kolejny odcinek Desperate Housewives, choć to odcinek z poprzedniego sezonu.

    Pozdrawiam.

    PS. Wieczór nie zakończył się jak Pani sugeruje. W końcu należę do klasy średniej, a więc wszystko należy mi się w dawkach raz na tydzień.

    Być może w tym również tkwi jakaś ideologia ?

  5. @ Jacobsky

    Jeśli piszę o ideologii, to w jej szerokim rozumieniu, odnoszącym się do wyobrażeń, które tworzą ‘oczywistość świata’. Z tak rozumianą ideologią powiązane są ‘praktyki codzienności’; jedną z takich praktyk jest oglądanie filmów.

    Myślę, że nie zrozumieliśmy się także w odniesieniu do ‘polityki’ – dla mnie wciąż inspirujące jest stwierdzenie „Prywatne jest polityczne”, i w tym kontekście seksualność jest jak najbardziej kwestią polityczną. (Polecam „Historię seksualności” Foucault).

    Pozdrawiam

  6. Również zajmuję się badaniem telewizji, tak więc napiszę za Panią Anną – seriale mają ogromną wartość badawczą, są nośnikiem wartości i ideologii. Np Seks w Wielkim Mieście czy Ally McBeal stanowią krytyczny komentarz na temat zmian jakie w Stanach przyniósł feminizm i promują, wbrew pozorom, tradycyjne wartości i tradycyjny model kobiecości. Ale żeby to zauważyć trzeba mieć jakieś podstawy z historii i kultury, w tym wypadku Stanów.

    Media Studies a zwłaszcza badanie telewizji to jest rzecz nowa w Polsce, stąd głosy takich ludzi jak Pan Jacobsky, którzy nie znając tematu podchodzą do niego z miejsca z lekceważeniem.

    P.S. Ktoś ze znanych mądrych głów wymienił kiedyś Seks w Wielkim Mieście wśród najważniejszych czynników wpływających na zmiany seksualności wśród polskich kobiet. Tak apropos pustej rozrywki, głupich seriali, strzelania z armaty do komara itp.

  7. @cornflakegirl

    Wydaje mi się, że każdy, kto odrobinę myśli przy oglądaniu telewizji, i kto analizuje treści, które płyną z ekranu, bada w pewnym sensie telewizję. I czy ten ktoś się na tym zna ? A dlaczego nie ? Różnica być może polega na tym, że nie będąc płaconym za badanie telewizji, oglądający nie musi bawić się w mnożenie bytów bez potrzeby, czyli w wyszukiwanie na siłę dowodów na obecność takiej czy innej koncepcji/ideologii/teorii w analizowanym serialu TV. I na udowadnianie przez to swojej racji bytu, zwłaszcza w nowej dziedzinie badawczej. Udowadnianie między innymi tym, że głosi się wszem i wobec, że „trzeba się na tym znać”, i ze armaty są wycelowane w prawdziwe pancerniki, a nie w komary, nawet jesli w rzeczywistości te pancerniki to… No ale nie kłóćmy się o sposób postrzegania świata.

    Tak się chyba składa, że na kulturze i historii USA znam się być może nie gorzej niż Pani „cornflakegirl”. A w każdym razie, jeśli już tak stawiać sprawę, to znam się po prostu inaczej, gdyż w przeciwieństwie do Pani, mieszkam na tym kontynencie od prawie 20 lat, żywo interesuję się sprawami amerykańskimi (w tym polityka i mediami), a seriale przytaczane przez Panią jako przykład miałem okazję poznać zanim „badanie telewizji” stało się w Polsce tak strasznie ważne, że „trzeba się na tym znać”, i na żywo mogłem śledzić ich domniemany oraz rzeczywisty wpływ (lub brak wpływu) na społeczeństwa, których te seriale dotyczą, a nie tylko obserwować, czy i jak w pewnym sensie obcy kulturowo przeszczep z telewizji amerykańskiej przyjmie się na gruncie polskim.

    Pani wycieczka pod moim adresem świadczy chyba o pewnych brakach z dziedziny kultury masowej USA. Serial Sex In The City to sprawa sprzed dobrych paru lat. Naprawde ! Wtedy był on bardzo atrakcyjny i sam znam parę pan, które bardzo utożsamiały się z bohaterkami z ekranu, szczególnie jeśli chodzi o styl życia, zawierania, o czas trwania, i o sposob kończenia się znajomości z panami. Ale to już minęło, dawna atmosfera wyparowała, i kinowa dokrętka dalszego ciągu nie ma żadnego większego znaczenia dla dzisiejszych Amerykanek, bo to już nie jest ta epoka. Nawet w mediach nie można dwa razy wejść do tej samej wody, o czym z pewnością Pani wie. I między innymi z tego właśnie powodu Autorka dyskutowanego wpisu strzela z armaty do komarów.

    Pozdrawiam.

  8. Jacobsky, ze wszystkim sie zgadzam co napisales ale jest jedna roznica w stosunku do mojej skarbnicy wiedzy na temat „Sex and the City”. Otoz, na serialu ktory ja ogladalem w USA, jedna z czterech glownych aktorek (blondyna) byla calkowicie naga z duza regularnoscia. Nie wiem czy to jest funkcja kanalu TV (HBO) czy tez jakas cenzure tam macie w Kanadzie.

    W dziedzinie „media studies” niejaki Scott Adams dokonal niedawno moim zdaniem wielkiego odkrycia i umiejetnie polaczyl ta naukowa dyscypline z fizjologia defekacji:

    http://www.dilbert.com/blog/entry/things_you_need_in_a_new_house/

  9. jacek_placek,

    Samantha byla rozbieralna pare razy, ale pozostale panie raczej mniej, i dlatego uwaga o stanikach.

    „Sex” leci nawet teraz, na ABC, tyle ze 23-ciej. Dla mnie to juz za pozno na „Sex”…

  10. @Jacobsky po pierwsze – nie sex in the city, ale and the city, to drobiazg w sumie, bo znacznie ważniejsze jest stwierdzenie, że dla dzisiejszych amerykanek serial nie ma żadnego znaczenia. ciekawe, jak to się ma do jego rekordu w box office…

    ps. czemu tu są aż dwa okienka antyspamowe?!

  11. socin,
    sex in the city v/s sex and the city…. ale mnie przylapales, kolego. Czerwienie sie ze wstydu…

    Dlaczego rekord w box-office ? Lato, drogi kolego. Dobrze jest zapoznac sie ze znaczeniem sezonu letniego dla cyferek z box-office ;)

    W zeszlym tygodniu na topie byla Kung Fu Panda. Jakas teoria do dorobienia do tego filmu ? Chetnie poslucham. W kazdym razie box-office jak siemasz…

  12. Tytuły jednak są ważne, wydaje mi się, tym bardziej, że w tym wypadku film i serial to dwie odmienne pod względem zawartości narracje.
    Pisałam oczywiście o FILMIE „Sex and the City: The Movie”. Nie istnieje ani film, ani serial pt „Sex in the City” – moje użycie tego tytułu to pomyłka, wynikająca z niczym nieuzasadnionego przetłumaczenia polskiego tytułu serialu.
    Pisałam tylko i wyłącznie o FILMIE, o serialu napisałabym zupełnie inny tekst.

    @ socin – dziękuję za zwrócenie uwagi na ten błąd.

  13. MOTTO: SEKS, to: biologiczna energia !!
    __PODPOWIEDŹ:

    SEKS.1.
    WIKIPEDIA:
    W znaczeniu ogólnym seks (łac. sexus płeć) oznacza całość życia erotycznego człowieka, w znaczeniu węższym zachowania seksualne, a potocznie stosunek płciowy. Z tym tematem związana jest kategoria: Zachowania seksualne. Oprócz pełnych stosunków płciowych, ludzi (a także niektóre gatunki zwierząt) cechuje też wiele innych zachowań seksualnych. Zaliczają się do nich flirtowanie, uwodzenie (czyli zachowania i działania mające na celu zainteresowanie sobą potencjalnego partnera seksualnego), petting (czyli pieszczenie narządów płciowych lub innych stref erogennych partnera, które może doprowadzić do orgazmu, ale z wyłączeniem immisji członka do pochwy), masturbacja ? autoerotyzm (czyli doprowadzanie się do orgazmu bez fizycznej aktywności innej osoby). Zachowania seksualne mogą zachodzić przy kontakcie dwóch osób płci przeciwnej (zob. heteroseksualizm) lub tej samej (zob. homoseksualizm), a także większej liczby osób (seks grupowy).

    IRL KRAKÓW.
    Kumulację naturalnej energii seksualnej UZYSKUJEMY zwiększając znacznie spożycie tzw. __GLUKOZY naturalnej.
    Nasz organizm odzyskuje tj. pozyskuje tę energię z: RYŻU, z wszystkich KASZ, z warzyw STRĄCZKOWYCH, a więc z fasoli, grochu oraz z soczewicy, również ze wszystkich OWOCÓW
    i pozostałych warzyw. Największą jednak KONCENTRACJĘ uzyskujemy w strukturze żywieniowej jaką stanowi: CHLEB typu KR-IRL, również tzw. Chleb na OSTEOPOROZĘ, oraz tzw. Chleb na OTYŁOŚĆ. Przygotowanie takich produktów realizuje się poprzez gotowanie, a następnie pieczenie. To tworzy bezsprzecznie produkt silnie energetyczny Tzw. koncentrat glukozowy !! Wobec tego w seksie powinien być produktem jednoznacznie ZALECANYm. Ostanie słowo, co oczywiste należy zawsze do naszego lekarza rodzinnego.

    PUENTA: SEKS; z energetycznymi tzw. NISKIMI węglowodanami, to tak !!

    Nieprawdy biologiczne oraz puste frazesy o RYŻU, KASZY i nie tylko o RYŻU, rozpowszechniają jedynie SPECE od tzw. Indeksu Glikemicznego, a to dlatego, że nic nie badali, nie znają glukometru, również nie czytali książek ze szkoły podstawowej (biologia 4 klasa) czyli plotą i plotą, wydając książę za książką o tym Indeksie Glikemicznym. Kłamią. OMIŃ !!
    Przecież do Nich nie możesz zadzwonić, bo nie ma gdzie. Nie masz kogo zapytać, o te wpisy w Internecie, dziesiątki sprzecznych ze sobą tabel, dlaczego ? To proste uciekają przed prawdą bo mówią kłamstwa, oszczerstwa i Ich nigdzie nie ma. Do krakowskiego IRL KRAKÓW, zawsze możesz zadzwonić bo są to żywi, realni naukowcy nie poddani żadnym NAUKOWYM REŻIMOM czyli lekko, łatwo mówią PRAWDY BIOLOGICZNE, które zbadali. Warto !!

    Zobacz też:
    __Książka; _pt._______: PORADNIK ŻYWIENIOWY człowieka w XXI wieku.
    Wydanie drugie: zaktualizowane i uzupełnione.
    __Skrót adresu strony w Internecie_______: MAGDALIRL
    __ADRES_______: http://www.magdalirl.com.pl/

    Pozdrawiam Ciebie i WSZYSTKICH

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane *.

*


*

*