Pachnący Doppler

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj

Już kiedyś na tym blogu pisałem o swoim ograniczonym postrzeganiu muzyki. To były komentarze pod wpisem Piotra Panka „Muzyczny daltonizm Darwina i Freuda„. Niedawno przyszło mi do głowy jeszcze jedno skojarzenie typu poznawczego.

Otóż, oprócz problemów z wyczuciem rytmu, mam także trochę ograniczoną zdolność rozpoznawania wysokości dźwięków. Jedną z konsekwencji jest to, że nie słyszę efektu Dopplera. Moja córka rejestruje go za każdym razem, kiedy na ulicy spotykamy karetkę pogotowia, czyli obiekt przejeżdżający obok nas z dużą prędkością i zarazem emitujący głośny dźwięk o stałej częstotliwości. Ona wyraźnie odczuwa, że w momencie mijania nas syrena obniża ton. Ja nie zauważam nic, choć wiem, że taki efekt występuje i koncentruję się jak tylko mogę.

Czyli to nie tylko muzyka. Jestem upośledzony także w zakresie fizyki. Ja nigdy bym nie odkrył akustycznego efektu Dopplera, choć teoretycznie mógłbym go wymyślić. Jednak robiąc eksperyment w oparciu o mój własny słuch, błędnie uznałbym, że go jednak nie ma. Efekt Dopplera jest dla mnie trochę jak ciemna materia albo jak bozon Higgsa. Niby wiem, że powinien być, ale go nie rejestruję. Na szczęście efekt można wykryć stosowną aparaturą, która w tym zakresie uzupełniałby moją indywidualną niedoskonałość.

Po chwili zastanowienia przychodzą mi na myśl nasze inne niedoskonałe zmysły, których jednak nie umiemy (przynajmniej dotychczas) wspomóc aparaturą. To zmysły chemiczne: smak i przede wszystkim węch. Wiemy, że niektóre gatunki zwierząt poznają świat w znacznym stopniu tymi zmysłami – na przykład ryby albo psy. Dla nas to świat w znacznym stopniu niedostępny i niestety jak się zdaje żadna istniejąca aparatura nie może tego na razie w pełni skompensować. Wygląda na to, że cała nauka jest w badaniu świata opisywanego zapachem równie bezradna jak ja wobec efektu Dopplera. Ile tam musi się kryć wpaniałych odkryć, których mógłby dokonać mój pies, gdyby miał moje możliwości poznawcze, albo ja, gdybym miał jego nos i korę węchową. Tylko jak tam sięgnąć?

Jerzy Tyszkiewicz

Piszemy o tym, co ważne i ciekawe

Z tej ciąży nie ma już co zbierać, mówi lekarz na USG. „I czego pani od nas oczekuje?”

Nie wrócę do ginekologa, który prowadził moją ciążę, bo musiałabym skłamać, że poroniłam, opowiada Wioletta. Przez kilka tygodni żyłam jak tykająca bomba, nie jadłam, nie spałam, wyznaje Karolina. Obie przerwały ciążę w drugim trymestrze.

Agata Szczerbiak


Ilustracja Alicja Leszyńska


P.S. We wzorze na ilustracji E to emisja, m to masa, c to ciastowatość. Zatem cały wzór czytamy „emisja równa się masa razy ciastowatość do kwadratu”.

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj