Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
niedowiary - blog (szalonych) naukowców niedowiary - blog (szalonych) naukowców niedowiary - blog (szalonych) naukowców

11.11.2017
sobota

Sami w Europie

11 listopada 2017, sobota,

Jakiś czas temu przypadkowo wpadła mi w ręce publikacja Longobardiego i współpracowników o małoletnich imigrantach bez opieki. Nigdy specjalnie się tą tematyką nie interesowałem, a pracę przeczytałem, szczerze mówiąc, głównie dlatego, że był to pierwszy artykuł w drugim numerze „Psychiatrii i Psychologii Klinicznej” z tego roku, który dostałem. Jednak okazało się, że nie czytałem nadaremnie, bowiem kilku ciekawych rzeczy się dowiedziałem i teraz chciałbym się tą wiedzą podzielić.

Publikacja wychodzi z założenia, że imigrant imigrantowi nierówny. Nawet wśród uchodźców są ci o większych i mniejszych szansach na dobre funkcjonowanie, o większym lub mniejszym ryzyku takich czy innych trudności. Praca Longobardiego i współpracowników skupia się na unaccompanied migrant minors (przyznaję się – przed lekturą nie znałem tego określenia), czyli małoletnich imigrantach bez opieki.

W 2015 r. w Unii Europejskiej ochrony międzynarodowej szukało 1255600 osób, do Europy przyjechało 25 tys. nieletnich bez opieki. Część z nich rozłączyło się z rodzicami podczas podróży, część od początku podróżowała bez ich opieki – rodzina wysłała ich w nadziei na lepsze życie w Europie i powierzyła obcym, przemytnikom, część zaś była sierotami już w kraju swego pochodzenia. W poprzednich badaniach wykazywano większe ryzyko zaburzeń psychicznych (zwraca się uwagę m.in. na PTSD, czyli zespół stresu pourazowego, inne zaburzenia lękowe, depresyjne) u nieletnich uchodźców bez opieki w porównaniu z tymi, którzy uciekli do Europy z rodzinami – wsparcie ze strony bliskich stanowi bowiem ważny czynnik ochronny.

Longobardi et al. zbadali 19 osób w wieku 16-17 lat z czterech centrów pomocowych w Północnych Włoszech, pochodzących z Egiptu, Bangladeszu, Albanii, Senegalu, Gambii, Maroka i Mali, 18 chłopców i 1 dziewczynkę. Dokładny opis metodologii pozwolę sobie tutaj pominąć (tekst jest dostępny w internecie), podam tylko nizebędne informacje, przejdę od razu do wyników.

Badani wskazywali rodzaje przemocy, których doświadczali wielokrotnie lub czasami. Otóż każdy z badanej grupy doświadczył jakiejś formy przemocy (fizycznej, psychicznej lub seksualnej). Ponad połowa doświadczyła przemocy seksualnej, chociaż dochodzi do niej rzadziej niż do przemocy fizycznej czy psychicznej. Najczęstszą formą przemocy stosowanej wielokrotnie było bicie ręką po twarzy lub głowie (ponad 36 proc. badanych, drugie tyle doświadczało tego czasami), potem przeklinanie (ponad 20 proc., ponad połowa doświadczała go czasami), następnie bicie pięścią, kopanie, krzyki w celu zawstydzenia bądź upokorzenia, dalej bicie po rękach, zmuszanie do przyjmowania określonych pozycji jako kary, np. klęczenia, zawstydzanie z powodu biedy.

Żaden rodzaj przemocy seksualnej nie powtarzał się wielokrotnie, wśród doświadczanych czasami badani wskazywali współżycie, pokazywanie im materiałów pornograficznych (ponad jedna czwarta), zmuszanie do rozbierania, zmuszanie do pocałunków (ponad 1/5), dotykanie w miejscach intymnych. Rzadziej zdarzały się okradanie, podpalanie, wiązanie, zmuszanie do dotykania narządów płciowych innych osób, ciągnięcie za uszy, włosy, miażdżenie dłoni, wystawianie na działanie skrajnych temperatur, krzywdzące określenia. Z 37 wymienionych w ankiecie sposobów dręczenia tylko 1 nie został wskazany przez żadnego badanego. Jak widać, większość możliwych do wymyślenia metod zadawania cierpienia wchodzi w życie. Autorzy podkreślają wielość doświadczanych przez badanych rozmaitych traum, których negatywne efekty kumulują się.

Z drugiej strony zbadano również występowanie problemów behawioralnych, uzyskując wynik typowy dla populacji cierpiącej na zaburzenie osobowości typu borderline. To dość częste zaburzenie, więc wynik z punktu widzenia społeczeństwa nie jest szczególnie niekorzystny dla imigrantów. Nie znajdują potwierdzenia medialne doniesienia o strasznym uchodźcy, gwałcącym kobiety i zagrażającym porządkowi społecznemu.

Istotnym wynikiem jest brak różnic w rezyliencji (resilience) między badaną grupą a przeciętną populacją. Termin ten oznacza możliwości przystosowywania się mimo negatywnych czynników zewnętrznych, sprawność funkcjonowania, zwłaszcza w wieku rozwojowym i wczesnej dorosłości. Tak więc badana grupa miała takie same możliwości radzenia sobie z trudnymi sytuacjami jak młodzież, która nie doświadczyła tak dramatycznych przeżyć.

Tylko te przeżycia są inne, trudniejsze do przepracowania, często przekraczające możliwości adaptacyjne (dostosowania się) dorosłego, a co dopiero młodego człowieka. Jedyna właściwie różnica dotyczyła religii jako źródła siły, gdzie nieletni uchodźcy bez opieki uzyskali wysokie wyniki – co stanowi czynnik ochronny, podobne wnioski wypływały już z wcześniejszych badań. Wiara pomagała uchodźcom radzić sobie z trudnościami, akceptować i rozumieć przeciwności, stanowiła pewien łącznik z przeszłością (w której nie wszystko było złe), odwracała uwagę od przykrych przeżyć, pozwala na minimum poczucia kontroli.

We wnioskach autorzy dochodzą do konkluzji, że nieletni pozbawieni opieki stanowią grupę imigrantów najbardziej zagrożoną podatną z psychologicznego punktu widzenia, wymagającą zwrócenia większej uwagi i zapewnienia pomocy i opieki w kraju, do którego trafili.

Generalnie praca ciekawa, badająca trudno dostępną grupę osób, choć metodologicznie nie powala. Nie wgłębiając się w szczegóły, badana grupa jest mała, wyniki porównywane były do uzyskanych w innych badaniach, czyli do czegośtam, bo nie było grupy kontrolnej. Ale zwraca uwagę na istotny temat.

Może ktoś to znowu przeczyta przypadkowo lub nie. Człowiek uczy się również dzięki przypadkom.

Marcin Nowak
Ilustracja: Mapa Europy i Morza Śródziemnego z Atlasu Katalońskiego, ok. 1375, Cresques Abraham, domena publiczna

Bibliografia
Claudio Longobardi, Tommaso Gabriele Veronesi & Laura Elvira Prino: Abuses, resilience, behavioural problems and post-traumatic stress symptoms among unaccompanied migrant minors: an Italian cross-sectional exploratory study [Nadużycia, rezyliencja, problemy behawioralne i objawy zespołu stresu pourazowego u małoletnich imigrantów bez opieki: przekrojowe badanie rozpoznawcze przeprowadzone we Włoszech] Psychiatr Psychol Klin 2017, 17 (2), p. 87–92 DOI: 10.15557/PiPK.2017.0009

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 33

Dodaj komentarz »
  1. Ja tu widzę raczej banalność, a nie ciekawy temat. Zamieńmy jedno ze zdań na:
    „Publikacja wychodzi z założenia, że niemowlę niemowlęciu nierówny. Nawet wśród polskich niemowląt zrodzonych z programu 500+ są takie o większych i mniejszych szansach na dobre funkcjonowanie, o większym lub mniejszym ryzyku takich czy innych trudności.”

    Można również sformułować spokojnie i bez badań wniosek:
    „We wnioskach autorzy dochodzą do konkluzji, że niemowlęta pozbawione rodzicielskiej opieki stanowią grupę dzieci najbardziej zagrożoną podatną z psychologicznego punktu widzenia, wymagającą zwrócenia większej uwagi i zapewnienia pomocy i opieki.”

    Nie zaskakuje również twierdzenie, że akurat uchodźcy z przestrzeni ogarniętych okrutnymi wojnami, a do najokrutniejszych należą wojny „wszystkich ze wszystkimi” jak np. w Syrii, doświadczyli w szczególnie obficie na własnej skórze okrucieństwa, gwałtów i poniżeń. W końcu przed czymś uciekają i stają przez to uchodźcami.

    Nie rozumiem co ciekawego miały te badania wykazać. Może czegoś nie dostrzegam, co powinienem dostrzec.

  2. Jest to dosyć odmienne od lansowanego przekazu o groźnym uchodźcy.

    I zwłaszcza wyniki dotyczące rezyliencji są ciekawe.

  3. Aha. Ale to już jest inna para kaloszy. Propagandą i to, co ja nazywam, terroryzmem medialnym, powinny zajmować się inne nauki od mediów, psychologii tłumów i technik psychologiczno-manipulacyjnych.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Szanowny Panie Marcin Nowak

    Pan za swoje prywatne pieniadze moze przyjmowac u siebie w domu tylu groznnych i niegroznych uchodzcow na ile panu zona pozwoli. Pieniadze podatnika prosze jednak zostawic w spokoju. Do ich wydawania nie ma pan prawa. Dlaczego podatnik ma placic za niekontrolowana rozrodczosc majaca miejsce w innych odleglych krajach.

    Slawomirski

  6. Mamy tu chyba przypadek zaburzenia osobowości. Nie znam się na tym, ale przypomina mi to zjawisko osobowości narcystycznej. Niektórzy myślą, że są jedynymi podatnikami w kraju z wyłącznym prawem decydowania na co idą ich podatki. Wszyscy inni mają tylko pieniądze i interesy prywatne i niech się w sprawy podatników nie wtrącają.

  7. Nie bardzo rozumiem, co tu mają do rzeczy pieniądze podatnika. W powyższym tekście streszczam badanie psychologiczne i prezentuje wypływające zeń wyniki i wnioski. Nie prezentuję własnych pomysłów na rozporządzanie pieniędzmi ani nie poruszam tematu rozrodczości.

  8. Marcin Nowak
    12 listopada o godz. 7:43

    Pieniadze podatnika finansuja opieke nad uchodzcami. Rozrodczosc sprawia ze presja ekonomiczna wypycha uchodzcow z ich rodzinnych krajow. W ten sposob miliony Polakow znalazly sie w Anglii. Polske nie stac na to bo jest biedna.
    P.S.
    Nie dziwia mnie wyniki prezentowanych badan. Uchodzcy sa czesto slabsi psychicznie od tych co zostali w swoim kraju.

    Slawomirski

  9. @Slawomirski
    „Rozrodczosc sprawia ze presja ekonomiczna wypycha uchodzcow z ich rodzinnych krajow. W ten sposob miliony Polakow znalazly sie w Anglii.”
    Nasza rozrodczość? Ciekawe. Wszak od lat jest najwyższa w Europie.
    „Nie dziwia mnie wyniki prezentowanych badan. Uchodzcy sa czesto slabsi psychicznie od tych co zostali w swoim kraju.” Również ciekawie, bo badanie słowem o tym nie mówi.

  10. @Marcin Nowak

    To @Sławomirski: „Nie dziwia mnie wyniki prezentowanych badan. Uchodzcy sa czesto slabsi psychicznie od tych co zostali w swoim kraju.”

    A to Marcin Nowak: Również ciekawie, bo badanie słowem o tym nie mówi.

    Slawomirski nawiązuje do swojej słynnej rejterady z Polski w stanie zwanym wojennym. Zwanym, bo z wojną to niewiele on miał wspólnego.
    ale dla słabych psychicznie zawsze stwarzał okazje żeby dać z kraju nogę i problemy zostawić psychicznie wytrwalszym.

  11. Tylko że omawiane badanie właśnie temu przeczy 🙂 Jeśli jest jakakolwiek różnica w rezyliencji, to właśnie na korzyść wyjeżdżających.

  12. Marcin Nowak
    13 listopada o godz. 17:30

    Wspaniale.To znaczy ze jest dobrze. Sa silni, wytrwali i nic ich nie pokona.

  13. No i znowu fałszywy wniosek. Szkoda, że na studiach nie uczą czytania prac i wyciągania z nich wniosków.

  14. To nie byl wniosek tylko ironiczna uwaga na temat proby naukowego opisania 19 dzieci calkowicie pozbawionych opieki.

  15. Jak większość prac. Jeśli Włosi coś opisują w polskim czasopiśmie naukowym, to zazwyczaj nie dlatego, że jest to praca na poziomie Nature 🙂 Zapewne jednak pracowali nad tym przez kilka miesięcy i nie ma co się z nich wyśmiewać. Nie było to próba, to jest naukowy opis. Choć metodologicznie rzeczywiście nisko, o czym wyżej wspominałem.

  16. Rownie a moze jeszcze ciekawszy bylby naukowy opis rodzicow tych dzieci.

    P.S.
    Polskie czasopismo naukowe. Plakac czy smiac sie.

  17. Czekam w takim razie, aż pan Sławomirski zaprezentuje nam czasopisma, w których on publikuje.

  18. Szanowny Panie Marcin Nowak

    Nie publikuje. Czytam. Miernota tego co Pan zaprezentowal w celach politycznych to jeden aspect. Innym jest humanistyczny wydzwiek problemu. W tym wzgledzie popieram wolanie o rozwiazanie ktore zapobiegnie separacji dzieci od rodzicow i niekontrolowanej migracji z Afryki do Europy. Moim zdaniem kontrola rozrodczosci moze byc rozwiazaniem poza tym jest czas najwyzszy aby azjatycki boom dotarl do Afryki.

  19. Tak się składa, że najpierw trzeba coś napisać, opublikować. W nauce żadne wołanie nie ma najmniejszej wagi. Nie liczy się, jakie ktoś ma zdanie. Nawet nie zamierzam z tym polemizować. Mogę zacząć, jak dostanę publikację.

  20. Ale my nie mowimy o nauce ale o jej wykorzystywaniu w celach politycznych. Zawsze bylo to paskudne i zle sie konczylo dla osob to robiacych.

  21. Od czasu do czasu coś tam się przegląda z podręcznej biblioteczki. Tym razem rozpocząłem lekturę wywiadu – rzeki ze znanym polskim (niestety niedawno zmarłym ) polskim neurobiologiem Jerzym Vetulanim. Był profesorem nauk przyrodniczych, członkiem PAN, przez ponad dwie dekady redaktorem naczelny czasopisma „Wszechświat”.
    Dlaczego Vetulani? Ano dla dwóch smakowitych urywków które wyłowiłem z dosłownie kilku pierwszych stron wywiadu.
    Wszystko w kontekście tematu aktualnego tekstu, czyli obcy ludzie na naszym kontynencie. Co tam naszym. Na Polskim (wiem ,że to przymiotnik, ale jego ranga wymusiła na mnie użycie dużej litery) Kontynencie.
    I teraz dwa krótkie cytaty z rozdziału „Na wstępie kilka słów o mózgu.”

    „- …Ewolucja mózgu jest najpowolniejsza w Afryce Subsaharyjskiej, a najszybsza w Ameryce Południowej
    – Czyli tam gdzie geny różnych ras się mieszają…
    – … a ludzie muszą się szybciej adaptować. I to przynosi fantastyczne efekty. Najpiekniejsze kobiety świata są przecież z Brazylii, Kolumbii, Wenezueli.(…). Nawet papieża mamy teraz z Argentyny.”

    Czyli mało odkrywczy wniosek, ale zawsze to jakiś wniosek: Mieszanina genów daje fantastyczne efekty, czyli jakby nieco pobełtać polskich genów z… to kto wie, może 3 Noble na dekadę. Niekoniecznie pokojowe.

    I drugi fragment;
    Pyta Maria Mazurek:
    „Ewolucja nie skończyła się też u innych zwierząt. Możliwe, że geny jakiegoś innego gatunku mogą tak mutować,ze stanie się zagrożeniem dla ludzi?”
    A redaktor naczelny czasopisma „Wszechświat” odpowiada:
    „To nam naprawdę nie grozi, przynajmniej na razie. Ze zbyt mądrymi zwierzętami chyba damy sobie radę. Wydaje mi się,że to raczej pewne ludzkie rasy- dajmy na to orientalsi, którzy są najbardziej inteligentni i rozwijają się najszybciej – zaczną dominować nad pozostałymi”

    No właśnie:
    „..orientalsi, którzy są najbardziej inteligentni i rozwijają się najszybciej…”

    Z tego co wiem to są w Europie społeczności które wyciągają z tych faktów wnioski, a Polak ( nawet mieszkający za Oceanem) jak był głupim…przepraszam mądrym inaczej…takim już chyba pozostanie.

  22. Oczywiście „orientalsi” to mieszkańcy Orientu , a Orient… w tym miejscu liczę na inteligencję czytających.

  23. „Możliwe, że geny jakiegoś innego gatunku mogą tak mutować,ze stanie się zagrożeniem dla ludzi?”
    Obserwuje to nieustannie, choćby kolejne epidemie grypy. Populacje o większej róznorodności genetycznej rzeczywiście zwykle lepiej sobie radzą, ale szybkość ewolucji zależy także od warunków środowiskowych.

  24. Szanowny Pan Marcin Nowak
    Nieletni imigranci bez opieki to zaledwie 2% ogółu imigrantów.
    Badaniem objęto 0,076% populacji ( 0,0015% ogółu imigrantów.)
    Na podstawie takiej nikłej próbki wyciągać jakiekolwiek uogólnienia?
    To tak jakby ktoś zbadał tory na stacji w Swarzędzu na długości peronu i na tej podstawie wnioskował o całej trasie kolejowej Poznań – Warszawa.
    Metoda indukcji jest dobra w badaniu procesów fizycznych, które przebiegają zgodnie z określonymi prawami natomiast zawodzi ona w badaniach zachowań ludzkich. Ta sama kobieta w jednym facecie wzbudza pożądanie a w drugim (delikatnie mówiąc ) niechęć.
    To jak – jest ona atrakcyjną czy nie jest ?
    Z panami oczywiście jest tak samo – dla jednych pań ten facet to „ciacho” a dla innych „palant”.
    Dlaczego ostatnimi laty w różnych bandach zwalczających się plemion ( np. między Tutsi i Hutu ) dominowali nastoletni chłopcy ?
    Dawniej wojownik potrzebował lat, by nabrać biegłości w posługiwaniu się dzidą, łukiem czy toporem.
    Teraz w pół godziny można 12-15 letnich chłopców nauczyć posługiwania się kałachem. No i tacy młodzi nie mają takich zahamowań przed mordowaniem innych co dorosły człowiek.
    Nie na darmo się mówi, że dzieci to najbardziej okrutny ” gatunek ludzki”.
    Nie dlatego , że są tacy „z natury” – po prostu brak im wyobraźni i zdolności przewidywania konsekwencji takich czynów.
    Pan Sławomirski, ja i nam podobni ( zapewne z grupy 60+) nie chcemy tego ćwiczyć na sobie i swych bliskich tylko wyciągamy wnioski z cudzych doświadczeń i błędów – to mniej boli.
    Nie ma w tym żadnego rasizmu, ksenofobii – po prostu chcemy u siebie żyć i czuć się bezpiecznie.
    To, że ktoś wyniki swych badań opublikował ( a raczej „opublikowali mu” ) nie jest żadnym argumentem. Niejedna z publikowanych w nich prac okazywała się bzdurą a innym odmawiano tego, bo ich praca „godziła w interesy sponsorów czasopisma”.
    Coraz więcej jest właśnie takich przypadków, że o publikacji decyduje wartość naukowa opracowania a owa „zgodność z interesem sponsorów”.
    Co do liczebności ludności.
    Wystarczy porównać dynamikę wzrostu liczby ludności np. w latach 1950-2016 :
    Europa – 1,33
    Azja – 3,00
    Afryka – 4,70
    Dla wybranych państw – to samo:
    Chiny – 2,4
    Indie 3,19
    Egipt 4,98
    Pakistan 5,05
    Filipiny 5,20
    Etiopia 5,82
    W ostatnim półwieczu co 12-14 lat ludność Ziemi wzrastała o kolejny 1 mld.
    O gęstości zaludnienia można sobie znaleźć dane w internecie – chcę tylko dodać, że 20% powierzchni lądów zajmują państwa, w których żyje 80% ludności świata.

  25. Poprawka – winno być:
    „Coraz więcej jest właśnie takich przypadków, że o publikacji NIE decyduje wartość naukowa opracowania a owa „zgodność z interesem sponsorów”.”

  26. @kaesjot doprecyzowuje i pisze:
    „Coraz więcej jest właśnie takich przypadków, że o publikacji NIE decyduje wartość naukowa opracowania a owa „zgodność z interesem sponsorów”r.

    @Marcin Nowak z kolei w swoim zasadniczym tekście zamieszcza taki oto fragment:
    „Jedyna właściwie różnica dotyczyła religii jako źródła siły, gdzie nieletni uchodźcy bez opieki uzyskali wysokie wyniki – co stanowi czynnik ochronny, podobne wnioski wypływały już z wcześniejszych badań.”

    A ja z kolei muszę zadać pytanie:

    „A któż jest tym sponsorem sponsorów?

    I od razu spieszę z odpowiedzią – chyba ich Allah.

  27. @kaesjot pisze m.in.:
    „Nie ma w tym żadnego rasizmu, ksenofobii – po prostu chcemy u siebie żyć i czuć się bezpiecznie.”
    „My” oznacza prawdopodobnie tandem: @kaesjot ze @Sławomirskm.
    Przy czym prawdopodobnie nie oznacza wcale pewności.
    A konkretnie chodzi mi o zwrot:
    „…chcemy u siebie żyć…”. Co on oznacza?
    I nie chcąc być posądzony o zbytnią małostkowość od razu dodam, że eliminuje z grona desygnatów zwrotu ” u siebie” …Układ Słoneczny.
    Ale chciałbym mimo wszystko poznać, czy oznacza jakiś konkretny strategiczny punkt na tajnej wojskowej mapie będącej własnością ludzi min. Macierewicza? Czy może „u siebie” oznacza rodzinny powiat, makroregion, kraj, czy może ukochany kontynent?
    Niby nie jest mi to do niczego potrzebne, ale chciałbym wiedzieć jaką skalą
    postrzegasz @kaesjocie bezpieczeństwo swoje i swoich bliskich (niekoniecznie zresztą tylko Sławomirskiego), bo jedynie wówczas będę mógł bliżej z troską pochylić się nad Twoim wywodem dotyczącym globalnych demograficznych trendów.

  28. Cóż… Dużo poglądów, żadnych danych, które by je potwierdzały 🙂

  29. miłośnik czarnych jagód
    Sponsorem sponsorów jest konsument ale jego sponsorem jest jego pracodawca, który uznaniowo decyduje jaką część efektów ( dochodów) wypracowanych przez zatrudnionych przez niego pracowników przekaże im w formie wynagrodzenia za pracę a jaka zostawi sobie, z czego część przeznacza na sponsorowanie badań i wydawnictw mających za zadanie przekonać konsumentów, że „jego” produkt jest najlepszy i na jego zakup mają przeznaczać zarobione pieniądze.
    Dzięki wydatkom na sponsorowanie sponsor zarabia coraz więcej.
    Jest to tzw „sprzężenie zwrotne dodatnie”

    „…chcemy żyć u siebie …” – po „naszymu” ( poznańsku ) znaczy to ” w naszym fyrtlu” czyli osiedlu, dzielnicy, mieście.

  30. Marcin Nowak
    18 listopada o godz. 15:59

    „Cóż… Dużo poglądów, żadnych danych, które by je potwierdzały ”
    A tak konkretnie …?

  31. Konkretnie jakieś 2/3 Pańskiego wpisu 🙂 W nauce poglądy nie mają większego znaczenia. Bez empirycznej weryfikacji właściwie się nie liczą.

  32. Marcin Nowak
    18 listopada o godz. 17:12
    To znaczy, że my wszyscy „nienaukowcy” nie mamy nic do gadania ???
    Dla mnie praca naukowca tyle jest warta ile z niej ludzie maja pożytku a nie co i gdzie publikuje!

  33. @kaesjot pisze m. in.:
    Dla mnie praca naukowca tyle jest warta ile z niej ludzie maja pożytku a nie co i gdzie publikuje!

    Czyli @kaesjot to ortodoksyjny pragmatyk.
    Ale przecież zapewne wiesz @kaesjocie, że (pije w tym momencie do tekstu Marcina Nowaka), że człowiek (l. mnoga ludzie) to zarówno jeden z badanych młodzieńców, jak również Ty, albo Twój serdeczny kolega Sławomirski.
    I jeżeli zarówno ten pierwszy (młody uchodźca) odniesie pożytek z jakiejś (niekoniecznie tej którą omawia Marcin Nowak) publikacji naukowej jak i ten drugi ,czyli np. Sławomirski; i każdy z nich wyciągnie inne wnioski zektury owej publikacji, to czy dysponujesz rzetelnym kryterium, które pozwoli ci miarodajnie określić które wnioski ocenisz jako te słuszne, jako bardziej bardziej wiarygodne, aktóre zbyć wzruszeniem ramion? Którym możesz bardziej zaufać, albo po prostu uznać za swoje?

    Tak więc pożytek niejedno ma imię. Z pożytkiem to trochę jak z sierpem. Może służyć jako nieodzowny na pewnym etapie historii środek produkcji, ale również może służyć również jako uniwersalny symbol…Podobnie ma się sprawa z młotkiem.

  34. Miłośniku czarnych jagód ( też je lubię ).
    Mnie sierp i młot interesują jako narzędzia a nie symbole bom jest ortodoksyjny pragmatyk !
    Jak rabuś użyje sierpa jako narzędzie zastraszenia to ma z tego korzyść lecz zastraszony obrabowany poniósł stratę. Bo w tym przypadku jest to „gra o sumie zerowej” – suma korzyści wygranych jest równa sumie strat przegranych.
    Wg mnie, dobrze jest gdy większość wygrywa kosztem mniejszości ( jak na przykład na reformie rolnej w PRL-u skorzystało ( z grubsza biorąc ) 40 razy więcej niż straciło zatem to było DOBRE.
    W przypadku powstania warszawskiego w interesie nielicznej grupy władz emigracyjnych oddało swe życie ok. 200 tys. mieszkańców zatem było ono ZŁEM.

    Zdarzało mi się realizować projekty, których autorem był naukowiec szczycący się tytułem dr n. tech. Z teoretycznego punktu widzenia bardzo dobre ale z praktycznego nie do zrealizowania w sposób przynoszący jakikolwiek z niego zysk. Po pewnym czasie nauczył się projektować tak, by dało się to wykonać i zarobić jeszcze na tym.
    Kolega lubi się chwalić świeżo nabytą ( z internetu) wiedzą naukową i zaczął opowiadać, jakie to mogą być skutki, gdy dojdzie do zmiany biegunów pola magnetycznego Ziemi.
    Pytam go – kiedy to będzie – jutro, za tydzień miesiąc, rok ?
    No nie – to może być za 1000 albo i 10 000 lat – odpowiada.
    To mam to w d…pie – odpowiadam mu – wtedy dawno mnie ani tych, których znam i kocham już na tym świecie nie będzie. A ponadto zarówno Homo erectus jak i jego przodkowie przeżyli kilka podobnych „katastrof” i świat toczy się dalej.
    Za Sławomirskim łączy mnie tylko zgodność poglądów na wiele spraw.

css.php