Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
niedowiary - blog (szalonych) naukowców niedowiary - blog (szalonych) naukowców niedowiary - blog (szalonych) naukowców

1.07.2016
piątek

Nic się nie stało

1 lipca 2016, piątek,

Iceland.jpgZ czasów kiedy jeszcze interesował mnie postmodernizm, pamiętam tezę Jean-François Lyotarda, że wielkie opowieści przeminęły. Im więcej wody upływa w heraklitejskiej rzece, tym wyraźniej widać, że teza ta nie znajduje odbicia w rzeczywistości.

Muszę oczywiście poczynić zastrzeżenie, że tezę Lyotarda wyjmuję zupełnie z kontekstu, w którym jej użył. Twierdzę po prostu, że opowieści – nieważne już, czy nazwiemy je dużymi czy też małymi – mają się bardzo dobrze. Zilustruję to kilkoma przykładami.

Oto w mediach króluje Euro 2016. Traf chciał, że sobotni mecz ⅛ finału musiałem słuchać w radiu i gol Błaszczykowskiego niemal mogłem zobaczyć, dzięki fantastycznej opowieści komentatora radiowego. Z kolei na jednym z portali czytałem narzekania na pracę redaktora Borka, który wrażeń wizualnych w tym samym czasie, ale w telewizji, nie był w stanie przekazać.

Ale nie tylko o Euro tutaj chodzi. Przeglądając YouTube, natrafiłem na wywiad z Remigiuszem Maciaszkiem, twórcą niezwykle popularnego kanału. Podkreśla on, że dla niego zawsze liczy się dobra opowieść, czy to wtedy, gdy zajmuje się grami, czy też gdy vloguje. Jego zdaniem o popularności zadecydowało między innymi takie nastawienie.

Podobnie Piotr Skowyrski – popularny komentator między innymi turniejów lanowych w CS:GO – w innym wywiadzie podkreśla, że w początkach swojej pracy wzorował się między innymi na redaktorze Zimochu.

Dobra opowieść nie bierze się znikąd i musi mieć jakieś odwołanie do faktów. Ale fakty można opowiadać w różny sposób, podobnie jak o butelce można mówić, że jest do połowy pełna albo do połowy pusta. Wracając do Euro, to oczywiście tu też mamy różne opowieści. Opowieść o Islandczykach, którzy sprawili drugi Brexit, czym z miejsca podbili serca kibiców z wielu krajów Europejskich. Czy najświeższa opowieść o drużynie Polski, dla której narracja „nic się nie stało” i „jesteśmy dumni” nabiera nowego charakteru.

Grzegorz Pacewicz
Fotografia: Fablen Agon/flickr.com (CC BY-NC 2.0)

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. Czy rzeczywiście to co robi pan redaktor Zimoch można nazwać opowieścią? Opowiadał wydarzenia pan Bogdan Tomaszewski. Pan Zimoch wrzeszczy. Może to jest rodzaj ekspresji ale nie opowieści, narracji.
    Z poważaniem W.

  2. Podpierając się tezami postmodernizmu (mniejsza o to, jakie to tezy), można byłoby wykazać, że każdy ciąg słów jest opowieścią, skoro nie jest ważne, czy to jest mała (krótka/niepopularna), czy duża (długa/popularna) opowieść.

    Wywód w tym tonie jakoś tak przywołał w pamięci dowcip o postmodernistach, który zaczynał się od pytania: Ilu trzeba postmodernistów, aby wkręcić żarówkę?

  3. @bubekró

    Nie podpieram się tezą postmodernistów, a wręcz przeciwnie. W pewnym stopniu fascynuje mnie to, jak opowieści i opowiadanie przyciąga ludzi, co obserwuję na youtubie.

    @Wojtek-1942

    Nie wiem, nie znam się.

  4. @g.p.

    Możliwe, ale nazywanie każdej wypowiedzi (no, dobrze – wybranej na chybił-trafił) opowieścią i pisanie, że opowieści mają się dobrze, oznacza, że póki ludzie będą cokolwiek mówić, to nie będzie kresu opowieści. A to już, jak w dowcipie, jest bliskie postmodernizmowi.

  5. @bubekró

    Co jest a co nie jest „opowieścią”, to tutaj nie jest sprecyzowane. Ale z pewnością nie jest nią „każda wypowiedź”. Próbowałem uchwycić coś, co od dawna chodzi mi po głowie. Faktem jest, że wymaga to dalszego sprecyzowania.

css.php