Matematyka

matZamiłowanie do matematyki było udziałem wielu filozofów.

Matematykę wielbił Platon, matematykami byli Kartezjusz, G. Leibniz czy B. Russell. Wysoko cenili matematykę i logikę K. Twardowski i E. Husserll. Można wymieniać i wymieniać.

Ja, chociaż filozofem nie jestem, matematykę lubiłem od zawsze, chociaż nie zawsze mi na niej szło. Ze szkół pamiętam, że miałem solidne „cztery” zarówno w podstawówce, jak i w liceum. Trudno mi powiedzieć, z czego to wynikało, bo wszystko raczej rozumiałem. Być może za mało ćwiczyłem. Ale nie pozbawiło mnie to jakiejś cichej miłości do matematyki.

Dlatego gdy mój syn poszedł do szkół, z przyjemnością mu pomagałem w robieniu zadań, a przed egzaminem nawet robiliśmy sobie regularne powtórki. Szło nam dobrze – do czasu gimnazjum.

Mam taką obserwację, że matematyka to połączenie rozumienia i pamiętania. W obu wypadkach liczą się powtórki. Rozumieć to nie znaczy pamiętać, chociaż jest wstępem do tego. Pamięć zaś wyrabia się przez częste powtórki, które z kolei sprzyjają rozumieniu. Nie bez przyczyny nauczyciele tak dobrze rozumieją to, czego uczą – przez częste powtórki nauczyli się i zrozumieli, czego uczą.

Przenosząc tę obserwację na grunt szkolny, uczyniłbym jedną prostą rzecz – obciął cały podręcznik o połowę. Materiał jest bardzo obszerny. Wszystko idzie szybko, tematy i zagadnienia zmieniają się szybko. Brakuje powtórek, powrotów do tego, co było wcześniej. Tymczasem bez intensywnej pracy w domu efekt jest niewielki. A przecież wiele zagadnień w matematyce jest ze sobą połączonych – brak w jednym miejscu skutkuje brakami w kolejnych. Dlatego właśnie wziąłbym i program przyciął, całość nieco spowolnił i zwiększył liczbę powtórek, tak by wszystko się utrwalało.

W takich przedmiotach jak matematyka udział nauczyciela albo kogoś, kto po prostu czuwa nad procesem uczenia, jest bardzo duży. To on potrafi wychwycić błędy, skorygować, podpowiedzieć i tak dalej. Ale przy takim materiale, w często przeładowanych klasach, przy programie, w którym temat goni temat, jest to niemożliwe. Skutek jest, jaki jest.

Piszę to okiem kogoś zupełnie z zewnątrz, kto nawet nie do końca zna się na nauczaniu tego przedmiotu, ale obserwuje postępy swojego dziecka. I piszę to właśnie w dniu egzaminu gimnazjalnego z matematyki. Gimnazjalistom życzę powodzenia.

Grzegorz Pacewicz
Fot: Dylan NG/flickr.com (CC BY 2.0)