Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
niedowiary - blog (szalonych) naukowców niedowiary - blog (szalonych) naukowców niedowiary - blog (szalonych) naukowców

25.05.2008
niedziela

Projekt „Codzienność”

25 maja 2008, niedziela,

drobina egzystencjalna
Fot. Bryan Gosline, Flickr, CC by SA

W życiu codziennym, podobnie jak w sztuce, nie ma potrzeby tworzenia systematycznych teorii, odnoszących się do zjawisk wszelakich. W odniesieniu do nauk ścisłych ta chęć dogłębnej analizy świata znajduje zastosowanie w postaci wprowadzania coraz to nowocześniejszych technologicznych rozwiązań; po co jednak tworzyć teoretyczne konstrukty, często nieprzystające do ludzkich doświadczeń, w obszarze nauk społecznych i humanistycznych?

Jak obrazowo wyłożyła to Jolanta Brach-Czaina w „Szczelinach istnienia”, szczególnym traktacie filozoficznym, ludzkie życie składa się z drobin egzystencjalnych, takich jak pościelenie łóżka, zaparzenie porannej kawy i umycie zębów. Każdego dnia wykonujemy tysiące banalnych czynności, które składają się na nasze równie zwyczajne życie. Z tymi „szczelinami istnienia”, które stanowią podstawę dla poczucia zadomowienia w świecie, z trudem radzą sobie socjolodzy czy filozofowie, budując wyrafinowane analizy, nijak mające się do świata ludzkich przeżyć, odczuć i refleksji. Już bliżej, na przykład, powieści i filmowi do tego, żeby objąć złożoność, ambiwalentność, czasem dramatyczność, a czasem i komizm doświadczeń ponowoczesnego człowieka. To dlatego, czytając „Lubiewo” Michała Witkowskiego, zastanawiamy się, co to właściwie znaczy „kochać”, a oglądając film „Pora umierać” Doroty Kędzierzawskiej przypominamy sobie, że życie nie trwa wiecznie. Czy czytanie prac z zakresu nauk społecznych i humanistycznych w jakikolwiek sposób wzbogaca nasze życie?

Ludzki umysł funkcjonuje zgodnie z logiką narracji. Dzięki biograficznym opowieściom doświadczeniu nadawane są spójność i sens. Dzięki innym, obejrzanym i przeczytanym historiom, bezustannie odbywa się wewnętrzny spektakl wyobraźni, polegający na graniu z tym, co możliwe – jesteśmy zatem tacy, jakich sobie sami potrafimy wyobrazić; nasze życie przybiera takie kształty, jakie zdołamy dla niego wymyślić. O ile jednak sztuka z powodzeniem wpisuje się w tę aktywność tworzenia różnorodnych interpretacji zdarzeń egzystencjalnych, takich jak miłość i śmierć, o tyle humanistyka z uporem zamyka się w swoim własnym świecie (i języku), zadowalając się praktyką pisania nie czytanych dzieł.

Sposobem wyjścia z interpretacyjnego impasu mógłby stać się projekt „Codzienność”, to znaczy skierowanie naukowej uwagi na takie szczegóły ludzkiego życia, które zazwyczaj jej umykają. Zazwyczaj, bo powstają też prace wyjątkowe, które dobitnie dowodzą, że „poszukiwanie sensu elementarnych zdarzeń egzystencjalnych, jak poród, akt seksualny, czynność jedzenia, jest – bądź nie jest – uprawnione w tym samym stopniu, co wszelkie interpretowanie i orzekanie o istnieniu. Nie są to pytania, na które można otrzymać jasną odpowiedź. Można tylko drażnić. Trzeba” (Jolanta Brach-Czaina, „Szczeliny istnienia”).

Nauki społeczne i humanistyczne musiałyby jednak otworzyć się na to, co myślą i czują tak zwani zwykli ludzie, zarówno w odniesieniu do teoretycznych sposobów ujmowania codziennych doświadczeń, jak i w odniesieniu do stosowanego w tych analizach języka. Ponowoczesny świat przestaje być światem, w którym socjolog czy filozof narzuca rzeczywistości społecznej interpretacje, które w niewielkim stopniu przystają do odczuć i przemyśleń tworzących tę rzeczywistość osób.
Anna Wiatr

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 16

Dodaj komentarz »
  1. „Nauki społeczne i humanistyczne musiałyby jednak otworzyć się na to, co myślą i czują tak zwani zwykli ludzie zarówno w odniesieniu do teoretycznych sposobów ujmowania codziennych doświadczeń, jak i w odniesieniu do stosowanego w tych analizach języka”

    Pytanie tylko kim jest „zwykły człowiek”? Na podstawie jakich kryteriów go wybierzemy? Wyniki będą w dużej mierze zależeć od kryteriów. Czy ja np. jestem zwykłym człowiekiem w odniesieniu do nauk biologicznych?

  2. Ale przecież hermetyczność jest w pewnym sensie conditio sine qua non statusu nauk społecznych. Metodologia konstytuuje opis jakiegokolwiek wycinka społecznej reality, jest elementem dyskursu nauk społecznych, ba – bywa potrzebna nawet największym idealistom. A z drugiej strony, wiara w przewrót na miarę teorii ugruntowanej, jest dzisiaj mocno naiwna, bo ? mimo że wybitnie inspirująca ? TU udowodniła, że totalny zwrot humanistyczny jest w socjologii niemożliwy, zostają tylko pewne podejścia – jak super modny ostatnio story-telling – dzięki którym uda nam się choć trochę zminimalizować instrumentalizm opisu.

    Większa krzywda w potocznym odbiorze, myślę, dzieje się naukom społecznym ? w tym socjologii przede wszystkim – przez pewien szczególny format ich popularyzacji. Próby ?przystępnej? introdukcji do socjologii dla nie-socjologów degradują ją do ujętych w formie lakonicznych truizmów kompendiów wiedzy wszelakiej. Abstrahując kompletnie od teorii na rzecz fetyszyzowania statystyki.

  3. „…W życiu codziennym, podobnie jak w sztuce, nie ma potrzeby tworzenia systematycznych teorii, odnoszących się do zjawisk wszelakich…”

    Wydaje mi sie, że jednak teorie czasem się przydają: są ludzie którzy idą przez życie wierni jakiemuś prądowi duchowemu czy ideii humanistycznej – tu teorie są zbędne, bowiem idziemy ścieżką wytyczoną przez innych.

    Są tacy, co idą do klasztoru lub do wojska i wtedy ich życie uregulowane jest zewnętrznymi przepisami.

    Pozostali mają do wyboru:
    – korzystać z teorii na temat życia tak, aby wypracować sobie reakcje na różne trudne sytuacje,
    – reagować na wszystko impulsywnie lub nawykowo.

    Innego wyjścia nie widzę. Tak więc terie się przydają (nawet w z pozoru nieistotnych sprawach) a czytać socjologów/antropologów warto choćby ze względu na walory literackie – kilku z nich dostało literackiego Nobla, kilku zaś innych wytyczyło nowe ścieżki w literaturze.

    PS Podobnie jak @GP mam wątpliwości co ” zwykłych ludzi” – dla mnie wszyscy ludzie są „zwykli” tj. niezaleznie od środowiska wykształcenia i zasobności doświadczają życia dość podobnie.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @GP, Art63,

    nie wiem, jak wygląda sytuacja ‚zwykłego człowieka’ w odniesieniu do nauk biologicznych. Napisałam jednak „tak zwani zwykli ludzie” – chodziło mi o podkreślenie tego, że perspektywy osób z różnych społecznych światów, są często nieprzystające, nie tylko do aparatu teoretycznego socjologa, ale i do siebie nawzajem. Ludzie nadają swoim doświadczeniom różnorodne znaczenia, używając do tego wielu języków, nawet jeśli posługują się językiem polskim Chciałabym, żeby było to brane pod uwagę przynajmniej przez przedstawicieli nauk społecznych i humanistycznych. (Jednym z takich socjologicznych rozwiązań, pozwalających zastosować to, o czym piszę, jest zasada maksymalnego i minimalnego kontrastu, tzn próba uchwycenia tych różnych sposobów spojrzenia na poszczególne aspekty ludzkiej egzystencji, zgodnie z tym, jakich kategorii do opisu własnych doświadczeń używają poszczególne osoby).

    Nie podważam przy tym przydatności teorii, raczej zastanawiam się nad tym, jak te teorie są konstruowane.

    @Olga,

    myślę, że TU i – szerzej – socjologia jakościowa – z powodzeniem zajmuje się obecnie interpretacją tego, co dzieje się w społeczeństwie, nie tylko polskim; nie podoba mi się jednak to, że często podejścia te traktowane są z przymrużeniem oka. Jedną z ostatnich inspiracji jest dla mnie socjologia Kaufmanna, o której pisałam na narracjach (http://narracje.blox.pl/html). To jednak symptomatyczne, że piszesz o zwrocie humanistycznym w odniesieniu do nauki, jakby nie było, społecznej.

  6. „poszukiwanie sensu elementarnych zdarzeń egzystencjalnych, jak poród, akt seksualny, czynność jedzenia…”

    Antropologia sobie z tym radzi bez problemu, tego typu „znaczenia” to tutaj norma. Problem może w tym, że to zaczyna „byc widać” dopiero z dystansu, przy badaniu „innych”. Inna sprwa że we współczesnym świecie symbolika takich zdarzeń ulega zatarciu, bo to wszystko było kiedyś interpretowane w kontekście społeczności, a w społeczeństwie zatomizowanym takie sensy przestają mieć znaczenie.

  7. @ AW
    Jednak mimo gros (dominujących zresztą) diagnoz utrzymanych w duchu ponowoczesnym, socjologia ulega wciąż pozytywistycznemu fetyszyzmowi danych. I dla pełnej jasności: w formie nadużyć kult terenu bywa równie zniekształcający jak nauka gabinetowo-konferencyjna. Choć z naiwnością czterolatka myślę, że praktyczny kontent jest bezpieczniejszy, bo zapewnia kontakt ze światem społecznym, ułatwia uniknąć ignorancji i niewiedzy, które paradoksalnie w socjologii wpisują się w pewną normę. I w tym sensie ma rację Hoko, bo to właśnie antropologia – przez szczególny miks spotkania z Innym w terenie z szeroką bazą teoretyczną – rozdrabnia niegdysiejsze pytanie filozofii o człowieka na szczegółowe wymiary jego egzystencji. Czasem myślę, że jest to najlepsza odpowiedź na pozytywistyczno-humanistyczny rozkrok, w którym socjologia się znajduje. A potem przypominam sobie, że świat społeczny chaotyczny i niespójny jest przecież i staję się spokojna, i ufna.

    Dzięki za adres strony, zajrzę na pewno. Pozdrawiam

  8. AW,

    Przestaję łapać o co w tym projekcie miałoby chodzić. Z jednej strony mamy coś takiego:

    „Napisałam jednak ?tak zwani zwykli ludzie? – chodziło mi o podkreślenie tego, że perspektywy osób z różnych społecznych światów, są często nieprzystające, nie tylko do aparatu teoretycznego socjologa, ale i do siebie nawzajem. Ludzie nadają swoim doświadczeniom różnorodne znaczenia, używając do tego wielu języków, nawet jeśli posługują się językiem polskim Chciałabym, żeby było to brane pod uwagę przynajmniej przez przedstawicieli nauk społecznych i humanistycznych.”

    czyli o branie/badanie perspektywy tzw. zwykłego człowieka, jakie znaczenia nadaje on temu, co się wokół niego dzieje. Ok, co do tego, że żyjemy w różnych światach, zgoda. I zgoda, że można to badać.

    Z drugiej strony mamy: „poszukiwanie sensu elementarnych zdarzeń egzystencjalnych, jak poród, akt seksualny, czynność jedzenia, jest – bądź nie jest – uprawnione w tym samym stopniu, co wszelkie interpretowanie i orzekanie o istnieniu. Nie są to pytania, na które można otrzymać jasną odpowiedź. Można tylko drażnić. Trzeba? (Jolanta Brach-Czaina, ?Szczeliny istnienia?).”

    Co nie jest niczym więcej, jak jakąś próbą teoretyzowania. W takim wypadku różnica między teoretyzowaniem tzw. zwykłego człowieka na temat sensu elementarnych zdarzeń egzystencjalnych może różnić się od takiej działalności „naukowca” tylko stopniem refleksji, jej systematycznością, uporządkowaniem itp.

  9. „Sposobem wyjścia z interpretacyjnego impasu mógłby stać się projekt ?Codzienność?, to znaczy skierowanie naukowej uwagi na takie szczegóły ludzkiego życia, które zazwyczaj jej umykają. Zazwyczaj, bo powstają też prace wyjątkowe, które dobitnie dowodzą, że ?poszukiwanie sensu elementarnych zdarzeń egzystencjalnych, jak poród, akt seksualny, czynność jedzenia, jest – bądź nie jest – uprawnione w tym samym stopniu, co wszelkie interpretowanie i orzekanie o istnieniu.

    Brzmi ladnie, ale nic z tego nie rozumiem, powiem szczerze. Wydaje sie ze nauka nie moze „poszukiwac sensu” cokolwiek to znaczy. A kazde z wymienionych czynnosci jest badane intensywnie przez wiele dziedzin nauki takich jak fizjologia, czy tez psychologia. Badania ewolucyjne w biologii ujawnily decydujaca role seksu w zmiennosci genetycznej (ale domyslam sie ze nie a taki sens chodzi autorce).

  10. @ GP

    i o to „tylko” („tylko stopniem refleksji, jej systematycznością, uporządkowaniem itp.”) toczy się gra o wiedzę/władzę. W tym projekcie miałoby chodzić o to, żeby pisząc o ludzkiej egzystencji, brać pod uwagę całą jej złożoność (różnorodność nadawanych jej znaczeń). A może też o zadanie pytania: czy w moich (np socjologicznych) interpretacjach ludzkich doświadczeń odnajdują się ludzie, których te interpretacje dotyczą? (i znów, metodologiczne przełożenie takich propozycji może polegać na tym, żeby wyniki badań stały się dla tych „zwykłych ludzi” dostępne, także językowo).

    @ jacek_placek

    w odniesieniu do socjologii myślę, że można by zająć się poznawaniem sensu poszczególnych egzystencjalnych zdarzeń, ale koncentrując się na tym, jak ten sens konstruują uczestnicy społecznych światów (to, jakie to będą zdarzenia i w jakich kontekstach badacz/badaczka zdecyduje się je rozpatrywać, pozostaje już kwestią wyboru). Wyniki takich badań będą zapewne różnić się od interpretacji podejmowanych np z ewolucyjnego punktu widzenia.

    ***

    „bo to właśnie antropologia – przez szczególny miks spotkania z Innym w terenie z szeroką bazą teoretyczną – rozdrabnia niegdysiejsze pytanie filozofii o człowieka na szczegółowe wymiary jego egzystencji”

    Jest to jeden z moich ulubionych naukowych miksów :).
    Pozdrawiam

  11. Aby badania socjologiczne moga byc dostepne dla „zwyklych ludzi” byloby pomocne aby wyrazac sie jasno. Przyklad — zwrot „konstruowac sens” uzyty powyzej. Ja nie moge sie nawet domyslac co to znaczy (uwazam sie za zwyklego czlowieka). Obawiam sie ze uzywanie takich zwrotow czasami sygnalizuje brak dobrze zdefiniowanych tresci (albo cos to znaczy w zargonie socjologii ale zwykly czlowiek nie pojmuje).

  12. @ jacek_placek

    Sugerujesz, że wpadłam we własne sidła? 😉

    W zależności od kontekstu, używam innego języka, ale rozumiem, że może ci się nie podobać ten rodzaj ‚żargonu’. Tutaj dopiero rozpoznaję panujące reguły, także językowe. Poza tym, wydaje mi się, że ogólnie sytuacja ze słowami jest dość skomplikowana – słowa są wieloznaczne, między innymi dlatego trzeba na nie uważać.

    Pozdrawiam

  13. @AW,

    „i o to ?tylko? (?tylko stopniem refleksji, jej systematycznością, uporządkowaniem itp.?) toczy się gra o wiedzę/władzę. ”

    Rozumiem, o co chodzi. W takim razie moja obiekcja sprowadza się do kwestii, że język opisu gry niekoniecznie musi być tym samym co sama gra. Pytanie czy jest to różnica stopnia między jednym a drugim, czy też różnica charakteru.

  14. @ GP

    Język opisu gry na pewno nie jest tym samym, co język gry. Myślę, że w zależności od stosowanej strategii badawczej chodzi o różnicę stopnia albo o różnicę charakteru. (Ja używam pierwszej albo drugiej strategii w zależności od tego, na jakim jestem etapie pracy z materiałem empirycznym).

  15. Moment przejścia między jednym językiem a drugim (opis a gra) jest najciekawszy z mojego punktu widzenia. Zwłaszcza uzasadnienie tego przejścia.

  16. jak bardzo jest autor tego tekstu merytorycznie przygotowany to pisania takich artykolow ?

    „Nauki społeczne i humanistyczne musiałyby jednak otworzyć się na to, co myślą i czują tak zwani zwykli ludzie [..]”

    pol socjologi sie tym zajmuje!

    szkoły: interakcjonalisci sumboliczni, socjologia humanistyczna (Max Weber- klasyk socjologi), socjologia rozumiejaca (George Simmel, tez 19wiek), neoinstytucjonalisci itp..

    plus cala atropologia

    wszyscy pochylaja sie nad elemenatrnymi zachowaniami ludzkimi
    i tym jak ludzie nadaja znaczenia i sens podstawowym rzecza

    takze zapewne, autor tego tekstu zakonczyl edukacje humanistyczna na kiepskiej nauczycielce polskiego w technikum
    i nie wysil sie dowiedziec czegos wiecej o tym o czym pisze

  17. @ stahn

    Trochę więcej ZROZUMIENIA dla kiepskich nauczycielek polskiego w technikach.

    Z pozdrowieniami
    autorKA

css.php