Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
niedowiary - blog (szalonych) naukowców niedowiary - blog (szalonych) naukowców niedowiary - blog (szalonych) naukowców

10.04.2008
czwartek

Czy pegazy istnieją?

10 kwietnia 2008, czwartek,

szkielet_450.jpg

Czy skrzydlaty koń latał wczoraj wieczorem nad Olsztynem?

Mimo, że pytanie to jest, ściśle rzecz biorąc, źle postawione, w historii filozofii pojawiało się wiele prób sprecyzowania, czym istnienie jest. Pytanie to jest źle postawione, bo słowo „istnieć” jest synonimem słowa „być”. Wobec tego zagadnienie to tak naprawdę ukrywa swoją rzeczywistą treść, by nie okazać swojej nieporadności. Bo jak to brzmi: czym jest „bycie”, albo żeby jeszcze bardziej to pokazać: czym jest „jest”?

Pomimo swojej nieporadności, by nie rzec sprzeczności, dociekania związane z problemem czym jest istnienie, okazały się niezwykle płodne. Odkryto dość szybko, że słowo „być” ma ogromną pojemność znaczeniową i jest stosowane w wielu funkcjach: od wskazywania na cechy rzeczy, osób, ludzi, pojęć, problemów itp. do stwierdzania samego istnienia.

W przypadku opisywania różnego rodzaju przedmiotów słowo „jest” służy tak naprawdę do opisu tak zwanej istoty rzeczy. Pomija zaś samo istnienie tej rzeczy, ponieważ odkryto także, że samo istnienie rzeczy i stwierdzanie tego istnienia, jest czymś innym niż cechy. Stąd umowne rozróżnienie na istotę i istnienie. Kiedy jednak zastanawiano się nad związkiem jednego i drugiego pojęcia, wychodziła pewna bezradność. Pytanie o to, czym jest istnienie, zmierza do opisania istoty istnienia. To zaś jest niemożliwe, skoro czym innym jest istota, a czym innym istnienie. Samo istnienie nie jest cechą, chociaż gdyby rzecz nie istniała, nic nie dałoby się o jej istocie sensownego powiedzieć.

W filozofii scholastycznej w obliczu tej trudności przywoływana jest metafora światła. Tak jest u Tomasza z Akwinu. Jego zdaniem istnienie ma się tak do istoty jak światło do przezroczystego ciała. Dzięki światłu ujawnia się natura czegoś przeźroczystego, czyli jego cechy, co z kolei wpływa na samo światło, które przenika przez tę rzecz. Przyznam, że metafora ta bardzo mi się podoba, chociaż nie sądzę, by posuwała ona naprzód sprawę określenia, czym istnienie jest i co to znaczy, że rzecz w ogóle jest.

W związku z pytaniem o to, czym jest istnienie, bardzo lubię tekst Willarda van Orman Quine?a „O tym, co istnieje”. Quine rozdmuchany problem istnienia sprowadza do właściwych rozmiarów. Sprawa nie jest zawiła, ale dość trudna. Dlatego postaram się opisać ją bardzo prosto.

Najogólniej rzecz biorąc Quine podtrzymuje formułę Bertranda Russella, Gottloba Fregego i wielu innych logików-filozofów, że istnieć znaczy być wartością zmiennej. Znaczy to mniej więcej tyle, że pytania o to, co istnieje, należy tak przeformułować, żeby poszukiwanym obiektom przypisać, jakieś cechy. Następnie, jeżeli obiekty te w rzeczywistości mają te cechy, to zdania te są prawdziwe. Na tej podstawie wnosić zaś można o istnieniu tych obiektów. Jeśli zaś rzeczy tych, ani innych cech, w rzeczywistości nie mają, to znaczy, że nie istnieją.

Weźmy zdanie „pegazy istnieją”. Należy je przeformułować. Quine proponuje, żeby zamiast nazwy „pegaz” użyć synonimu „skrzydlaty koń, który został schwytany przez Bellerofonta”. Zdanie takie jest sensowne, a mimo to fałszywe. Można próbować to zdanie przeformułować na jakiekolwiek inne na przykład: „skrzydlaty koń, który latał wczoraj wieczorem nad Olsztynem”, lecz w każdym wypadku będzie ono fałszywe. A skoro tak, to widać, że zdanie wyrażające istnienie pegazów jest fałszywe, czyli pegazy nie istnieją.

Zauważmy jednak, że w ten sposób przeszliśmy od pytania, czym jest istnienie, do pytania, jakie cechy mają przedmioty istniejące. Krótko mówiąc – muszą mieć one cechy, które dadzą się zaobserwować. A co z rzeczami, których cech takich nie mają, albo których na razie spostrzec się nie da? Sprawa jest chyba prosta – być może one istnieją, tyle tylko, że nic o tym nie wiadomo.

Na koniec pytanie, które mnie nurtuje. Skoro zdanie „dziś w Olsztynie jest taka sobie pogoda” jest prawdziwe, to czy to znaczy, że pogoda w ogóle jest?

Grzegorz Pacewicz

Fot. Marshall Astor – Food Pornographer, Flickr (CC SA)

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 26

Dodaj komentarz »
  1. A Kubuś Puchatek zastanawiał się, jak to jest być kimś innym… 🙂

    Zaś z tym pegazem to ja nie jestem pewien. W końcu z tego, że nikt wczoraj nie zaobserwował skrzydlatego konia nad Olsztynem, wcale nie wynika, że takowy na pewno nad Olsztynem nie latał – mógł być to przecie taki miniaturowy pegaz albo mógł latać po zmroku; a i w dzień – ludzie teraz tacy zagonieni, że mogli wcale nie zwrócić uwagi… 🙂

  2. @GP, te rozważania przypominają mi anegdotę z ksiązki o ks. Tischnerze: do góralskiej wioski przyjeżdza agitator z odczytem „Dlaczego Boga nie ma” (taki ichniejszy Dawkins).

    Pod koniec spędu zadowolony ze swoich wywodów agitator prosi o pytania. Na to wstaje góral i pyta dlaczego nie ma gwoździ w GSie. Prelegent dostarcza niezbitej argumentacji na brak gwoździ, na co goral odpowiada: ale gwoździe w Gsie są:-)))

    Krótko mówiąc, uważam, że Pegazy istnieją niezależnie od tego, czy mozna to logicznie wyjaśnić.

  3. To ja odpowiem na pytanie – oczywiście, że znaczy. Przecież pogoda istnieje jak najbardziej. Tak się nazywa zbiór iluśtam czynników atmosferycznych obserwowanych gołym okiem…

    ale przypomnę też klasyka:

    3.323 W mowie potocznej zdarza się nader często, że to samo słowo oznacza na różne sposoby – należy więc do różnych symboli; albo że dwu słów, oznaczających na różne sposoby, używa się w zdaniu z pozoru w ten sam sposób.
    Tak więc słówko „jest” pojawia się jako spójka, jako znak równości i jako wyraz istnienia; „istnieć” – jako czasownik nieprzechodni jak „iść”; „tożsamy” – jako przymiotnik; mówimy o czymś, ale także o tym, że coś się dzieje.
    (W zdaniu „Grün ist grün” – gdzie pierwszy wyraz jest nazwiskiem, a ostatni przymiotnikiem – słowa te nie mają po prostu różnego znaczenia, lecz są różnymi symbolami.)

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Art63,

    Ale czy dowodem istnienia Pegaza jest tylko Twoje silne przekonanie, że istnieje? Czy jest jakiś inny dowód?

    A wracając do klasyka – nad Olsztynem dziś pogody nie ma…. Bo wciąż pada deszcz.

  6. Hoko,

    To byłby może nie Pegaz, ale taki pegazik, albo p-gazik. 🙂

  7. @GP,

    To zależy, jakich żądasz dowodów.

    Jeśli chcemy istnienia pegaza w sensie fizycznym jako konia ze skrzydłami, to obecni na blogu biolodzy z pewnością zaproponują odpowiednią serię przeszczepów.
    Istnienie Pegaza jako symbolu potwierdzą setki poetów, twórcy programów telewizyjnych i konsumenci Red Bull’a.

    Wydaje mi się, że to nazwanie czegoś (reifikacja) powołuje tę rzecz do istnienia – oczywiście więcej ludzi zgodzi się co do istnienia rzeczy namacalnych można więc powiedzieć, że pewne rzeczy istnieją „bardziej” niż inne.
    Innymi słowy myslę, że „istnienie” to kategoria naszego myślenia.
    Skoro sami stworzyliśmy tę kategorię, to sami powinniśmy zdecydować, co ona oznacza.

  8. No nie daj boze zeby wszystko, co nam sie ulegnie w glowach materializowalo sie w realu…

    Czy byt abstrakcyjny musi miec koniecznie swoje odzwierciedlenie w otaczajacej NAS rzeczywistosci ?

    Ale jesli zalozyc, ze ma, to wystarczy przyjac, w slad za asami kosmologii, ze przestrzen, w ktorej znajduje sie nasz Wszechswiat wypelniona jest wszystkimi innymi, statystycznie mozliwymi wszechswiatami. Co wiecej, w pewnej mierzalnej od nas odleglosci (z tego, co pamietam to 10 do potegi 108 metrow, czy cos takiego) znajduje sie identyczny Wszechswiat, w ktorym siedzi Jacobsky i bebni na klawiaturze, a za oknem ma wiosne. Jesli trzymac sie tego zalozenia kosmologicznego o nieskonczonej wielosci roznych wszechswiatow, to wszystko staje sie mozliwe. Trzeba tylko natrafic na wszechswiat, w ktorym dany koncept sie zmaterializowal (cokolwiek to oznacza).

  9. Art63: „Wydaje mi się, że to nazwanie czegoś (reifikacja) powołuje tę rzecz do istnienia”

    Z punktu widzenia rozróżnienia Quine’a i Russella na znaczenie i oznaczanie, absolutnie z takim zjawiskiem nie mamy miejsca. Słowo „Pegaz” coś znaczy, ale nic nie oznacza. No chyba, że przeprowadzić proponowane przez Ciebie operacje – wtedy słowo to zacznie coś oznaczać.

    Zdanie poetów, czy twórców programów jest tutaj ważne, bo pokazuje, że słowa pegaz nie używają oni na oznaczenie jakiegoś przedmiotu, lecz w innym znaczeniu – np. w znaczeniu „mit o pegazie”, czyli pegazy istnieją jako elementy jakiegoś mitu.

    „Innymi słowy myslę, że ?istnienie? to kategoria naszego myślenia.
    Skoro sami stworzyliśmy tę kategorię, to sami powinniśmy zdecydować, co ona oznacza.”

    Nie mam nic naprzeciwko. 😉

  10. @GP,

    No tak, ale to rozróżnienie zakłada, że rzeczy istnieją niezależne do naszego postrzegania, co jest realizmem lub nawet materializmem (którego to poglądu, jako idealista, nie podzielam). Nie znam się na tym za bardzo, ale chyba sam Russell na starość odszedł od rozróżniania rzeczy na materialne i abstrakcyjne?

    Dobrym przykładem stopniowego materializowania się koncepcji są katedry: katedrę budowano na przestrzeni od 50 do 150 lat, bez planów (jedyne rysunki to dwa rzuty zewnętrznej elewacji wyskrobane na płatach gipsu i przedstawiane kapitule jako „business plan”), bez jednolitego nadzoru (mistrzowie zmieniali się często, umierali przed końcem budowy) i bez obliczeń. Setki oddalonych od siebie i mówiących często różnymi językami ludzi wykonywały wyspecjalizowane elementy które już w trakcie wykonania przed dostarczeniem na miejsce montażu przeznaczone były do odpowiedniego miejsca w konstrukcji! Logistyka obejmowała min 25-letni cykl impregnacji drewna. W żadnym momencie budowy nie było jednej osoby, która obejmowałaby całość prac.

    No i proszę mi powiedzieć, w którym momencie katedra była katedrą ? Gdzie przebiega granica między abstrakcyjną wizją a jej materialnym urzeczywistnieniem?

  11. Art63: „No tak, ale to rozróżnienie zakłada, że rzeczy istnieją niezależne do naszego postrzegania, co jest realizmem lub nawet materializmem (którego to poglądu, jako idealista, nie podzielam). Nie znam się na tym za bardzo, ale chyba sam Russell na starość odszedł od rozróżniania rzeczy na materialne i abstrakcyjne?”

    To podejście zakłada przede wszystkim obiektywne istnienie rzeczy. Czy realistyczne czy idealistyczne (tylko jako postrzeżenia) to osobna, chociaż związana z tym kwestia. Ja u siebie widzę ogromne przywiązanie do realizmu obiektywnego i to stanowisko wydaje mi się sensowne. Ale wydaje mi się, że w idealizmie też da się utrzymać resztki obiektywizmu, chociaż to już nie moje zmartwienie.

    Co do Russella to chyba nie ma takiego poglądu, którego w którymś momencie swego życia nie byłyby wyznawcą.

  12. @GP,

    OK. „resztki obiektywizmu” w moim idealiźmie polegaja np. na tym, że zdaję sobie sprawę, że jesli moje ciało zderzy się z rozpędzoną ciężarówką, to zmieni stan skupienia:-)

    Natomiast mam tendencje do postrzegania świata raczej jako procesu niż jako zbióru rzeczy i przekonanie, że obserwator jest częścią tego procesu.

    Takie stanowisko jest nie do pogodzenia z realizmem – różnica między nami wynika więc z różnych przyjętych perspektyw.

  13. Art63: „Natomiast mam tendencje do postrzegania świata raczej jako procesu niż jako zbióru rzeczy i przekonanie, że obserwator jest częścią tego procesu.

    Takie stanowisko jest nie do pogodzenia z realizmem – różnica między nami wynika więc z różnych przyjętych perspektyw.”

    Dlaczego? Ja myślę, że to da się pogodzić z realizmem. Bycie częścią czegoś wcale automatycznie nie zakłada, że to „coś” jest jedynie wiązką postrzeżeń. Równie dobrze to „coś” może istnieć niezależnie od tego czy jest postrzegane czy nie. Dalej – nie zakłada też czy te postrzeżenia istnieją tylko jako postrzeżenia i mają swoje źródło w umyśle. Równie dobrze mogą mieć one swoje źródło nie tylko w umyśle, ale również w tym „czymś” istniejącym realnie. Bez podmiotu, ale również bez przedmiotu nie byłoby postrzeżeń.

  14. @GP,

    „Równie dobrze to ?coś? może istnieć niezależnie od tego czy jest postrzegane czy nie..”

    moim zdaniem „istnienie” jest pochodzącą od nas kategorią a nie cechą postrzeganych obiektów.

  15. Art63,
    na poziomie mikroświata nie ma „bytów”, a tylko właśnie „zdarzenia” – czyli poniekąd procesy. ten przykład z katedrą można rozciągnąć na w zasadzie dowolną rzecz, to jest problem początku, problem definicyjny. Ale jak juz katedra jest, to jest, nie musimy sobie zawracać głowy, kiedy zaczęła być.
    „Bycie” mozna traktować jako pewne uogólnienie, ale to dotyczyłoby raczej realizmu, w idealizmie miejsca na procesy jest znacznie mniej, to jest własnie obszar będący domeną „bytów” – idealnych. 🙂

  16. „Istnienie” jako znaczenie, wyraz językowy itp. na pewno jest kategorią językową, a więc pochodzącą od nas. Ale to, co ono oznacza, jakiś stan rzeczy, a także cechy oznaczane przez inne pojęcia, moim zdaniem, nie zależy już od nas.

  17. Hoko: Owszem, jak katedra jest, to jest, ale nie dla każdego jest katedrą, więc w zasadzie też nie zawsze jest. I w tym sensie zgadzam się z Artem (jeśli chodzi o udział nas w kształtowaniu świata i jego procesowości)

    Co do idealizmu to też nie jest takie proste z tą „statycznością”. Wiem, że nudzę, ale przypomnę o Heglu 😉 U niego są same procesy.

  18. Na gruncie rozwiązania Quine’a (i Russella) nie ma procesów. To, co istnieje to obiekty, a procesy to konstrukcje teoretyczne, które odnoszą się do zdań języka pierwszego rzędu. Ten zaś język dopiero bezpośrednio odnosi się do rzeczy. I znów mamy spór o to, co istnieje. 🙂

  19. @Hoko 16:41,

    „…ten przykład z katedrą można rozciągnąć na w zasadzie dowolną rzecz, to jest problem początku, problem definicyjny…”

    No jasne. Min. to miałem na myśli: granica między istnieniem jakiejś rzeczy w wyobraźni i w rzeczywistości jest arbitralna.

    W makroświacie takie podejście nie jest zbyt praktyczne więc przyjmujemy uproszczone konwencje i, jak piszesz, nie zawracamy sobie głowy. Wyznaczamy wyraźne granice między istnieniem i nieistnieniem i otrzymujemy solidny świat.

  20. Czy autorzy tego blogu istnieją ?

  21. @Jacobsky,

    Nie wiadomo. Póki co, wszyscy zakładają, że jak najbardziej.

    Spór toczy się o to, czy ich istnienie jest bardziej trwaniem, czy bardziej stawaniem się oraz czy jest ich immanentną cechą czy tylko określeniem odnoszącym się do obserwacji.

    Może się nawet okazać,że nie tylko istnieją, ale nawet tworzą „układ” (który również, jak najbardziej istnieje):-)

  22. Piękna i wyczerpująca odpowiedź.

  23. Art63,

    zaiste, piękna odpowiedź. Jednak w moim pytaniu chodziło mi o to, kiedy pojawi się następny wpis, skoro dyskusja pod obecnym nieco przyschła…

    Nie kwestionuję istnienia autorów. Pytam jedynie o ich kondycję twórcza, a tak, jak wiadomo, często jest efemeryczna.

    Jak pegaz, nie przymierzając….

  24. Dziś min. Kudrycka ma ogłosić projekt reformy, będzie więc o czym dyskutować.

  25. pegazy naprawde nie istnieją czasani spotykamy je w bajkach ale to nieznaczy że istnieją niewolno wieżyć w bajki bo czasami mogą namieszać w głowie

  26. KIEDY SPOTYKAMY W BAJKACH PEGAZY TO NIE ZNACZY ŻE MUSIMY W NIE WIEŻYĆ.

  27. piszcie do mie na gg to dowiecie się wiece informaci numer gg to 13346385

css.php