Ma pan(i) schizofrenię. Proszę nie brać tego do siebie

Niewiele jest (wbrew pozorom) chorób psychicznych (w przeciwieństwie do zaburzeń). Wśród nich do rangi pewnego symbolu wręcz urosła schizofrenia.

Choroba ta występuje często, u jednej osoby na sto – właściwie niezależnie od kraju, kultury itd. (tzw. dogmat 1 procenta, ostatnio przez niektórych autorów krytykowany), ponadto pojęcia tego regularnie nadużywa się w kontekstach zupełnie z psychiatrią niezwiązanych, m.in. związanych z polityką, najczęściej błędnie. Większość osób ma też jakiś pogląd, jak się ta choroba przejawia (też najczęściej błędny), rzadko jednak spotyka się poglądy na to, skąd się schizofrenia bierze.

Generalnie jak nie wiadomo, skąd bierze się jakaś choroba bądź zaburzenie, mówi się: wpływ genów i środowiska. „Wyjaśnienie” takie pasuje prawie zawsze, od mukowiscydozy na jednym krańcu (prawie wyłączny wpływ genów) do złamanej nogi (prawie wyłączny wpływ środowiska, acz nie zawsze). Na studiach medycznych o etiologii schizofrenii coś tam się mówi, ale niedużo, bo program jest przeładowany, a materia trudna. Zarysowuje się co najwyżej poszczególne poglądy, których jest sporo, a wszystkie skomplikowane.

Na trochę wyższym od studenckiego poziomie można sobie wziąć podręcznik Stahla (albo właściwie komiks, bo Stahl tworzy głównie podpisy pod obrazki) i poczytać czy raczej pooglądać pięknie rozrysowane zaburzenia w aktywności głównych szlaków dopaminergicznych. Jak to nadmierna aktywność szlaku mezolimbicznego wywołuje objawy wytwórcze, zbyt mała w szlaku mezokortykalnym – negatywne, a jest jeszcze szlak nigrostriatalny, podzwgórzowo-lejkowy… (te dwa ostatnie to głównie działania niepożądane leków)… i międzykorowy jeszcze…

No dobrze, ale jak lekarz ma to pacjentowi wytłumaczyć? Drogi Pacjencie, proszę brać tego oto wybiórczego antagonistę receptorów dopaminergicznych, bo Pański szlak mezolimbiczny… I student medycyny będzie miał z tym problem. Przeciętny zdrowy dorosły człowiek nie zrozumie. O zaburzeniach poznawczych w schizofrenii nie wspominałem.

Jakiś czas temu znalazłem dość ciekawe i w miarę proste wyjaśnienie, świetnie nadające się do podania laikowi. Wykład prowadził, z tego, co pamiętam, bo trochę już czasu zleciało, dr S. Murawiec. Oto schizofrenia polega na nadmiernym działaniu dopaminy w mózgu. Dopomina to taka substancja, która odpowiada w tymże mózgu za nadawanie znaczeń, za branie różnych rzeczy do siebie. Jeśli jest jej za dużo, pacjent zaczyna nadawać nadmierne znaczenie zdarzeniom, które żadnego znaczenia obiektywnie dla niego nie mają. Odbiera jako skierowane wprost do siebie zdarzenia całkowicie neutralne.

Weźmy taki przykład, odbiegając trochę od oryginalnej myśli. Idzie pewna osoba przez park, wokół rosną drzewa i wiatr rozwiewa liście, trzepocząc nimi, co wywołuje odpowiedni dźwięk. Może się wydawać, że ktoś w tych liściach stoi, skrywa się i czyha na nas? Może. Ewolucja promuje ciągłe wyszukiwanie zagrożeń. Czy można odnieść wrażenie, że wiatr poprzez trzepot liści chce nam coś przekazać? Również można. Człowiek to zwierzę społeczne, zwraca więc szczególną uwagę na przekazywane doń komunikaty. A że się czasami rozpędzi…

Widzieć sylwetkę ludzką wśród liści czy słyszeć głos w szumie wiatru – to iluzja. Wszystkim się zdarza i stanowi wariant normy. Prawidłowy sąd realizujący (liście istnieją i trzepoczą, wiatr wieje w rzeczywistości, czyli mamy realny bodziec) i błędny klasyfikujący (bodziec jest błędnie interpretowany – bo oczy nie odbierają obrazu liści, oczy odbierają zbiór pobudzeń komórek światłoczułych, który trzeba odpowiednio obrobić, znaleźć wzór i zinterpretować). Zazwyczaj jednak potem następuje ten moment, w którym się stwierdza: eee, tylko mi się wydawało. Prawidłowy sąd korygujący.

W schizofrenii tego nie ma. Człowiek trwa w mylnej interpretacji, pozostaje w stosunku do niej bezkrytyczny. Niekiedy i zdrowy człowiek pozostanie bezkrytyczny, np. w przypadku pareidolii (w Polsce to często Matka Boża w najróżniejszych okolicznościach, w USA sławę zyskał diabeł wśród niszczonego World Trade Center), to cały czas wariant normy. Problem zaczyna się, kiedy dosłownie wszystko jest nadinterpretowane. A więc wiatr zawieje i to się koniecznie odnosi do pacjenta. W telewizji mówią do niego (nie do niego jako jednego z wieli odbiorców, osobiście do niego). Przekazują instrukcje, obgadują. Nawet książki wziąć do czytania nie można, bo przecież piszą o nim.

Tak więc pacjent wszystko do siebie odnosi. Przez nadmiar dopaminy. Jeśli więc weźmie lek obniżający poziom dopaminy, przestanie tak wszystko odnosić do siebie. Przestanie wszystko brać do siebie. Nie będzie nadawać takiego znaczenia zdarzeniom, które na to nie zasługują.

Oczywiście nie przekreśla to skomplikowanej genetyki, roli receptorów, neuroprzekaźników, nieprawidłowej trzebieży (jakoś bardziej swojsko brzmi już chyba anglojęzyczne prunning) w procesie dojrzewania, ceny za kreatywność i wielu innych pomysłów na powstawanie schizofrenii. Ale w niektórych sytuacjach takie proste wyjaśnienia sprawdzają się najlepiej.

Marcin Nowak
Ilustracja: zdjęcie wykonane przez autora