Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

8.07.2017
sobota

Jak dobrze mieć depresję…?

8 lipca 2017, sobota,

Powyższy tytuł brzmi tak absurdalnie, że zanim napiszę cokolwiek więcej, powinienem się od razu z tym nie zgodzić. Czy ktokolwiek rozsądny może w ogóle rozważać depresję jako coś pozytywnego? W jaki sposób?

W dzisiejszej biologii wszystko kręci się wokół ewolucjonizmu. Istnieją liczne teorie ewolucji, ale najważniejsza z nich, współczesna synteza ewolucyjna, opiera się głównie na darwinowskiej teorii doboru naturalnego z późniejszymi modyfikacjami i na genetyce. Zbudowany wokół nich paradygmat wykorzystywany jest powszechnie w naukach biologicznych i chyba nie ma obecnie dziedziny biologii, w której się go nie stosuje (a jeśli taka istnieje, biolodzy dobrze ją ukrywają). Powoli przenika on i do innych nauk. W medycynie teorie ewolucji najczęściej wykorzystuje się w psychiatrii.

Przypomnijmy, koncepcja doboru naturalnego polega na przeżywaniu osobników lepiej dostosowanych. W danej populacji osobniki różnią się zdolnością do przeżywania i rozrodu (czyli właśnie dostosowaniem), te o większym dostosowaniu pozostawiają po sobie więcej potomstwa i – o ile wspomniane różnice mają przynajmniej po części podłoże genetyczne – przekazują potomstwu korzystne cechy, które rozprzestrzeniają się w populacji. Cechy niekorzystne są eliminowane.

To właśnie rozumowanie zastosowano do zaburzeń depresyjnych. Typowe objawy depresyjne obejmują obniżony nastrój, brak energii i chęci do działania, niezdolność do odczuwania przyjemności, spowolnienie. Osoba depresyjna ma trudności w wykonywaniu pracy, nie może jeść, spać, o staraniu się o potomstwo nie wspominając. Nie ulega wątpliwości rola czynników genetycznych w powstawaniu tego zaburzenia, ewidentnie zmniejsza ono dostosowanie, więc powinno podlegać doborowi naturalnemu. Można by więc mieć nadzieję, że dobór prędzej czy później zaburzenia depresyjne z populacji usunie…

Ale jakoś nie usuwa. Zaburzenia te obserwowane są bardzo często, choruje kilka-kilkanaście procent populacji. A WHO przewiduje, że ich żniwo jeszcze rośnie. Widać stąd, że zaburzeń depresyjnych dobór nie tyka. Czyżby więc nie zmniejszały dostosowania? Na to wygląda.

Jak to wyjaśnić? Umiarkowany pogląd głosi, że zaburzenia depresyjne uwarunkowane są przecież poligenowo i niektóre, skrajne kombinacje alleli (form genów) po prostu się nie sprawdzają. Tak jak najniżsi w populacji często mają ciężej. Tak jak w Afryce najlepiej mieć jeden gen sierpowatości czerwonokrwinkowej, bo chroni przed malarią, ale dwa powodują groźną anemię. Ale istnieje jeszcze, niezbyt rozpowszechniony (przyznać trzeba, że jednak cała psychiatria ewolucyjna nie jest dziedziną znaną ani rozpowszechnioną) pogląd, że same zaburzenia bądź objawy depresyjne mają jakąś ukrytą funkcję zwiększającą dostosowanie, neutralizującą w jakiś sposób ich oczywisty negatywny wpływ.

Pomysłów jest kilka. Pierwszy – tzw. hipoteza immunologiczna – traktuje epizod depresyjny jako element walki z zakażeniem. Zwraca uwagę na zmiany w układzie odpornościowym podczas epizodu depresyjnego. Między innymi we krwi rośnie wtedy stężenie prozapalnych białek. Ponadto człowiek, który nie ma siły ani ochoty wstać z łóżka, będzie leżał i odchorowywał, zamiast chodzić, ryzykując pogorszenie stanu zdrowia i jeszcze zarażenie rodziny. W dawnych czasach, przez większą część ludzkiej ewolucji, stres wiązał się z możliwością urazu, zranienia, a więc i infekcji, więc pojawienie się zawczasu po stresogennej sytuacji objawów depresyjnych zwiększałoby dostosowanie. Byłoby to zapewne dość wiarygodne wyjaśnienie, gdyby tylko epizod depresyjny trwał tyle co przeciętna infekcja – tygodnie, a nie miesiące.

Inni naukowcy szukają wyjaśnienia w relacjach społecznych:
1. Objawy depresyjne mają zapobiec niebezpiecznemu i zazwyczaj bezowocnemu konkurowaniu z osobami wyżej postawionymi w hierarchii społecznej (hipoteza pozycji społecznej). Dlaczego zatem osoba pogrążona w depresji nie konkuruje również z tymi postawionymi niżej, z którymi łatwo mogłaby wygrać?

2. Osoba w depresji jest jak dziecko pozostawione na pewien czas przez matkę, które aby przetrwać, musi oczekiwać w ukryciu na jej pobyt, a nie eksplorować otoczenie (hipoteza przywiązania na bazie starych prac Bowlby’ego). Dlaczego zatem dzieci miewają zaburzenia depresyjne rzadziej niż dorośli?

3. Brak apetytu, bezsenność, brak chęci do działania, utrata zainteresowań pozwalają osobie w depresji skupić się wyłącznie na rozwiązaniu trudnych problemów społecznych. Autorzy tego ostatniego pomysłu (tzw. społeczna funkcja ruminacji, wchodząca w skład hipotezy nawigacji społecznej Watsona i Andrewsa) nie podają jednak żadnej pracy, w której wykazano by większe zdolności osób depresyjnych w zakresie rozwiązywania problemów. Publikacje mówią raczej o spadku takich zdolności. Druga część hipotezy nawigacji społecznej (funkcja społecznej motywacji): zachowanie osoby depresyjnej niekorzystnie wpływa na otoczenie i ma je zmusić do udzielenia pomocy. Czy ta druga osoba będzie skłonna rzeczywiście udzielić pomocy, czy raczej po prostu w końcu zerwie kłopotliwą relację? Również brakuje jakichkolwiek popierających badań popierających przedstawioną pozytywną funkcję objawów depresyjnych.

Pojawia się w końcu sformułowana przez Wittmana hipoteza motywacyjna, określająca objawy depresyjne rodzajem bólu psychicznego i porównująca je z bólem fizycznym. Sam ból nie ma znaczenia adaptacyjnego, ale ostrzega przed niebezpieczeństwem i prowadzi do rozwinięcia się silnego skojarzenia: nie rób tego, bo będzie bolało. Nie podejmuj aktywności zmniejszającej dostosowanie, bo wpadniesz w depresję. Podobnie jak w przypadku większości z wymienionych hipotez nie istnieją badania potwierdzające pogląd Wittmana.

Generalnie mamy tutaj sporo różnych, często sprzecznych ze sobą hipotez, które w większości nie zostały jeszcze dobrze opisane z ewolucjonistycznego punktu widzenia i dla których nie opracowano jeszcze możliwych sposobów ich falsyfikacji. Podobnie ma się sprawa z licznymi ewolucjonistycznymi wyjaśnieniami schizofrenii, nielicznymi – choroby afektywnej dwubiegunowej i w miarę licznymi – zaburzeń lekowych. Ewidentnie psychiatria ewolucyjna i w ogóle medycyna ewolucyjna jest jeszcze w powijakach…

I na koniec jeszcze jedno: cokolwiek by wynikało z ewolucjonizmu, medycyna leczy pacjenta, a nie jego dostosowanie. Jakkolwiek dany objaw wpływałby na dostosowanie, liczy się to, jak wpływa na samopoczucie dotkniętej nim osoby.

Marcin Nowak
ilustracja: Harry Furniss, domena publiczna

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 14

Dodaj komentarz »
  1. Witam autora po tej stronie barykady

  2. Depresja bierze się także z tego, ze dłużej żyjemy. Zmorą jest depresja, która nas dopada kiedy drzewo zasadzone, dom postawiony i geny przekazane. W tym przypadku ewolucja nie ma szans, żeby nas się pozbyć wcześniej.

  3. A może wytłumaczeniem wzrostu odsetka populacji dotkniętego depresją jest rozwój medycyny? W dawnych czasach, kiedy nie leczono epizodów depresyjnych chorzy albo izolowali się od społeczeństwa, albo ich izolowano w zakładach, ewentualnie popełniali samobójstwo. Wtedy dobór działał, bo swoich genów nie przekazywali dalej. Dzisiaj, gdy medycyna (w jakimś stopniu) pomaga uporać się z depresją, geny są propagowane na dalsze pokolenia. Stąd wzrost. Może nowoczesna i skuteczna medycyna stępia działanie doboru naturalnego?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @krewetek
    Słuszna uwaga, medycyna zazwyczaj działa przeciwko doborowi. Jednakowoż w przypadku zaburzeń depresyjnych o żadnej skutecznej medycynie sięgającej dawniej niż kilkadziesiąt lat wstecz mówić nie można. Wydaje się natomiast, że zaburzenia depresyjne od dawna są częste.

  6. Ależ depresja nie jest stanem ciągłym, ani też koniecznie się ujawniającym przed przekazaniem genów. Bez sensu jest obciążanie medycyny odpowiedzialnością za „stępianie doboru” akurat w tej dziedzinie. Depresja bardzo rzadko bywa(ła) też wskazaniem do izolacji w zakładzie. Nie należy mylić jej z psychozą czy schizofrenią.
    W zasadzie każdy „normalny” człowiek może mieć w życiu etapy depresyjne o różnym natężeniu.

  7. @markot
    Ktoś pisze, że jest stanem ciągłym? Ktoś pisze, że się koniecznie ujawnia? Izolacja w zakładzie? Etapy depresyjne? Co to wszystko ma znaczyć?

  8. A niby dlaczego czlowiek powinien spedzic zycie w zdrowiu fizycznym i psychicznym. Tesknota za utraconym rajem i poszukiwanie absolutu sa cecha osob wierzacych w boga. Mozna powiedziec ze depresja czy zlamana kosc sa negatywnymi atrybutami ludzkiej egzystencji. Medycyna stara sie takim osobom pomagac ale miecz Damoklesa wisi nad nami wszystkimi. Pomagajmy sobie nawzajem. Inne postepowanie jest nielogiczne.

    Slawomirski

  9. Freud leczyl depresje kokaina. Mlody okulista Koller zauwazyl ze jego wargi po spozyciu kokainy staly sie nieczule na bol. To odkrycie dalo poczatek lokalnym anestetykom.

    Slawomirski

  10. @mpn
    11 lipca o godz. 16:12

    Nikt nie pisze, że depresja jest stanem ciągłym, ale pisze takie coś:

    „Osoba depresyjna ma trudności w wykonywaniu pracy, nie może jeść, spać, o staraniu się o potomstwo nie wspominając. Nie ulega wątpliwości rola czynników genetycznych w powstawaniu tego zaburzenia, ewidentnie zmniejsza ono dostosowanie, więc powinno podlegać doborowi naturalnemu. Można by więc mieć nadzieję, że dobór prędzej czy później zaburzenia depresyjne z populacji usunie”

    albo

    „A może wytłumaczeniem wzrostu odsetka populacji dotkniętego depresją jest rozwój medycyny? W dawnych czasach, kiedy nie leczono epizodów depresyjnych chorzy albo izolowali się od społeczeństwa, albo ich izolowano w zakładach, ewentualnie popełniali samobójstwo. Wtedy dobór działał, bo swoich genów nie przekazywali dalej”

    Zanim się na mnie rzucisz… 😉

  11. @markot
    Tak, epizody depresyjne nie trwają ciągle, ale są długotrwałe i zmniejszają dostosowanie. Gdzie masz tam słowo ‚ciągły’ w przytoczonym tekście?
    Ponadto człowiek w epizodzie sam się izoluje, nie trzeba go najczęściej izolować. Ale o depresji psychotycznej pewnie nie słyszałeś, że tak ostro każesz odróżniać? Dostanę odpowiedź, co właściwie masz na myśli?

  12. @mpn
    11 lipca o godz. 20:25

    Naprawdę przywiązujesz wagę do tego, co mam na myśli, czy się po prostu nudzisz i szukasz zaczepki?
    Czy potrzeba słowa „ciągły”, jeśli się pisze, że osoba w depresji nie może spać, jeść, starać o potomstwo, a nie wspomina o tym, że są to problemy mniej lub bardziej okresowe i nie zapobiegające przekazywaniu „genów depresji”?

    A epizody depresyjne mogą mieć różny charakter, jednak jeśli kogoś się izoluje, to rzadziej dla dobra tej osoby, a częściej dla dobra osób trzecich. Myślałem, że tematem jest „zwykła” depresja, bez urojeń i halucynacji.
    Osoby, która nie może spać, dbać o higienę i starać o potomstwo nie izoluje się, a już na pewno nie bez jej zgody.

  13. @markot
    No to słucham twej definicji słowa ciągły. Bo używasz takiego słownictwa, że naprawdę trudno stwierdzić, o co ci chodzi.
    By the way, ile razy miałeś styczność z izolacją, izolowałeś kogoś, znałeś kogoś izolowanego, że jesteś takim znawcą?

  14. @mpn
    Może najpierw zdefiniuj, co ty rozumiesz przez izolację, czy stacjonarną terapię w klinice psychiatrycznej należy nazywać izolacją?
    Miałem i mam styczność z osobami przebywającymi w takich klinikach, głównie na własne życzenie lub za namową bliskich lub lekarza. Jedna była nawet przez jakiś czas na oddziale zamkniętym, bez prawa opuszczania placówki, ze względu na osobowość silnie suicydalną, planującą rozszerzone samobójstwo (z dziećmi). Podjęła później próbę samobójczą przez przedawkowanie insuliny. Dziś żyje „normalnie” z lżejszymi epizodami, dzieci dorosły.
    Inna z tych osób udała się do kliniki, aby „ustawić” medykację, po kilku dniach poprosiła o przepustkę na załatwienie ważnych spraw, wróciła do domu, uściskała ulubioną sąsiadkę opiekującą się jej kotem, po czym… poszła na tory 🙁 To było 3 tygodnie temu.

  15. @markot
    1) Izolację rozumiem jak w polskim prawie, ale jej znaczenie dla opisywanego temtu jest niewielkie. Człowiek w epizodzie izoluje się sam, w znaczeniu potocznym.
    2) Nie ma czegoś takiego, jak osobowość silnie suicydalna. To mógł być ciężki epizod depresyjny, być może nawet z objawami psychotycznymi. Jest to istotna różnica: na to są leki.
    3) Natomiast ta 2 historia jest naprawdę straszna. Miałem podobną, ale nie bardzo mogę o tym pisać. Najgorsze jest to, że ryzyka samobójczego często nie można dobrze ocenić… Niby jest tyle narzędzi diagnostycznych, ale w zetknięciu z konkretnym człowiekiem i tak nie ma się pewności…

css.php