Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

3.12.2015
czwartek

O doktorze, który robił maturę cztery razy

3 grudnia 2015, czwartek,

Kotarbinski_z_zonaWe wspomnieniach Tadeusza Kotarbińskiego można wyczytać o jego zmaganiach z maturą. Wskutek splotu niekorzystnych okoliczności oraz charakteru ówczesnego szkolnictwa musiał do niej podchodzić cztery razy.

Pierwsze podejście miało miejsce w roku 1905. Miał on wtedy 19 lat i był w ostatniej klasie gimnazjum. Na wiosnę jednak wybuchły zamieszki w Kongresówce. Wskutek tego doszło do powszechnego bojkotu szkolnictwa rządowego. Kotarbiński nie mógł zrobić matury. Chcąc jakoś ominąć tę przeszkodę, Kotarbiński przeniósł się do Krakowa, gdzie jesienią zaczął studia, licząc na to, że w międzyczasie albo uda się maturę jakoś uzyskać, albo też władze uczelni przymkną oko na ten brak.

Niestety dla niego władze uczelni zgodziły się tylko, by był on wolnym słuchaczem – i koniec końców Kotarbiński na wiosnę 1906 roku wrócił do Warszawy, by zrobić maturę. To drugie podejście tym razem zakończyło się sukcesem i w kilka miesięcy później filozof otrzymał upragniony dokument.

Czym prędzej wrócił na studia, ale tym razem do Lwowa. Po kilku miesiącach przeniósł się do niemieckiego Darmstadtu, gdzie studiował architekturę. Radość ze studiowania nie trwała jednak długo. Okazało się, że na maturze Kotarbińskiego jest tylko podpis generała Chrzanowskiego, właściciela gimnazjum, w którym zdawał maturę, co nie było równoznaczne z dokumentem państwowym. Dlatego wiosną 1907 r. wyjechał do Parnawy w Estonii, by tam w państwowym gimnazjum maturę zrobić. Po kilku miesiącach udało się zdać wszystkie egzaminy i otrzymać upragniony dokument.

Szczęśliwy abiturient wrócił do Lwowa, gdzie podjął studia filozoficzne pod okiem Kazimierza Twardowskiego. Po 5 prawie latach studia te udało mu się zakończyć doktoratem, który obronił późną wiosną 1912 roku. W czerwcu Kotarbiński opuścił Lwów i wrócił do Warszawy z zamiarem podjęcia pracy nauczyciela. Na miejscu okazało się jednak, że – po pierwsze – doktorat uzyskany we Lwowie jest nieważny dla władz carskich. Po wtóre, że Kotarbiński mógłby nauczać łaciny na podstawie matury zdanej 5 lat wcześniej, lecz uprawnienie to właśnie po upływie 5 lat uległo przedawnieniu. W tej sytuacji Kotarbiński podszedł do matury po raz czwarty. I tak po 7 latach ostatecznie maturę zdał i uzyskał potrzebne uprawnienia.

Całą tę historię przypomniał profesor Kazimierz Czarnota na konferencji w Bydgoszczy poświęconej Janinie i Tadeuszowi Kotarbińskim. A ja tę historię dedykuję wszystkim, którzy tytuły naukowe chcą robić „na skróty”.

Grzegorz Pacewicz
Zdjęcie: źródło

Tekst na podstawie: T. Kotarbiński, Wspomnienia z czasów studenckich, w: tenże, Studia z zakresu filozofii, etyki i nauk społecznych, Wrocław 1970, s. 405-425.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 6

Dodaj komentarz »
  1. W normalnych krajach nie trzeba miec matury aby isc na wyzsze studia .. poklikajcie troche .

  2. Przestrogi Gospodarza Banach weźmie sobie do serca.

  3. A właściwie ci, którzy Banacha przepchnęli przez igielne ucho formalnych wymagań.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Co tam matura albo doktorat, nawet habilitacja. Znacznie ważniejsze dla społeczeństwa dzisiaj jest zrobienie prawa jazdy. Jak do tego podejść naukowo?
    Najprostsza metoda to pojechać do Czech. trzeba tam „mieszkać” chyba pół roku a to gorsze niż wyjazd do Lwowa i Krakowa na raz. No to może do Turcji. To taka Kongresówka, gdzie wystarczy obsługa lejc, bata i słomy w butach żeby zdać. Nie należy tylko chodzić na polski kurs praktyczny bo wtedy umie się za dużo a to w Turcji jest przeszkodą.
    Ale najważniejsze. Polak to przecież największy na świecie spec od interesów. No ale gdzie są te liczne biura podróży do Turcji. przy okazji można się zapisać do Daesz i dostać ze dwie żony na zapas. Chrześcijanki jak za sułtanów.
    Powodzenia i mam nadzieje, że ktoś opisze wrażenia.
    P.S. Słyszałem, że amerykańskie bomby lotnicze rozpylają od lat w Syrii zapach fiołków. Teraz dojdą Francuzi z różami. Szczęściarze ci Syryjczycy. Będą wdzięczni.

  6. Nic w tym szalonego nie ma. Ot, taki sobie pisanko, zamiast dłubania w nosie.

  7. A my się zżymamy, że ten czy inny polityk nie ma magistra

css.php