Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

25.08.2015
wtorek

Podręczniki

25 sierpnia 2015, wtorek,

twardowskiJedną z pierwszych książek, które poznałem, zgłębiając filozofię, jest wiekopomny podręcznik Władysława Tatarkiewicza „Historia filozofii”.

Nad pierwszą częścią tej pracy, obejmującej dwa pierwsze tomy, Tatarkiewicz pracował około pięciu lat. Trzeci tom powstał w trakcie wojny, ale rękopis spłonął i Tatarkiewicz musiał go pisać jeszcze raz – z pamięci. Inną tego typu pracą były „Elementy teorii poznania, metodologii nauk i logiki” pióra Tadeusza Kotarbińskiego oraz „Logika” Kazimierza Ajdukiewicza czy też poznane przeze mnie nieco później „Wprowadzenie do metafizyki, jej zagadnień i kierunków” Tadeusza Czeżowskiego.

A przecież nie można skończyć tylko na tych książkach. Bardzo pomocne były „Podstawy nauki o moralności” Marii Ossowskiej, „Logika” Czeżowskiego, „Historia estetyki” Tatarkiewicza. Dodać do tego trzeba dialogi Platona tłumaczone przez Władysława Witwickiego. To tylko pierwsze ważne książki, które przychodzą mi do głowy, a które mają jedną wspólną cechę – wszystkie one są napisane przez filozofów z kręgu Szkoły Lwowsko-Warszawskiej, to jest przez uczniów (bądź uczniów uczniów) i współpracowników Kazimierza Twardowskiego.

Wspominam o tym, ponieważ przeglądając po raz kolejny bardzo ciekawą książkę nieżyjącego już historyka filozofii (a w zasadzie filozofów) Ryszarda Jadczaka „Mistrz i jego uczniowie”, natrafiłem na taką opinię jednego z jego uczniów, Mieczysława Kreutza:

Zagadką jest dla mnie, dlaczego św. pamięci Twardowski tak mało pisał, choć był pracowity – cały dzień przesiadywał na Uniwersytecie. Odpowiedź, że był sceptykiem – a nie chciał tego szerzyć – lub że nie miał twórczych pomysłów, jest niewystarczająca. Mógł wydawać swoje wykłady np. logikę miał całkowicie opracowaną, podobnie etykę. A zresztą mógł tłumaczyć, streszczać… (…). Nie pisał, bo robił co innego – zajmował się mnóstwem spraw.

I tak Towarzystwo Nauczycieli Szkół Wyższych, wykłady popularne, administracja uniwersytetu, redakcja Ruchu Filozoficznego, olbrzymia korespondencja, Towarzystwo Filozoficzne i mnóstwo spraw pedagogicznych. To istotnie nie zostawiało czasu na pisanie prac naukowych. A to wszystko mija bez większego znaczenia, podczas gdy praca zostaje. Gdyby był wydał szereg podręczników, z których studenci musieliby się uczyć, miałby znacznie większy i trwalszy wpływ”. (R. Jadczak, Mistrz i jego uczniowie, Warszawa 1997, s. 145).

Opinia Kreutza jest bardzo mocna. Czy słuszna? Można się zastanawiać. Z jednej strony trzeba by móc ocenić, jakie rezultaty przyniosła działalność organizacyjna (tak to nazwijmy) Twardowskiego. Trudno się zgodzić, że była ona bezużyteczna, a jej rezultaty słabe i bez znaczenia. Kreutz pomija, że bez tej pracy Twardowskiego podręczniki i książki, które wyszły spod ręki jego uczniów, mogły się nie ukazać lub ukazać się w zupełnie innym kształcie.

Z drugiej strony – jest jednak w tym sporo racji. Twardowski świadomie poświęcił się tej działalności – kosztem swojej pracy naukowej – ponieważ od początku swojej pracy pedagogicznej widział ogromne zaniedbania w tej dziedzinie. Dość powiedzieć, że kiedy przyjechał do Lwowa, by objąć katedrę filozofii na Uniwersytecie Jana Kazimierza, uczelnia ta nie posiadała nawet własnej biblioteki filozoficznej i Twardowski sprezentował jej własny, bogaty księgozbiór.

Skutkiem jego pracy organizacyjnej jest to, że wykształcił ogromną rzeszę studentów – kilkudziesięciu obroniło doktoraty, a kilkunastu zostało profesorami. To rzeczywiście pozostawiało mało czasu na ścisłą pracę naukową. I dlatego jedyne, co dziwi, to fakt, że m.in. przygotowanych wykładów (np. z etyki) Twardowski nie wydał w swoim czasie jako podręczników.

Nie dziwi więc też, że zasługi Twardowskiego są często poza gronem specjalistów nieznane, a przez to jego działalność mocno niedoceniona. Częściej się słyszy nazwiska wymienione przeze mnie wcześniej: Tatarkiewicza, Kotarbińskiego, Czeżowskiego czy Witwickiego niż właśnie Twardowskiego. I w tym Kreutz ma rację. Wniosek z tego taki, że autorzy podręczników mają o wiele większe szanse na pozostanie w pamięci kolejnych pokoleń.

Grzegorz Pacewicz
Ilustracja: skan z książki K. Twardowski, “Wybrane pisma filozoficzne”, PWN, Warszawa 1965.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 12

Dodaj komentarz »
  1. Zasianie ziarna jest ważniejsze niż opisanie jak to się robi – ja tak myślę.

  2. Zasianie ziarna owocuje jednorazowym plonem. Opisanie jak się to robi może, ma szanse spowodować, że będą tacy, którzy przeczytają, zasieją i zbiorą wielokrotnie. Co się stało.
    Z poważaniem W.

  3. Nie. Ziarno urodzi wiele ziarn – biologia. Co się stało.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Ziarna zeżarte przez myszy albo trzymane w spichlerzu, a nie zasiane, nic nie urodzą 🙁

  6. Opisanie jak się sieje jest nauczaniem przyszłych siewców. Samosiejki raczej plony dają niskie. Zatem mniemam iż wyższym jest nauczenie od wykonywania samemu jakiejś czynności. Raczej skomplikowanej.
    Z poważaniem W.

  7. Mniej obrazowo. Otóż uważam samo nauczanie myślenia owocniejszym dla rozwoju nauki od nawet najbardziej owocnej pracy teoretycznej. Praca pozostanie jedna. Nauczanie ma szanse pomóc powstaniu wielu prac teoretycznych.
    Z poważaniem W.

  8. Jedni mają większy dar oddziaływania osobistego inni dar pisarski. Świetny naukowiec, wykładowca, pasjonat może „zarazić” swoją pasją wielu studentów, a ci studenci kontynuować jego dzieło, tworząc cały krąg w nauce. Co się stało. Wątpię żeby nawet najlepiej napisana książka naukowa miała taką moc, z książką nie można dyskutować.
    Chyba się zgadzamy Wojtku, szczególnie w drugim zdaniu Twojej wypowiedzi. Do nauki myślenia potrzebna jest prowadząca ręka nauczyciela. Pozdrawiam.
    PS. Co mnie martwi, że jak nieznane i nie powiązane z nauką światową były prace polskich naukowców (może się mylę). Czy Maria Skłodowska prowadząc badania w Polsce i publikując po polsku weszłaby do Areopagu Nauki?

  9. wyczytalem w polskiej wiki, ze, bardzo aktywny, twardowski „patrolowal na ulicach lwowa(1919)”;
    pewnie robil to samo w przestrzeni naukowej (mind patrol) 😉

  10. @byk,
    Tylko w zakresie stosowania „porządnej” argumentacji.

  11. Bardzo szcowny autor

  12. g.p.,
    i TAK wlasnie powinno byc, ale niestety nie jest;

  13. w u.s.a mozna zostac „profesorem” bedac nawet bezdomnym outsiderem , ale majac cos do powiedzenia – w III rp, gdzie „cialo” profesorskie sklada sie glownie z przekabaconego na katolicyzm homo sowieticus nie jest to mozliwe;

css.php