Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

21.01.2015
środa

Szkoła zawodowa

21 stycznia 2015, środa,

factoryW mojej pracy często mam do czynienia z tekstami historycznymi. Mają one ten charakter w tym sensie, że po pierwsze powstały dość dawno, po drugie – odsyłają do sytuacji lub zdarzeń minionych. Taki ma własnie charakter przemówienie Tadeusza Czeżowskiego „O ideale uniwersytetu”, wygłoszone 45 lat temu.

Zwykle takie przemówienia powstają pod koniec życia uczonego, kiedy z perspektywy czasu człowiek patrzy na swoje życie naukowe, a także chce pozostawić po sobie jakiś testament duchowy. Tak było na przykład z wystąpieniem Kazimierza Twardowskiego „O ideale uniwersytetu”, które wygłosił w dniu wręczenia mu honorowego medalu wybitego na jego cześć. Tak jest i tym razem – przemówienie to zostało wygłoszone na 80. urodziny Czeżowskiego.

Co mnie przykuło w tym tekście, to przemyślenia Czeżowskiego na temat uniwersytetu. Mówił on o przemianach, jakich doświadczył w trakcie swojej pięćdziesięcioletniej pracy akademickiej. Zmiany te pozostawały w związku z przemianami społecznymi, jakie zaszły w XX wieku. Polegały one na umasowieniu edukacji, związanym z szerszym procesem umasowienia kultury. Jeżeli w roku 1970 Czeżowski mówi o umasowieniu edukacji, to co by powiedział na to, co się w niej dzieje obecnie?

Drugą kwestią, o której mówi Czeżowski, jest misja uniwersytetu. Autor wskazuje podwójny charakter uniwersytetu: z jednej strony jest to instytucja badawcza, a z drugiej szkoła zawodowa. Ta podwójna rola była wpisana w istotę uniwersytetu od jego zarania. Celem szkoły zawodowej jest kształcenie standaryzowanych fachowców, zaś celem uniwersytetu – twórczych jednostek. Cele te jego zdaniem nie są identyczne, ponieważ przewidują zupełnie inny profil kształcenia.

Ale czy te tendencje muszą być w opozycji? No i jak to się ma do czasów współczesnych, to znaczy – czy rzeczywiście uniwersytet staje się szkołą zawodową, tyle tylko, że ze zmienioną nazwą?

Nie potrafię udzielić ostatecznej odpowiedzi, ale zauważam, że takie przesunięcie szkolnictwa wyższego w stronę szkoły zawodowej rzeczywiście zachodzi. Sprzyja temu rozbicie cyklu studiów na 3+2. Drugi czynnik to wzrastająca biurokratyzacja w pracy nauczyciela akademickiego, sprowadzająca się do mierzenia i liczenia wszystkiego. Niestety, są takie rzeczy, których tak się ująć nie da. Kształcąc fachowców, możemy co najwyżej liczyć, że jakiś ułamek z nich to właśnie „twórcze jednostki”, a programy studiów tej cechy przynajmniej nie psują.

To taka moja refleksja u progu kolejnej sesji egzaminacyjnej.

Grzegorz Pacewicz

Zdjęcie: Amber Case/flickr.com (CC-BY NC 2.0)

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 64

Dodaj komentarz »
  1. Prosze poczytac prase codzienna. Krytykuje sei uczelnie, jak by nie bylo WYZSZE za to ze nie daaj „praktycznych umiejetnosci”, lacznei ze sztuka szukania pracy i pisania CV. Powszecha jest chec przeksztalcenai owych uczelni w szkoly zawodu.

    Zreszta, jak maja one byc czyms innym jezeli studenci drugiego roku Politechniki nie pootrafia dodawac ulamkow?

  2. Grzegorz Pacewicz
    Polskie „wyższe” uczelnie, podobnie zresztą jak większość zagranicznych, od dawna nie uczą niczego pożytecznego, a więc na 100% nie uczą one zawodu. One służą tylko zatrudnieniu ich kadry, oczywiście na koszt podatnika, który z istnienia owych „uczelni” nie ma żadnego pożytku: ani materialnego, ani też intelektualnego. 🙁

  3. Obawiam się szanowny panie Grzegorzu, że niestety problem zaczyna się na poziomie edukacji podstawowej.
    Zechciałby Pan spojrzeć na wpisy powyżej, jeden nie umie pisać, a drugi myśleć. Zakładam, że obydwaj forumowicze ukończyli szkoę podstawową, a stwierdzam to bardziej na podstawie tego, że szkolnictwo podstawowe jest w Polsce obowiązkowe.
    Proszę teraz założyć, że być może jedna, lub obydwie z powyższych osób mają wykształcenie wyższe… myśl budząca zgrozę.
    Największym problemem polskiego szkolnictwa jest brak pomysłu na jego kształt i przyszłość.
    Wizja taka musi być opracowana przez instytucje badawczą, te „twórcze jednostki” z Pana tekstu. W chwili obecnej Edukacja opanowana jest właśnie przez „fachowców” od „mierzenia i liczenia wszystkiego”.
    Edukacja jest bardzo wyjątkową dziedziną do której usiłuje się zastosować metody oceny znane z ekonomii. To nie działa i nie bedzie działało.
    Aby wyjaśnić dlaczego, potrzeba o wiele więcej miejsca, niż format wpisu blogu.
    Bardzo podoba mi się Pana pytanie.
    Skłaniam się do opinii, że w celu utworzenia wydajnego systemu edukacji te dwie tendencje powinny się łączyć i uzupełniać, jak awers i rewers tej samej monety. Podziały na tym polu, ten brak równowagi, skutkuje właśnie kształceniem fachowców od numerków i zaczyna się błędne koło.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Sądzę, iż przy obecnym tempie postępu wiedzy, zadaniem wszelkich uczelni (nauczycieli akademickich), winno być zachęcanie PT studentów do myślenia. Oczywiście niezbędne jest przyswojenie sobie przez studiujących podstawowych informacji z danej dziedziny wiedzy.
    Żaden podręcznik akademicki nie odzwierciedla aktualnego stanu wiedzy, przynajmniej w naukach biologicznych.
    Umiejętność uczenia się I myślenia, ułatwia życie zawodowe.

  6. gsj
    Raczej w informatyce. Biologia zaś od dawna tkwi w marazmie, a publikuje się w niej tylko przyczynki do przyczynków.

  7. @gsj: Niestety, w szkole oduczono ich myslenia. Bardzo skutecznie

  8. Zwracam uwagę, że umasowieniu podlega nie tylko brać studencka, ale i kadra akademicka. W ten sposób umasowione studia 1. stopnia dają pracę wielu osobom w szeroko rozumianym sektorze R&D, poszerzają zaplecze tych badań. Można to traktować jak szansę a nie słabość.

    Licencjat/studia inżynierskie przejęły rolę matury sprzed 40 lat. Dość wysoce sprofilowanej matury. I tak jak matura nigdy nie dawała zawodu, tak i licencjat a nawet stopień inżyniera nie daje zawodu – ten zdobywa się w praktyką. Studia maję tylko przyspieszyć i ułatwić ten proces, zdejmując z pracodawców większość kosztów szkolenia pracowników. Nie można jednak dziwić się, że większość absolwentów studiów 1. stopnia nie podejmuje pracy „w zawodzie”.

    Nieporozumieniem jest też oczekiwanie, że to na wyższych uczelniach powstaną patenty, które skomercjalizuje przemysł. Uczelnie są od uczenia, patenty to domena przemysłu, opracowywać je powinni absolwenci wyższych uczelni – ale nie w uczelniach, tylko w przemyśle.

  9. @Płynna rzeczywistość:”Licencjat/studia inżynierskie przejęły rolę matury sprzed 40 lat”

    Szkoda tylko ze poziom tej matury jest nizszy niz 40 lat temu

    „Uczelnie są od uczenia, patenty to domena przemysłu,”

    Ciekawe, bo amerykanskie uczelnie maja od cholery patentow, I sa z tego dumne. No ale co tam sie bedziemy ogladac na Ameryke – wiadomo, polska nauka wiodaca jest

  10. @streetcar: „Biologia zaś od dawna tkwi w marazmie, a publikuje się w niej tylko przyczynki do przyczynków.”

    Ooo… Widac na biologii tez sie Pan zna. Czy jest cos na czym sie Pan nie zna?

  11. @Plynna Rzeeczywistosc:”stopnia dają pracę wielu osobom w szeroko rozumianym sektorze R&D,”

    Zapomnialem zapytac. Gdzie w Polsce jest „szeroko rozumiany sektor R&D”?

  12. @mpn

    Myślałem, że „niweczyć” to słabsze określenie niż „niszczyć”. Poprawię.

    @Płynna rzeczywistość,

    Trafne uwagi. Czytając o poziomie kształcenie przez I Wojną w Galicji a potem o tym co się dzieje u nas miałem podobną myśl odnośnie matur – licencjatu – doktoratu, że nastąpiły tu pewne przesunięcia. Koniec końców wychodzi na to samo, tylko nazwy się zmieniły: dawniej matura, teraz licencjat. Sens pozostaje mniej więcej ten sam.Dawniej magister, teraz doktor?

  13. @1235d

    Dziękuję za uwagi i dobre słowo. Natomiast co do reform, to ja bym chciał, żeby przestano reformować szkolnictwo – zarówno to w gestii MEN, jak i to w gestii Ministerstwa Nauki. Polskim syndromem jest nieustanna reforma szkolncitwa. Nauczyciele, z którymi pracowałem w liceum mówili, że odkąd pracują są świadkami reformy. Podobnie zaczyna się dziać w szkolnictwie wyższym. Ledwie skończyła się jedna reforma, niektóre zasady właśnie zaczynały działać, a już weszła kolejna. Niech to trochę popracuje. To, co potrzeba to drobne korekty, a nie reforma systemowa.

  14. A.L.
    1. Znam się na biologii molekularnej mniej niż na ekonomii, ale wiem czym jest n.p. DNA a nawet jak odkryto jego strukturę. Co w tym złego?
    2. Polski sektor B+R czyli R&D został zniszczony na początku lat 1990 wraz z polskim przemysłem, a więc wraz z polską myślą techniczną, polską nauką oraz polskim szkolnictwem wyższym. W tym się chyba zgadzamy, nieprawdaż (we are in complete agreement on this point, aren’t we)?
    gp
    1. Obecny doktorat to jest przedwojenna „pełna matura” a PRLowski licencjat (n.p. inżynier, dyplomowany ekonomista, dyplomowany oficer etc.).
    2. Nie znam kraju, gdzie nie ma permanentnej reformy szkolnictwa, a pracowałem i mieszkałem byłem poza Polska (kolejność chronologiczna) w RFN, NZ, RPA, Australii, UK, USA, na Cyprze i w Portugalii… Po prostu wszędzie tam, gdzie jest biurokracja w dziedzinie edukacji, to musi ona się czymś wykazać, a więc reformuje się tam szkolnictwo. Przypominam, że Polska ma w dziedzinie biurokracji „oświatowej” dość stare tradycje sięgające aż po reformatorską przecież Komisję Edukacji Narodowej! 😉
    3. Niemniej polska edukacja wymaga dziś rewolucyjnych wręcz zmian, ale to jest temat na osobną dyskusję!
    Szalom!

  15. A.L.
    Poprawniej było by chyba: we are in complete agreement at this point, aren’t we?

  16. Moim uniwersytetem jest taka uczelnia w której na jednym roku i jednym kierunku studiuje kilkunastu studentów. Kieruje kierunkiem profesor zasiadający na katedrze. On też prowadzi seminarium kierunkowe. Wykładają poszczególne przedmioty docenci a asystenci prowadzą ćwiczenia w grupach, jak już napisałem kilkunastu osobowych. W takich warunkach studiowania nie ma mowy o przygotowaniu zawodowym. Jest to idealna szkoła myślenia. Powiedzmy, że to by był taki naduniwersytet. A obecne uczelnie mogą być sobie szkołami zawodowymi. Nadmierna powszechność nauczania daje skutki jak widać. Spytajcie się dziadków czym przed wjną była matura a czym jest dziś. I jak wyglądało życie studenckie w latach powiedzmy sześćdziesiątych a jak wygląda dziś. Czy możliwe jest np. powstanie czegoś w rodzaju STS?
    Z poważaniem W.

  17. Racja, Wojtku.
    Niemniej na Oxfordzie w tamtejszym STSie wykluł się talent Jasia Fasoli, a wiec nie wszystko jest jeszcze chyba stracone, przynajmniej na świecie?

  18. Wojtek
    P.S.
    Taką „idealną uczelnią” była warszawska SGPiS jeszcze w latach 1970tych. Na na jednym roku i jednym kierunku studiowało w niej co prawda czasem nawet i kilkuset studentów, ale podzielonych na kilkunastoosobowe grupy. Kierunkiem kierował prodziekan w randze profesora, a poszczególnymi przedmiotami profesorowie zasiadający na katedrach, i oni też prowadzi seminaria kierunkowe i część wykładów. Resztę wykładów prowadzili docenci i adiunkci, a asystenci, wraz z adiunktami i czasami nawet profesorami i docentami prowadzili ćwiczenia w grupach kilkunastu osobowych. W takich warunkach studiowania była więc też możliwość nie tylko o dobrego przygotowania zawodowego, ale także i nauka myślenia…
    Niestety, obecny SGH poszedł na masówkę, zrezygnowano z egzaminów wstępnych i tak spadła tam drastycznie jakość nauczania i badań. 🙁

  19. @PG
    Bardzo dziękuję za komentarz.
    Co do jego meritum.
    Rozumiem Pana wątpliwości co do reform, i powody tych wątpliwości. Chciałbym jednak zwrócić Pana uwagę na fakt, iż reformy szkolnictwa w Polsce jak dotychczas zajmowały się stroną organizacyjną, a nie merytoryczną.
    Dodatkowo niektóre zmiany organizacyjne przeprowadzono z powodów bardziej ideologicznych niż praktycznych (likwidacja szkół zawodowych i urynkowienie edukacji wyższej).
    Biorąc powyższe pod uwagę ma Pan rację, że przydałby się polskiemu szkolnictwu okres spokoju, choćby po to, aby ocenić skutki wprowadzonych zmian, wyciągnąć wnioski, przeprowadzić badania w zakresie zmian stosowanych w innych krajach i ocenić ich przydatność w warunkach naszego kraju.
    Nie uważam, że system organizacji szkolnictwa w Polsce przed 1989 był gorszy, czy też lepszy niż obecnie (może z wyjątkiem słynnych prywatnych szkół wyższych. Jako absolwent uczelni państwowej nie mam doświadczenia i nie bede się jednoznacznie wypowiadał), małe dla mnie ma znaczenie ile trwa szkoła podstawowa.
    Najistotniejszym zagadnieniem jest czego i w jaki sposób się uczy.
    Można rozwijać konformizm i umiejetności zdawania testów (pójście na łatwiznę), lub też wykształcać umiejętności analizy, wyciągania logicznych wniosków, rozpatrywania problemów z różnych punktów widzenia – czyli tego wszystkiego, co forumowicze nazywają myśleniem.
    Jeśli miałby pan ochotę poznać głębiej moje przemyślenia na ten temat proszę o kontakt discipulus1235d@outlook.com
    Z wyrazami szacunku
    1235d

  20. @1235d: Podziwiam glebokosc Panskich mysli w ostatnim poscie. Szkoda tylko ze ta glebokosc taka plytka.

    Przy okazji, jako „jeden z dwoch powyzej” prosze o objasnienie: Czy nie umiem myslec czy pisac?

  21. Jak dla mnie, najbardziej ciekawym przykladem dostosowywania sie uczelni do potrzeb rynku jest Katedra Rownan Rozniczkowych i Informatyki. Specjakisci of owych rownan ucza tam takich rzeczy jak „programowanie aplikacji webowych”

    Prosze sobie wygoglowac

    Przy okacji prosze o wybaczenie Pana 1235d jezeli ten post jest ponizej jego stahdardow intelektualnych

  22. @wojtek1942: Ja wlasnie tak studiowalem. Za komuny

  23. @kakaz: A co ma piernik do wiatraka?

  24. @A.L. Właściwie to nie wiem o co Pan pyta – odpowiadam więc, w sposób uniwersalny:
    1. piernik do wiatraka ma zwykle to że produkuje się w wiatraku make, z której robi się pierniki. Powiedzonko to jest używane zwyczajowo gdyż dawnymi latami arystokracja i szlachta nie miała pojęcia skąd się bierze chleb ( „niech jedzą ciastka” ) – ale byli pewni że „ze sklepu”, „z kredensu” albo „od żyda”. Porzekadło utrwaliło sie w naszej „błogosławionej ojczyźnie dworków” i pozostało synonimem głupoty wypowiadanej przez ludzi którzy nie rozumiejąc związków pomiędzy pozornie odległymi faktami, sądzą że go nie ma wcale. I to nawet kiedy związek istnieje i jest niemal bezpośredni.
    2. statystyka – podany przykład pokazuje że można mieć najlepsze możliwe wskaźniki kpi i nie uzyskać efektu. Większość manipulacji i propagandy opiera sie na twardych danych statystycznych, zaś używanie wielkiej ilości tabel z liczbami nie czyni bynajmniej czyichś argumentów prawdziwymi. Wystarczy powiedzieć że teoria Ptolemeusza ( geocentryczna) z łatwością mogła być sformułowana tak by byc o dowolną wartość błędu względnego dokładniejsza niż teoria Kopernika. Mimo to teoria geocentryczna jest nieprawdziwa, zaś Kopernika – prawdziwa.
    3. co do Wpisu o edukacji polskiego dziecka – jest komentarzem do tego co tu opisano. precyzyjnym i napisanym juz jakiś czas temu. dyskusje wokół edukacji ( w tym wyższej) toczą się nie tylko tutaj i nie tylko dziś. Nie widzę powodu dla którego miałbym np. przeklejać swoją wypowiedź z bloga skoro juz raz to napisałem – używam. Generalnie działanie polegające na wykorzystaniu dostępnych zasobów, oraz na ich wielokrotnym użyciu jest elementem racjonalnej dyskusji i objawem ergonomii myślenia.
    W razie gdyby miał Pan jeszcze jakieś pytania – zapraszam.

  25. @kakaz: Niestety, nie rozumiem Panskiego przekazu. Wiec moze na tym zakonczmy dyskusje

  26. @A.L – Pan go nie rozumie, bo Pan go nie przeczytał. Na blogu nikt dziś nie czytał linka dotyczącego edukacji. Stąd wniosek – komentuje Pan rzeczy których Pan nie zna…

  27. @kakaz: Tak na marginesie… Link ktory Pan podal prowadzi do tekstu ktory, jak dka mnie, jest totalnie idiotyczny

  28. @kakaz: A… przepraszam… Pisalem o ostatnim linku. Pierwszego nie zauwazylem

  29. @kakaz: Przestalem czytac po zdaniu „rabunkowej eksploatacji wielkiego terytorium” Ustawilo mi politycznie autora. To nie moj barak

  30. @ A.I
    Pana pierwszy post jest pełen literówek, szanuję czas i oko czytających, tego wymaga grzeczność.
    Dziękuję za podziw, sarkazm psuje jednak wrażenie.
    Bardzo chętnie odpowiem na każdy post, który jest powiązany z tematem i logicznie uzasadniony.

  31. Panowie, zbyt ostro dyskutujecie.

  32. W tej dyskusji szczerze mówiąc najbardziej chyba zaintrygowała mnie ilustracja.
    Czy to jest walec do formowania twardych cukierków (landrynek, dropsów)?

  33. @A.L. – a jakaż się Panu wydaje że była ta eksploatacja w owych czasach? Ekologiczna? Wystrzelano wszystkie bizony, Indian „humanitarnie” eksterminowano, wydobywano złoto metodami odkrywkowymi eliminując całe fragmenty krajobrazu. Pan po prostu nie ma pojęcia o historii swojego ulubionego kraju. Oczywiście że nie zdołali zniszczyć wszystkiego. nie byli w stanie tego osiągnąć z powodu niewielkiej populacji – właśnie to było paradoksalnie powodem rozkwitu gospodarki ( którą w tamtych czasach USA rozwijało nagminnie łamiąc jakiekolwiek prawa patentowe i jak byśmy współcześnie powiedzieli intelektualne po prostu kradnąc europejskie wynalazki. jak każdy kraj na dorobku) bo niedomiar rąk do pracy sprzyjał wynalazczości i mechanizacji.

    BTW. po okresie pionierskim kiedy pierwsza chciwość została wynagrodzona niebotycznymi majątkami, zachowania ludzi były identyczne jak tzw. noworuskich: https://fiksacie.wordpress.com/2014/11/02/z-dziejow-nowobogactwa-a-kto-to-tak-sie-bawil/ identyczne

  34. @kakaz: Jakie to europejskie wynalazki ukradziono? Karabin Winchester? pPistolet Colt? Zarowke moze?

  35. @kakaz: Jak wystrzelano wszystkie bizony? Przeciez bizonow jest of cholery. Niedawno jadlem stek z bizona

  36. @A.L. – teraz wreszcie zrozumiałem! Winchester jest wzorowany na https://en.wikipedia.org/wiki/Henry_rifle a ta powstała w 1860 roku. Przypuszczam że jest Pan przekonany że amerykanie wynaleźli obok prochu także strzelbę. Pragnę jednak pana poinformować, że broń palna ma historię znacznie dłuższą, ważniejsze jest jednak i to, ze ( co może być dla Pana nie lada zaskoczeniem) historia USA zaczyna sie prawie 200 lat wcześniej! Tak, proszę Pana, trudno w to uwierzyć, ale USA przez długi czas były europejską kolonią ze wszystkimi, tak charakterystycznymi, konsekwencjami tego faktu! Pisałem o tym tu: https://fiksacie.wordpress.com/2012/01/02/historia-zolnierza-bez-glowy/ i sądzę że i Pan by sporo skorzystał, gdyby zanim zacznie Pan wypowiadać sie o Ameryce, coś sie o tym kraju dowiedział ….

  37. Kakaz
    Trafiłeś w dziesiątkę! 🙂

  38. A.L.
    Wystrzelano ogromną większość bizonów, czyli te, znajdujące się na wolności, aby tym samym pozbawić Indian żywności. Ocalały jednak bizony w rezerwatach i hodowane na farmach.

  39. A.L.
    Karabin jest wynalazkiem europejskim – cytuję z Wikipedii:
    „Karabin (od francuskiego carabine „żołnierz wyposażony w muszkiet”) był początkowo skróconą wersją muszkietu stosowaną przez jazdę – jego rozmiary miały zapewnić łatwość ładowania i strzelania z końskiego grzbietu. Z powodu krótszej lufy posiadał mniejszą celność i donośność niż muszkiety. W języku polskim od XVII wieku przyjęło się używanie terminu „karabin” na określenie długiej, gładkolufowej, a następnie gwintowanej broni piechoty (często wyposażonej w bagnet), która w literaturze zachodnioeuropejskiej nosi nazwę „muszkietu”. Równocześnie używano także określenia „flinta” (od ang. flint „krzesiwo”) i „fuzja” (fr. fusée „rusznica”).
    Muszkiet jest to zaś gładkolufowa broń palna długa, ładowana od wylotu lufy czyli odprzodowo, kalibru od 13 do 25 milimetrów. Pojawił się on na polach bitew w początkach XVI wieku w armiach włoskich i hiszpańskich (pierwsza wzmianka pochodzi z roku 1512 z Rawenny), następnie rozpowszechnił się w całej Europie. Początkowo był cięższą wersją arkebuzu, zaś uzbrojeni weń żołnierze byli wsparciem dla arkebuzerów oraz pikinierów. Termin „muszkiet” odnosił się do wielu broni, począwszy od długich i ciężkich rusznic z zamkiem lontowym bądź kołowym, których lufę opierano na forkiecie, po lekkie XIX-wieczne wersje z zamkami skałkowymi i bagnetami, strzelające pociskami typu Minié.
    Arkebuz (spotykano również nazwy: arkabuz, harkabuz, harkebuz) jest to zaś dawna broń strzelecka używana od trzeciego dziesięciolecia XV do początku XVII wieku. Była to długa ręczna broń palna gładkolufowa kalibru około 10-20 mm, pierwotnie zaopatrzona w zamek lontowy (arkebuzów z takimi zamkami używali konkwistadorzy hiszpańscy na początku XVI wieku). Od I połowy XVI wieku stosowano także zamek kołowy.
    Arkebuzy były rozwinięciem rusznicy, samopału i hakownicy.
    Rusznica (staropolskie ruśnica z cz. rusnice) – dawna ręczna długa broń palna, strzelba początkowo bez zamka, później z zamkiem lontowym albo kołowym. Używana w Europie od połowy XIV[1] do początku XVII wieku. Rusznice były wykorzystywane przez wojsko kwarciane (od połowy XVI wieku).
    Samopał to była zaś długa broń palna nie posiadająca zamka tj. odpalana przez przyłożenie płonącego lontu, rozżarzonego pręta lub hubki trzymanej w dłoni. Używana w XVI-XVII w. przez Kozaków na Ukrainie, w Rosji i na Białorusi wyglądem przypominała zazwyczaj prymitywną rusznicę bez zamka. Zygmunt Gloger w „Encyklopedii staropolskiej” pisał: Hakownica była pierwotnie samopałem, t. j. zapalana ręcznie hubką bez zamka.
    Hakownica to jeden z najstarszych typów ręcznej broni palnej. Powstała przed rokiem 1400 jako udoskonalenie prymitywnej rusznicy. Często zaliczana jest do najlżejszej kategorii dawnej artylerii.”
    Jak więc widać, <b<Amerykanie NIE mogli wynaleźć broni palnej, jako że jest ona znacznie starsza niż USA.

  40. A.L.
    Raz jeszcze w skrócie: Amerykanie NIE mogli wynaleźć broni palnej, jako że jest ona znacznie starsza niż USA.

  41. markot
    Raczej czekoladek!

  42. A.L.
    1. Bogactwo USA powstało na bazie Holokaustu Indian oraz niewolniczej pracy Murzynów. Jak to też zauważył prof. J.K. Galbraith, początkowo wydawało się, że w Ameryce nie obowiązują niektóre prawa ekonomii, n.p. to o malejącej marginalnej wydajności ziemi, czyli że każdy następny skrawek ziemi przeznaczony pod uprawę daje z reguły niższe plony – po prostu zajmując „ogniem i mieczem” tzw. Dziki Zachód, anglosascy osadnicy uzyskiwali dostęp do bardzo wydajnej (szczególnie na początku) ziemi, a więc przez pewien czas w USA obowiązywało prawo o rosnącej marginalnej wydajności ziemi.
    2. Jeśli jest to katedra także informatyki, to o co tu właściwie chodzi? Informatyka teoretyczna nie powinna chyba stwarzać trudności matematykom?
    1235d
    Podaję mój e-mail address: lech.keller(at)gmail.com oraz linki:
    http://wojciech.pluskiewicz.pl/2011/09/diagnoza-stanu-nauki-polskiej.html
    http://static.t-code.pl/Keller-Reforma03B.pdf

  43. A.L.
    ŻARÓWKĘ WYNALEZIONO W EUROPIE:
    1838 – włókno węglowe żarzące się w próżni (Jobard)
    1840 – drut platynowy żarzący się w próżni (Robert Grove)
    1854 – pierwsze praktyczne wykorzystanie żarówki z włóknem ze zwęglonego bambusa do reklamy (Heinrich Göbel)
    1860 – brytyjski patent na świecące włókno węglowe w bańce, z której wypompowano powietrze (Joseph Wilson Swan)
    1878 – pierwsza nadająca się do praktycznego wykorzystania żarówka, patent brytyjski (Joseph Wilson Swan)
    1878 – masowa produkcja żarówek w USA (Hiram Stevens Maxim utworzył United States Electric Lighting Company)
    1879 – patent USA (Thomas Alva Edison)
    1883 – po raz pierwszy na Mazowszu zastosowano oświetlenie elektryczne, miało to miejsce w Markach w przędzalni spółki „Briggs & Posselt”
    1890 – wolframowy żarnik (Aleksander Łodygin)
    (Wikipedia)

  44. A.L.
    Także: In 1802, Humphry Davy had what was then the most powerful electrical battery in the world at the Royal Institution of Great Britain (with the possible exception of another one made in the same year by Vasily Petrov in Russia). In that year, Davy created the first incandescent light by passing the current through a thin strip of platinum, chosen because the metal had an extremely high melting point. It was not bright enough nor did it last long enough to be practical, but it was the precedent behind the efforts of scores of experimenters over the next 75 years.
    http://en.wikipedia.org/wiki/Incandescent_light_bulb

  45. @markot,

    To jest forma do produkcji czekoladek.

  46. A nie walce do cukierków?
    Na czekoladkach akurat się znam. Są odlewane w płaskich formach (molds).

  47. Jak ta forma do czekoladek ma działać?

  48. @markot,

    Racja. Dokładnie tak.

  49. markot
    Są różne metody produkcji czekoladek.

  50. Wiktoriańskie landrynki
    kagan,
    nie jesteś autorytetem w żadnej dziedzinie, a w kwestii produkcji czekoladek najmniej.

  51. Dyskusja sie robi kretynska i ja odjezdzam. Prosze dac znac gdyby wrocila do spraw edukacji

  52. Jeżeli dyskusja o edukacji ma głównie polegać na mierzeniu płytkości jej głębokości i politycznym ustawianiu dyskutantów, to czy warto wracać? 🙄 😉

  53. Dla nienasyconych – francuski walczyk 😉

  54. @A.L. z 22 stycznia 15.37
    Ja też. Za dość wczessnej komuny. Co wcale nie znaczy, że komunę lubię.
    Z poważaniem W.

  55. markot
    Znów tylko ad personam?

  56. Może byś zmienił wałek w swojej katarynce, kagan?
    Nudno czytać stale tę samą mantrę 🙄

  57. markot
    A ty jesteś nudny jak flaki z olejem. Ciekawe, dlaczego praktycznie każda dyskusja na polskich forach czy blogach kończy się zawsze pyskówką?

  58. … i dlaczego przeważnie zamiera po twoim życzliwym komentarzu?

  59. Widać ja mam na ogół argumenty nie do obalenia, a więc moim adwersarzom zostają tylko ataki ad personam… 🙁

css.php